Nie lubię się powtarzać, ale nie moja wina, skoro "awantury arabskie" - dzień w dzień - zajmują większą część mojego ekranu, tak że ciężko przebić się do jakichś sensownych wiadomości. Zatem: do rzeczy.
Jeśli kto uczynił ślub, a żal mu tego, może się dać zwolnić od niego, choćby przysięgał był na Boga. Pójdzie mianowicie do uznanego uczonego, a jeśli takiego nie ma, więc pójdzie do trzech mężczyzn, choćby idiotów, którzy jednak muszą rozumieć przynajmniej, czego ich uczono i którzy zdołają wymyślić na pozór, dlaczego żałuje ślubu; ci zwolnią go od ślubu, mówiąc trzykrotnie: "Matko, śmiej się,teraz ci wolno" (...). Czynność ta może być wykonywana stojąco, względem krewnych, w nocy i także w soboty, jeśli nie dało się wcześniej.
Kiedy w sprawie obozowego baraku wypowiedział się pierwszy bloger, używający pseudonimu FŻP, byłem pewien, że rzecz jest zamknięta, a spór załatwiony ostatecznie. Dopiero gdy odezwał się pan Barbur, zorientowałem się, że rzecz dopiero czeka na głos decydujący. I głos ten zabrzmiał: jak się niedawno dowiedziałem, swoje zdanie na kwestię muzealnego nieporozumienia wyraził prezydent.
A cytat?
Co ma do rzeczy cytat?
Ot taka pseudoerudycyjna wstawka, dla witzu, tak jak Obama w tytule.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)