Ekscytujemy się problemami, których nie ma, jak ostatnia wojna wywołana Przez PO w sprawie ratyfikacji której nikt nie kwestionował. A gdzieś obok przechodzą prawie nie zauważone prawdziwe problemy i to problemy poniekąd związane z ratyfikacją.
Wynoszone pod niebiosa medialne efekty wizyt zagranicznych Premiera Tuska nijaka nie chcą obrócić się w realne.
Można powiedzieć że śmieszna (z powodu samolotu rejsowego) wizyta w Stanach nie przynosi jeszcze efektów bo rozmowy ciągle trwają.
Niestety nie można tego powiedzieć o efektach ocieplenia na linii Warszawa – Moskwa. Tu już wszystko miało się zmienić embargo zniesiono i strumień mięsa powinien płynąć a tymczasem to nie strumień tylko kapanie z poluzowanego zaworu. Już tu pisałem kiedyś Że Rosja „śrubę przykręca trzy razy po to żeby potem odkręcić raz i uszczęśliwić wszystkich swoją przyjazną polityką. Tym razem było dokładnie tak samo.
Najgorzej rzecz się ma z naszym zachodnim sąsiadem. Rozmowy z Panią Kanclerz były owocne. My obiecaliśmy nie robić problemu z „Widocznego Znaku” Niemcy natomiast obiecali zbudowanie pomnika upamiętniającego wkład Polski w zjednoczenie Europy, i co? I figa. Znak powstanie staraniem rządu, który rzekomo odżegnywał się od „Powiernictwa Pruskiego”. Zamiast pomnika „Solidarności” przed Bundestagiem może będzie tablica gdzieś na tyłach budynku. Prof. Bartoszewski skomentował to bardzo rezolutnie „Lepsze coś niż nic”. To zdaje się świadczyć o prawdziwych intencjach naszego rządu i jego polityki zagranicznej. Pan prof. Zapomniał że czasem jest tak że „nic” daje większe możliwości niż „coś”. Zawsze można wypomnieć że nie są wiarygodnymi partnerami bo zapominają o podjętych zobowiązaniach. No chyba że to było tylko tak dla użytku wewnętrznego obwieszczone zwycięstwo z nadzieją że jak dojdzie co do czego to wszyscy zapomną o tryumfalnych obwieszczeniach.
Nie wszyscy zapomną i będą Premierowi przypominać.
Jeszcze tylko słów kilka o Traktacie. Dowodnie się przekonałem że we wszelkich dyskusjach zwolennicy i przeciwnicy zawzięcie dyskutują o czymś czego nawet nie powąchali o czytaniu nie wspominając.
Mapa jaka służyła za ilustrację prezydenckiego orędzia (znam ze słyszenia bo nie dane mi było widzieć) wbrew pozorom nie jest wcale takim nadużyciem.
Państwo niemieckie niczego nam nie zabierze ale Niemcy mogą i to wiele. Ciekaw jestem czy wyśmiewacze zagrożenia wiedzą jak jest skala problemu. Czy wiedzą że stosunki własnościowe nigdy nie były przez komunę uregulowane i wiele tysięcy Ksiąg Wieczystych wyraźnie pokazuje kto jest właścicielem. Dekret bierutowski też został skasowany. Właściciele odzyskują ziemię obok Pałacu Kultury, to dlaczego nie mieliby odzyskać kamienic albo chociaż ziemi pod nimi na przykład we Wrocławiu. Kto będzie chciał pamiętać o tym że to był skutek przez Niemców rozpętanej wojny. Bo nie sądzę żeby Trybunał w Strasburgu. Przypominanie Niemcom że obecny kształt Europy to ich zasługa jest niepoprawne politycznie. Ważniejszy z pewnością będzie argument że w zjednoczonej Europie Niemcy mogą mieć nieruchomości we Wrocławiu i w ogóle własność jest rzeczą świętą a wojna nie.





Komentarze
Pokaż komentarze (6)