( ) Wjeżdżamy, a tam z jednej strony pełno wozów, telewizje, dziennikarze, z drugiej namioty, w jednym z namiotów światła, a tam pan Putin z panem Tuskiem, pomyślałem: "show".
Przejeżdżamy dalej, pokazują miejsce tego rozbitego samolotu: lasek, ścięty, brzozowy, pełno porozrzucanych małych, metalowych kawałków dookoła, zmieszanych z błotem. Samolotu tam nie ma. Największa część to ta znana z telewizji (...).
Leszka znaleźli, prawdopodobnie dlatego, że jako prezydent, miał wszyty chip w garnitur, który można było znaleźć przez GPS.
Leszek leży na ziemi, na takim prześcieradle, dookoła błoto... (...). Obok leżał Putra, poznałem go po charakterystycznych wąsach, właściwie kawałek jego tylko tam leżał...
Leszek był bardzo pocięty, nie wiem nawet, czy to były jego nogi... To było bardzo... mocne... To, że Jarek to przetrzymał, to coś niesamowitego, trzeba mieć bardzo mocny charakter.
Patrzyłem, co było dookoła nas. Leżały wory, takie jak my tutaj kupujemy na śmieci, takie niebieskie i w tych worach, jestem pewny, były ludzkie części. Były poukładane pod takim murem betonowym.
Zaczęło padać, więc poszedłem do naszego autobusu i...
jestem w ciemnym autobusie, przed autobusem stoją ludzie, to jest jakaś ochrona, podchodzi do nich umundurowany, w polskim mundurze człowiek, pyta:
Gdzie jest nasz samolot?
Pada odpowiedź: jest w powietrzu.
On na to: Jezus Maria, będzie następna tragedia, oni chcą go zestrzelić.
- "Co robić?"
- "Niech oni, piloci, cały czas coś mówią, nieważne co, niech się łączą z nami non stop".
Byłem w ciemnym autobusie, oni mnie nie widzieli.
Jarek wrócił do autobusu. Podbiega do nas, prawdopodobnie lekarz to był, rosyjski i mówi, że pan Putin zgodził się na to, żebyśmy zabrali Leszka teraz, tym samolotem, ale to potrwa jeszcze, więc 2,3 godziny musimy jeszcze poczekać. W związku z tym odwożą nas do hotelu w centrum miasta. (...)
No i czekamy. Po dwóch godzinach przychodzi ktoś i mówi, że jednak Putin się nie zgadza na to, żebyśmy zabrali Leszka, także to całe, nasze czekanie było bez sensu. To już była godzina 1.00 w nocy.
W związku z tym odwożą nas na lotnisko, samolot ma już startować -
-bo nasz samolot nie mógł wcześniej przylecieć z nami do Smoleńska, ale musiał lądować na lotnisku w Witebsku. Natomiast, jak już przyjechaliśmy do Smoleńska, to ten samolot pusty przyleciał do Smoleńska. Nie wiem, na czym polegała ta gra.
Wsiadamy do samolotu, samolot już się rozgrzewa, nagle pilot oznajmia, że nie możemy lecieć, bo Rosjanie powiedzieli, że muszą zrobić jeszcze kontrolę. Paszportów. Cyrk. Kolejny cyrk.
Czekaliśmy następną godzinę.
Po godzinie zjawili się panowie, <którzy mogliby wystąpić w filmie Wajdy "Katyń", jako aktorzy>, zaczęli kontrolować paszporty, znowu to trwa około godziny. Po tym, ci panowie, zaczynają sprawdzać, co jest między ławkami - rewizja samolotu.
Wróciliśmy do Warszawy o godzinie 5 nad ranem.
Taka była pomoc rosyjska....
-----
A teraz fakty dotyczące przelotu Jarosława Kaczyńskiego do Witebska:
Jarosław Kaczyński wyczarterował od wrocławskiej firmy SkyTaxi taksówkę powietrzną Saab340, którą poleciał do Witebska.
Linia SkyTaxi obecnie dysponuje dwoma Sabami 340, które wielkością są zbliżone do Jaka-40.
W trudnych chwilach dla całej Polski Zarząd SkyTaxi Sp. z o.o. w imieniu całego personelu naszej firmy składa najszczersze kondolencje rodzinom ofiar katastrofy w Smoleńsku. SkyTaxi tym bardziej łączy się w bólu z rodzinami ofiar, iż mieliśmy wielki honor służyć naszą pomocą już w sobotę realizując lot czarterowy do Witebska i Smoleńska.
Na pokładzie znaleźli się członkowie oficjalnej delegacji, którzy udali się na miejsce porannej tragedii. Tym samym pragniemy podziękować polskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych, Ambasadzie Polski w Mińsku oraz Ministerstwu Transportu Federacji Rosyjskiej za udzieloną pomoc w przygotowaniu lotu do Witebska i Smoleńska. Dziękujemy także za wyjątkowo życzliwe przyjęcie na obu lotniskach.
Pamiętacie, jak rosyjscy radioamatorzy zarejestrowali 10 kwietnia fragmenty rozmowy załogi samolotu linii Iguana Skytaxi z czterema osobami na pokładzie, który zamierzał lądować w Smoleńsku?
Jeden fragment z dodatkową informacją na stronie radioamatorów
a tutaj więcej fragmentów w kolejności chronologicznej:
---------------------
http://zulusmjz.blog.interia.pl/?id=1875624
W każdej korespondencji pilota z kontrolerem padają znaki wywoławcze samolotu, wszak ma on na jednej częstotliwości wielu pilotów i musi wiedzieć, z kim rozmawia. Dlatego od początku próbowałem wyłapać czegoś, zaczynającego się od „Papa Lima Foxtrot” (PLF), bo takie wywołanie mają polskie samoloty rządowe. Zamiast tego możemy usłyszeć jak byk "India Golf Alpha Siem Nul Tri", czyli IGA 703. Jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to zapewniam, że we wcześniejszym fragmencie (nie ma go w materiale TVN) pada pełne wywołanie: "Iguana 703". Klik na Google (http://en.wikipedia.org/wiki/Airline_codes-S) i co dostajemy? Owszem, to był polski samolot, tyle, że Saab 340 (a nie TU-154) i nie rządowy, ale należący do wrocławskiej firmy czarterowej Skytaxi. Najprawdopodobniej nagranie zrobione sporo po katastrofie, bo pilot potwierdza w pewnym momencie widzialność: osiem kilometrów. Pewnie wieźli do Smoleńska jakichś oficjeli albo jakąś ekipę medialną.
Komentarze
Pokaż komentarze