Impertynator
sobota, 23 października 2010
Trzej Nad Krzyżem Na Pustej Ulicy
Trupy przeciwników politycznych.
Wymarła Polska.
I Krzyż, przed którym nikt nie ucieknie. Choćby tylko chyłkiem wymachując reką po własnych piersiach (patrz końcówka video).
"Pijar" zamiast mózgu?
Że niby komuś się ten krzyż ze zniczy na łódzkiej ulicy z obszczanymi zniczami na Krakowskim Przedmieściu skojarzy?
Komuś się pewnie skojarzy.
Szczającym szczylom pozwoli nie traktować spektaklu w Łodzi serio.
Hartowanym niedopałkami papierosów również.
Bo żeby ten gest został potraktowany serio, skojarzenie u odbiorcy musiałoby poprzedzać skojarzenie w przekazie.
A u trzymających władzę nad przekazem świat traktowany co do najmniejszego elementu oddzielnie, jak w słynnym wierszu Tuwima, daje po prostu nieskończenie więcej kombinacji.
A u trzymających władzę nad przekazem świat traktowany co do najmniejszego elementu oddzielnie, jak w słynnym wierszu Tuwima, daje po prostu nieskończenie więcej kombinacji.
środa, 20 października 2010
Nasze Lemingi
Inspired by Arturo N.
Oj, naoglądałem się ich w ostatnich latach! Choćby na Salonie24.
Nie mówię tutaj o rozmaitych kretach lub "katarynach", czyli produktach przemysłu wytwarzającego osoby o poglądach identycznych z naturalnym pierwowzorem. Substytuty. Oni zazwyczaj pachną i smakują tak, jak legendarna, mająca udawać sok z cytrusów, peerelowska oranżada. Niezły kop w kubki smakowe.
Myślę raczej o naiwności, rozcieńczonej kompletną niezbornością światopoglądu i intelektualnym lenistwem. A wszystko najczęściej mocno osadzone w środowiskowych lub rodzinnych antynomiach.
Chodzą na msze, im bardziej "za Ojczyznę", tym lepiej, i czytają "Wysokie Obcasy", marząc o podejrzanych tam wzorcach "nowoczesności". Godzinami oglądają TVN24 i czytają "Gazetę Wyborczą", tłumacząc się dziecinnie, że przecież trzeba wiedzieć "co wróg...". Jak narkomani, uzasadniający kolejną działkę tym, że sami muszą się przekonać, jakie to jest szkodliwe.
Prawie zawsze mają w swojej biografii incydent z zawierzeniem Unii Wolności.
Zaskakujące, jak rzadko sięgają po np. "Gazetę Polską" czy "Nasz Dziennik", nie mówiąc już o słuchaniu choćby "Rozmów Niedokończonych" w Radiu Maryja. Więcej, potrafią w swoich hasłowych biogramach na blogu z dumą zapisać, że oni nie z tych co słuchają.
Najbardziej wierni są przyjaźniom, zwłaszcza tym, ich zdaniem, nobilitującym. A więc rozmaitym "Ksysiom", "Igorom", "Łukaszkom" itp., choćby ci co drugi dzień udowadniali, że bliżej im do Cześka K., niż do Jarosława.
Z kolei Jarosława i PIS notorycznie, głośno i deklaratywnie popierają. Jednak niech no tylko Jarkowi trzaśnie w zębach wykałaczka... Łoskot tego hałasu wbija im bębenki do wewnątrz czaszki i stawia wszystkie włosy na głowie.
Tak nie należy! To błąd! Przecież nie wypada! "Oni" na pewno by tego chcieli!
Biegną wtedy do swoich "Ksysiów", "Mareczków" czy "Igorów" i czasem głośno, ostentacyjnie, ale najczęściej po cichu podłączają się pod kroplówkę kojącej dla nich trucizny.
Skąd się biorą? Młyny Czerskiej mielą powoli, ale nieubłaganie. Jeśli nie ma się skóry jak nosorożec lub upodobania w dewiacji, nie każdy jest to w stanie wytrzymać. Co jakiś więc czas z kręcącego się w palcach Michnika kółka graniastego ucieka z wrzaskiem ten i ów, i pędzi na oślep w przeciwną stronę. Prędzej czy później trafiając na nas.
To nasi współbracia z odzysku. Kruche figurki ze świeżo wypalonego zapału. Tak pewni, jak wiara arcybiskupa Nic. Tak odważni, jak Poncyliusz Piłat. Tak prawicowi, jak Rafał Ziemkiewicz.
Damy radę dotargać ich na własnych plecach na drugi brzeg tęczy?
Będą wierzgać, kopać, mogą nawet ugryźć. Ale jeśli ich dowleczemy, mogą się stać zaczynem głupiej, mądrej, ale normalnej, no, może normalniejszej opozycji.
I dlatego warto się z nimi pomęczyć.
A jednak...
Bo mimo wszystko (dobry car, okrutni dworzanie, itp., itd) wysyłanie komunikatu, w którym nie ma ani jednego bluzgu pod adresem PIS, czy wizji horroru w pejzażu kaczofaszyzmu, za to są wzmianki o dwukrotnym (Schetyna i Tusk) napominaniu Niesiołowskiego, jest potężną i niebezpieczną dezorientacją kompletnie ogłupionego elektoratu.
Pamiętajmy, że ten elektorat, pod wpływem zmiany przekazu medialnego potrafił w ciągu 48 godzin zmienić swoją opinię wobec Lecha Kaczyńskiego o 180 stopni.
Może więc pojawiła się pilna potrzeba zbudowania przekazu wobec budzących się, a do tej pory obojętnych?
Może postępująca faszyzacja polityki III RP zaczęła już denerwować Angelę? W końcu między robieniem interesów w kraju, gdzie za oknami szaleją "taksówkarze" dr. Mugabe, a inwestowaniem nawet na południu Włoch jest spora różnica.
Może wreszcie mądrzejsi od Donisława i Jego Mongolskiej Drużyny już wiedzą, że ta ferajna nie ma najmniejszych szans na ogarnięcie skutków spuszczanej przez siebie lawiny, a Ucznia Czarnoksiężnika lepiej solidnie zdzielić w łeb, zanim wysadzi w powietrze wszystkie zamkowe komnaty?
Oby.
wtorek, 19 października 2010
Totalitarna demokracja
Dopóki chcą się pokazywać na eurosalonach, nie musi być jednomyślności, jednej partii i jawnego samodzierżawia. Wystarczy gwarancja większości.
W takiej sytuacji opozycja jest niezbędna. Gnojona, ograniczna, rozbijana, sterowana, ale być musi.
Co więcej, nie da się jej całkiem zastąpić ubecką kukiełkownią w stylu Palikota. Co najmniej parę milionów Polaków nie da się na to nabrać.
Likwidacja Jarka? Zostanie Macierewicz, Kamiński, może Ziobro. Jak nie oni, przyjdą inni. A kilku milionów zadołować w wapnie się nie da. Na razie.
Powyższe nie oznacza jednak, że opozycja w demototalitaryźmie może sobie wyobrażać, że ma jakiekolwiek prawa. Ma się wyłącznie pojawiać w takich czasie i miejscu, aby uderzający metalową gazrurką trafiając w próżnię, nie zwichnął sobie nadgarstka.
Co zatem zostaje opozycji do zrobienia po swojemu?
Mówić bandytom, że są bandytami. Zawsze, przy każdej okazji.
Podziemne wydawnictwa. Czyli w aktualnych realiach kupowanie kilku niszowych gazet oraz - póki się da - Internet.
Demonstracje. 10 każdego miesiąca z transparentami, gdzie do daty "Smoleńsk 10 IV 2010 r." trzeba dodać datę "Łódź 19.10.2010 r."
Demonstracje powinny się odbywać nie tylko pod - zazwyczaj pustymi - siedzibami władzy, ale przede wszystkim pod redakcjami gazet i telewizji. Czyli tam, gdzie koncentruje się władza realna. I gdzie pracujący 24 na dobę będą od czasu do czau wyglądać za okno, zastanawiając się, czy i tym razem uda im się do domu dojechać.
Być gotowym na przemoc.
Bo nie schowasz swoich poglądów. Na końcu jest bowiem zawsze to samo. Przymus rytmiczego wrzasku w pobudzanym i nadzorowanym tłumie.
I jeszcze jedno. Dla wszystkich, którzy wieszczą nasz koniec i szybkie zbliżanie się powtórki z 13 grudnia.
Wtedy do spacyfikowania 10 mln trzeba było 400 tys. wojska, 200 tys. uboli i drugie tyle konfidentów. Co z tego zostało?
Wojsko rozpędzili w pizdu, spasione trepy będą za nami po ulicach ganiać? Esbecji i policji jest najwyżej jedna czwarta, wiekszość powrastana w tłuste interesy. Tak samo jak konfidenci. O "profesjonalizmie" firm ochroniarskich, których zadaniem jest szpanowanie przed laskami na bramce w dyskotekach oraz wspomaganie gangsterów przy rabowaniu tego, co aktualnie mają ochraniać, nie będę tutaj wspominał.
A nas te kilka niepokornych milionów się zbierze.
Mogą zabijać pojedyńczych ludzi, szykanować, jątrzyć, judzić, manipulować przy prawie. Ale to wszystko. Nie "odwrócą biegu wydarzeń". Nie zetrą mokrą szmatą wszystkiego, co im czas na tablicy, po stronie Winien wypisuje.
Ich "wszechwładza" wytrzeszcza się na nas z ekranów telewizorów, próbuje porazić wrzaskiem komentarzy i szczekaniem polityków. Mamy w nią uwierzyć. Równie łatwo, jak w kompletne podporządkowanie im całej hierarchii kościelnej.
A chcecie się założyć, jak sobie poradzą z realnymi problemami porządkowo-organizacyjnymi, na przykład podczas Euro 2012?
I dobrze, żebyśmy o tym nie zapomnieli.
Wtedy do spacyfikowania 10 mln trzeba było 400 tys. wojska, 200 tys. uboli i drugie tyle konfidentów. Co z tego zostało?
Wojsko rozpędzili w pizdu, spasione trepy będą za nami po ulicach ganiać? Esbecji i policji jest najwyżej jedna czwarta, wiekszość powrastana w tłuste interesy. Tak samo jak konfidenci. O "profesjonalizmie" firm ochroniarskich, których zadaniem jest szpanowanie przed laskami na bramce w dyskotekach oraz wspomaganie gangsterów przy rabowaniu tego, co aktualnie mają ochraniać, nie będę tutaj wspominał.
A nas te kilka niepokornych milionów się zbierze.
Mogą zabijać pojedyńczych ludzi, szykanować, jątrzyć, judzić, manipulować przy prawie. Ale to wszystko. Nie "odwrócą biegu wydarzeń". Nie zetrą mokrą szmatą wszystkiego, co im czas na tablicy, po stronie Winien wypisuje.
Ich "wszechwładza" wytrzeszcza się na nas z ekranów telewizorów, próbuje porazić wrzaskiem komentarzy i szczekaniem polityków. Mamy w nią uwierzyć. Równie łatwo, jak w kompletne podporządkowanie im całej hierarchii kościelnej.
A chcecie się założyć, jak sobie poradzą z realnymi problemami porządkowo-organizacyjnymi, na przykład podczas Euro 2012?
I dobrze, żebyśmy o tym nie zapomnieli.
Gra w zabijanego - Kryształowy Podwieczór
Po 10 kwietnia można było się sprzeczać, analizować zachowania, budować hipotezy, pytać - po co i dlaczego? Rozważać rolę zaniedbania, przypadku i cywilizacyjnego zdziczenia, w którym śmierć ludzka bywa tańsza od choroby ulubionego kota.
Po 19 października wszysto ma być już jasne.
Nienawiść wykrzywia twarze tłumu w dzikim uśmiechu, wyszukuje najsłabszych, wciska im do ręki broń i zabija.
"Nienawiść Jarosława i PIS.
Do tej lepszej Polski, na pewno schowanej gdzieś tam, za wymuskanymi twarzami telewizyjnych prezenterów, zapracowanego kopaniem piłki premiera i dumnie dźwigającego po świecie parę okularów oraz swoją żonę Prezydenta.
To przez tę nienawiść nie możemy jej dostrzec, do niej dotrzeć, w jej źródlanych wodach omyć zmęczoną twarz i w rajskich owocach zatopić złaknione uzębienie.
Zamiast tego trzeba z ową nienawiścią walczyć, aż wzrok nam mąci Kryształowy Podwieczór."
Pod Smoleńskiem załawił sprawę przypadek, "cisi od śrubek", a może przyjaciele Moskale. Pod Pałacem tylko pluto i kopano.
W Łodzi dokonał się pierwszy, oficjalny mord założycielski.
Czego?
Niczego.
Bo teraz już na nic, poza własnymi rękami, kostką bruku, butelką z benzyną czy co kto jeszcze zdoła sobie zorganizować, i gronem najbliższych, nie możemy liczyć.
Nawet jeśli ktoś jeszcze miał do tej pory jakieś złudzenia.
środa, 6 października 2010
Jarosław Marek Rymkiewicz napisał list
List do nas.
A szerzej, do wszystkich, którzy wolność traktują serio.
Nawet do kojarzących wolność wyłącznie jako "wolność od Kaczyńskich".
Jeśli wolność to dla nich prawo swobodnego wyboru.
Bo nie chce mi się wierzyć, że napisał ten list do Adama Michnika.
Tak jak trudno mi przyjąć do wiadomości, że naprawdę zaskoczyła i zdziwiła go "zmiana" w zachowaniu i poglądach AM.
O tym, kim jest i kim będzie Michnik napisał proroczo w swoich Dziennikach Kisiel już pod koniec lat 60-tych. Przytaczając między innymi krążący wówczas dowcip, że za 10 lat podczas pochodu pierwszomajowego z trybuny honorowej będą maszerujących pozdrawiali także Michnik i Kuroń.
Co oznacza, że była to rzecz do zauważenia dla każdego przytomnego obserwatora, który obracał się w tych samych kręgach, co Kisielewski. Jarosław Marek Rymkiewicz, spotykający się z Michnikiem u Słonimskiego, na pewno do nich należał.
poniedziałek, 4 października 2010
Varia tkamy
Polscy siatkarze specjalnie przegrali dwa kolejne mecze, żeby móc zdążyć na Kongres Jańcia Penisarenki.
Kurek w iglicę - tylko u niego.
Kurek w iglicę - tylko u niego.
Niestety, wszystko wskazuje na to, że przeszkodził Koń Donek, zazdrosny o, było nie było medalowe, trzecie miejsce.
W grupie śmierci.
W grupie śmierci.
* * *
Wielbiciele taktyki spalonej ziemi nie tolerują żadnej konkurencji. Nawet w postaci jakichś tam dopalaczy.
Poza tym o swoich uzależnionych dbać należy. Jeszcze się za szybko wypalą...
Wśród nawalonych na obraz i podobieństwo drzwi od stodoły jak już sen przychodzi, to tylko wieczny.
* * *
Wygląda na to, że Rosji też się nie podoba druga linia metra w Warszawie. Od kilku miesięcy nie odpowiadają na uniżoną prośbę Gronkowca o zgodę na przesunięcie pomnika bandytów, stojącego u zbiegu Targowej i Solidarności.
Po raz pierwszy od niewiadomo kiedy z Rosjanami się zgadzam. Jeśli miałbym wybierać między pomnikiem najeźdźców, a monstrualnie kosztownym i niespotykanym nigdzie na świecie, dublowaniem śródmiejskiej linii kolei średnicowej, wybieram to pierwsze.
Zasypywanie metra to horror i nie wiadomo czy będzie kogoś na to stać.
Wysadzenie pomnika to przy tym betka.
Wysadzenie pomnika to przy tym betka.
Subskrybuj: Posty (Atom)
W parodii państwa, zaludnionej parodią narodu i społeczeństwa, uwijającego się wokół parodii gospodarki tylko powaga autentycznie śmieszy.
Katechizm Leminga
Co z tą Polską?
- Nienawidzę.
Wstydzisz się "tego kraju"?
- Jasne, że wstydzę!
Czego pożądasz?
- Kłamstwo mi miłe.
Szanujesz przodków?
- Sram na mogiłę.
Dasz się oszukać?
- Ja też to zrobię.
Kogo wybierasz?
- Tylko równych sobie.
A jak cię okradną?
- TV ich pokaże.
Na pewno rozpoznasz?
- Pamiętam POtwarze.
Skąd tu tyle gnoju?
- Moja w tym głowa.
Wyciągniesz wnioski?
- Jednomandatowa.
Gotów się poświęcić?
- W gusła nie wierzę.
A w doktora G.?
- Dobry, skoro dobrze bierze.
Co z twoimi dziećmi?
- Za dużo zachodu.
Co z tobą?
- Nie myślę.
...Taka mądrość Wschodu.
(maj 2008 r.)
Katechizm Leminga
Co z tą Polską?
- Nienawidzę.
Wstydzisz się "tego kraju"?
- Jasne, że wstydzę!
Czego pożądasz?
- Kłamstwo mi miłe.
Szanujesz przodków?
- Sram na mogiłę.
Dasz się oszukać?
- Ja też to zrobię.
Kogo wybierasz?
- Tylko równych sobie.
A jak cię okradną?
- TV ich pokaże.
Na pewno rozpoznasz?
- Pamiętam POtwarze.
Skąd tu tyle gnoju?
- Moja w tym głowa.
Wyciągniesz wnioski?
- Jednomandatowa.
Gotów się poświęcić?
- W gusła nie wierzę.
A w doktora G.?
- Dobry, skoro dobrze bierze.
Co z twoimi dziećmi?
- Za dużo zachodu.
Co z tobą?
- Nie myślę.
...Taka mądrość Wschodu.
(maj 2008 r.)



Komentarze
Pokaż komentarze (1)