Igor Janke w kontekście nadchodzących świąt, zapytał czym dla mnie jest patriotyzm. Nie wiem czy potrafię odpowiedzieć na to pytanie.
Patriotyzmu mnie nikt nie uczył dlatego nauczanie patriotyzmu w szkole wydało mi się pomysłem dziwnym. Dlatego zadaję sobie pytanie nie o to czym jest dla mnie patriotyzm a skąd się we mnie wziął. W szkole, mimo że czasy były pełne indoktrynacji, kultywowano wartości głęboko zakorzenione w II RP. Nie mogło być inaczej skoro dziewięćdziesiąt procent uczniów to były dzieci i wnukowie AKowców, lotników polskich i brytyjskich dywizjonów, czy Andersowców. Takie pochodzenie mogło mieć znaczenie w starcie na studia ale dla PRLowskiej indoktrynacji dzieci było barierą nie do przejścia. Pierwszomajowych pochodów z czasów szkoły podstawowej nawet nie pamiętam. Pamiętam natomiast Że dziadek mój dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze wtedy zapadał na zdrowiu. Lądował w łóżku i nie miał kto wywiesić flagi na pierwszego maja. Czasem kończyło się to wizytą dzielnicowego i groźbą mandatu, ale jak tu karać chorego. Choroba to siła wyższa. Czasem groźby były realizowane ale dziadkowi to nie przeszkadzało. Miał okazję żeby ponarzekać na władzę ludową co to ludzi chorych prześladuje. Natomiast drugiego maja dziadek już był zdrowy i trzeciego o świcie flaga wisiała dumnie elewacji a dziadek śpiewał pod nosem „Witaj maj trzeci maj…”. To również skutkowało wizytą milicji. Ale dziadek elokwentnie tłumaczył że nie rozumie czego od niego chcą. Jak nie wywiesza to źle a jak wywiesi to też źle. I tak zabawa w kotka i myszkę trwała przez całe życie dziadkowe, bo za rozbiorów było ponoć podobnie. Innym stałym elementem mającym niewątpliwie wpływ na to co ja pojmuję jako patriotyzm była książka „Mały Piłsudczyk”, która była moim pierwszym elementarzem. To ona posłużyła dziadkowi do uczenia mnie czytania. Inny element to wiszący nad łóżkiem dziadka „Tryptyk Grunwaldzki” Ale najważniejsze były opowieści o powstaniach narodowych ze szczególnym uwzględnieniem biorących w nich udział moich przodków. Przeglądanie pamiątek i zdjęć rodzinnych, oglądanie szczerb na klindze szabli. Drugi mój dziadek również piłsudczyk miał lewicowe ciągoty, co nie przeszkadzało mu wcale na Boże Ciało prowadzić proboszcza pod baldachimem, a i flagę na pierwszego maja wywieszał, ale nigdy nie zdjął jej wcześniej jak czwartego maja rano. Nie było na niego siły. Mawia ł że robił tak za sanacji i nie widzi powodu żeby nie robić tego dalej. Piszę tu o mojej rodzinie ale pamiętam że nie były to przypadki odosobnione. Wyrastanie w takim środowisku musiało dać efekt jaki dało. Rodzice zabiegani i wciągnięci w wir codziennej zapobiegliwości uczestniczyli w ty wszystkim w znacznie mniejszym stopniu ale uczestniczyli. To oni pokazali mi mogiłę powstańczą z 1863 roku. W miarę skromnych możliwości czasowych tłumaczyli zawiłości systemu w którym przyszło nam żyć. Nigdy nie byli przy tym fanatyczni ani zacietrzewieni choć mogli zważywszy na losy ich i dziadków. Spokojnie i bez górnolotności wkładali mi w głowę co jest dobre co złe i gdzie jest granica której przyzwoitość nie pozwala przekraczać. Czy to jest patriotyzm. Nie wiem. Dość powiedzieć że jak już kiedyś pisałem emigracyjne losy wielu pokoleń moich przodków i te wymuszone historią i te spowodowane ciekawością świata u mnie wyrobiły odruch oporu. Nigdy nie zamierzałem i nie zamierzam opuszczać Polski. Był taki moment kiedy musiałem podjąć taką decyzję. Podjąłem ją i jestem z niej bardzo zadowolony. Nie zmusili mnie do emigracji komuniści to i z liberałami też sobie poradzę.
W dzisiejszych czasach coraz bardziej wypranych z bliskich, bezpośrednich kontaktów między ludźmi stajemy sie coraz bardziej społeczeństwem wypranym z więzi pokoleniowych, rodzinnych.
Parzę na młode pokolenie naśmiewające się z przysłowiowych stachanowców a następnie wracające do biur by bić kolejne rekordy w wyścigu szczurów. Zmieniła się w zasadzie tylko nagroda. Bicie rekordów pozostało to samo. No i cena pozostała niezmienna. Dzieci pozbawione bliskości zapracowanych rodziców i nie mniej zapracowanych, czynnych jeszcze zawodowo dziadków, rośnie bez tej atmosfer, która towarzyszyła mojemu dorastaniu. Może z tego punktu widzenia słuszny jest pomysł żeby patriotyzmu uczyć w szkole. Jest jakieś inne wyjście? Przecież autorytety są zdania że w szkole musi być wychowanie seksualne, bo rodzina nie zapewnia odpowiedniego wychowania w tym względzie. Dlaczego z patriotyzmem miałoby być inaczej.
Mógłbym tu wiele napisać o Ojczyźnie, Polsce, miłości do niej ale po co? I tak patriotyzm realizuje się nie w słowach a w codziennych decyzjach i działaniach. To tak jak bym chciał tu opisać co czuję do mojej żony czy dzieci. Ot kocham ich i tyle co mogę powiedzieć. Ale jak ta miłość wygląda to jest kwestia codziennych zachowań.
„Święta miłości kochanej Ojczyzny …” Tyle o patriotyzmie w kontekście rozpoczynającej się majówki.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)