Osnową debaty były słowa Stanisława Brzozowskiego z „Legendy Młodej Polski” o zdziecinnieniu, a odniesione przez Rokitę do współczesnej elity politycznej przy okazji jakiejś debaty politycznej pół roku temu.
Debatę zorganizowała „Teologia Polityczna” ale współorganizatorami byli: Niezależne Samorządne Koło Studentów „Solidarność”, Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickie i UWAGA Salon 24.
Nie będę zdawał relacji z debaty tylko opowiem o wrażeniach jakie z niej wyniosłem. Ciekawych relacji odsyłam do blogu Artura Bazaka, który dobrze debatę zrelacjonował.
Zgadzam się z komentarzem Grima Sfirkowa zamieszczonym u Artura Bazaka że społeczeństwo nie chce słuchać ze są problemy i wybiera tych którzy obiecują że załatwią wszystko za obywateli. To całkiem naturalne i nie mające nic wspólnego wyłącznie z nami i naszymi wadami narodowymi. Moim zdaniem tak jest z każdym społeczeństwem na dorobku, choć jest nieco infantylne. Warstwy piramidy potrzeb są tak ukształtowane że potrzeba aktywności społecznej jest znacznie wyżej niż będąc na dorobku możemy dosięgnąć, ale podjęcie tego wysiłku jest konieczne dla naszego bezpieczeństwa. Całą naszą aktywność koncentrujemy na rozwoju ekonomicznym, jak osiągniemy poziom innych państw europejskich, kiedy poczujemy że jesteśmy bezpieczni, kiedy nasycimy pierwszy głód świata, wtedy zaczniemy zwracać większą uwagę na otaczającą nas rzeczywistość, oby nie było zbyt późno..
Do tego właśnie nawiązywał Dariusz Gawin mówiąc że PiS nas straszył problemami a PO opowiadała że wie co zrobić żeby problemów nie było. I to zdaniem Pana Gawina nie jest najgorsze. Najgorsze jest to że elity w imię walki z PiSem „umówiły się” ze o problemach nie będą mówiły nawet między sobą. To już jest groźne, bo problemy nie znikną kiedy zamknie się oczy. I tak, społeczeństwo wybrało tego kto mówił że zna sposób na problemy bo dla społeczeństwa tak jest wygodniej, ono ma swoje domowe osobiste problemy do rozwiązania, a wybrany zamknął oczy nie widzi problemów i uznał że ich nie ma.
Z Pyzolem natomiast nie zgadzam się w ocenie Jana Rokity zamieszczonej w tym samym blogu. Nie uważam go za polityka przereklamowanego, a za polityka niewykorzystanego, za zmarnowany Przez PO duży potencjał intelektualny.
Junona napisała (u Bazaka)to co przykuło również moją uwagę. Dążenie przez PO do domknięcia systemu. To choroba każdej władzy. Zwykle jest tak – „Jak nas wybierzecie to pokarzemy jak potrafimy zmienić Wasze życie na lepsze”. Potem jest tak – „Wybraliście nas ale opozycja ma media i to utrudnia nam prawdziwe rządzenie, pomóżcie nam odzyskać media, potem roszczenia Ida dalej „mamy władze ale prezydent nam przeszkadza bo grozi vetem – nie możemy normalnie pracować w warunkach ciągłego zagrożenia”. Potem są następne wybory i obietnica że teraz już mając władze i Prezydenta musicie nas wybrać bo chyba przecież nie pozwolicie żeby wrócił PiS.” I tu się pojawia wątek opozycji jaka jest rządzącym potrzebna. Rządzącym jest potrzebna opozycja którą można straszyć wyborców. Ci którym PiS nie straszny zagłosują na PiS, zdeklarowani zwolennicy PO zagłosują na PO. Problem jest z tymi którzy uwiedzeni przez PO widza dziś że ani PiS taki straszny ani PO taka dobra. Trzeba ich ciągle straszyć żeby w końcu powiedzieli, no trudno zagłosuję na PO bo przecież nie oddam głosu na PiS, to tak jakbym się przyznał że popełniłem błąd i dałem się uwieść. Tak powstaje monopartia. To jest najbardziej niebezpieczne. Pozostaje zrobić wszystko żeby do tego nie doszło. System domknięty to system nie kontrolowany. Mimo że to naturalna dążność to jest to dążnośc do zagłady. W myśl powiedzenia że władza demoralizuje a władza absolutna demoralizuje absolutnie.
Z Arturem Bazakiem i jego opisem wystąpienia Rokity zamieszczonym w komentarzu do Junony nie do końca mogę się zgodzić. Dość kontrowersyjne stwierdzenia Rokity na temat emigracji i wyścigu szczurów można obronić. Mnie się wydaje że wypowiedź była drożdżami dla dyskusji na którą nie było czasu i była nieco z boku tematu debaty.
Wszystko to było w poniedziałkowej debacie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)