1 obserwujący
43 notki
14k odsłon
  256   0

Czas na wielki mecz

           - Szanowny kolego, podobno wysyłają nas do Indii; ale po co? Przecież nikt z nas nie zna tamtejszego języka.

           - Ja go rozumiem - odparł zapytany - W tym kraju wszyscy są diabłem podszyci.

           Nazajutrz w porze kąpieli inny pomylony muzułmanin, entuzjastycznie wołając „Wiwat Pakistan!”, poślizgnął się na mokrej posadzce, upadł i stracił przytomność.

           Wśród pacjentów lahaurskiej kliniki byli też zdrowi na umyśle. W większości zabójcy, których krewni - za łapówkę - w ten właśnie sposób ratowali ich od stryczka.

           Choć ci ogólnie wiedzieli jak i dlaczego doszło do podziału i co to jest Pakistan, nie pojmowali jednak istoty wydarzeń. Gazety cenzurowano, a strażnicy, mający kontakt ze światem zewnętrznym, byli głupcami i analfabetami. Próby rozmów z nimi były tylko strata czasu, gdyż ich wiedza ograniczała się do znajomości nazwiska Muhammada Alego Dżinnaha, zwanego też Qaid-e Azam (Wielki Przywódca). To on, jak mówili, stworzył dla muzułmanów nowe państwo - Pakistan.

           Lecz gdzie ono leży? Co odegrało rolę w jego powstaniu? - nikt właściwie nie wiedział. Dlatego tez nie do końca zwariowanych pacjentów ogarnęła niepewność. Bo, u licha, w jakim są teraz kraju? jeśli w Indiach, to gdzie jest Pakistan? A jeśli w Pakistanie, to jak to możliwe, że - mieszkając tu wcześniej - znajdowali się w Indiach? Jeden z chorych przejął się tym do takiego stopnia, że w czasie zamiatania podwórka wlazł na drzewo, skąd przez dwie godziny wygłaszał tyradę na temat zawiłości hindo-muzułmańskiego problemu. Kiedy zaś pielęgniarze zaczęli wołać, by zszedł, wdrapał się jeszcze wyżej i krzyknął :

           - Ja nie chcę mieszkać ani w Indiach, ani w Pakistanie, tylko na tym drzewie !

           W końcu zszedł jednak. A zszedłszy podbiegł do przyjaciół - hindusów i sikhów, zaczął ich obejmować i prosił z płaczem, by go nie porzucali odjeżdżając do Indii.

           Prócz tego jeden z pacjentów, inżynier z rozgłośni, muzułmanin, który trzymał się z dala od innych, przedkładając nad towarzystwo samotne spacery w parku, zrezygnował z garnituru, by paradować na golasa.

           Reszta też dostawała bzika. Aktywista Ligi Muzułmańskiej, który przestrzegał kilkunastu ablucji dziennie, nieoczekiwanie w ogóle przestał się kąpać. Nazywał się Muhammad Ali i z tego powodu ubrdał sobie, że jest Muhammadem Alim Dżinnahem. Jakby wziąwszy zeń przykład pewien sikh oznajmił, że jest Master Tara Singhiem (duchowy i polityczny przywódca społeczności sikhijskiej w I poł. XX w. – przyp. tłum). W obawie, że dojdzie do rozlewu krwi, obu zamknięto w izolatkach.

           Wśród chorych znalazł się młody hindus, adwokat z Lahauru, który oszalał z miłości. Informację o tym, że Amritsar przypadnie Indiom, przyjął kwaśno, gdyż mimo obłędu rozumiał, że spotka go nieszczęście rozłąki. Zaczął przeklinać Kongres Indyjski i Ligę Muzułmańską, których liderzy podzielili indyjską ziemię tak, że dziewczyna została w Amritsarze, a on w Lahaurze.

           Nie pocieszył się tez wiadomością o wymianie, choć z entuzjazmem zaczął wyjaśniać zatroskanym współpacjentom, że winni cieszyć się, bowiem odsyłają ich do Indii, czyli do miejsca pobytu jego ukochanej. Troskał się tylko o to, czy w Amritsarze - gdzie będzie musiał zaczynać praktykę od zera - zdobędzie tak dobrą jak lahaurska klientelę.

           Na oddziale dla Anglo-Hindusów przebywali dwaj pacjenci, którzy - dowiedziawszy się, że Anglicy opuścili Indie - tak byli tym przybici, że godzinami rozmawiali tylko o tym, czy ich oddział zostanie zamknięty i czy nie nastąpią zmiany w diecie. Obaj obawiali się, że miast białych bułek będzie im się podawać przeklęte podpłomyki miejscowego wyrobu.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport