
Widzę dzisiaj znajomego, który prowadzi seminaria magisterskie, a dzisiaj licencjackie. Przyjechał z odległego miejsca, ponad 5 godzin jazdy samochodem, specjalnie na to seminarium, bo tylko to prowadzi. Tutaj jest jego drugi etat. Ma przypisanych około 20 studentów, dzisiaj były ich pierwsze zajęcia.
Pytam się go: jak tam było, jak wrażenia, jak ich odebrał? On wielce zdziwiony powiedział, że z początku myślał, że coś pokręcił i przyjechał nie w ten dzień co powinien. Ale upewnił się, sprawdził kilkakrotnie- wszystko jest jak trzeba. Problem jedynie w tym, że przyszły dwie osoby na zapisaną dwudziestkę.
Jak to, pytam, a co z innymi?
Ponoć o to samo zapytana ta dwójka co się zjawiła odpowiedziała: po co mieli na pierwsze spotkanie przychodzić? I tak sobie nie wybiorą tematu pracy, więc strata czasu.
Ech dzisiejsi studenci, żadnego żachnięcia, żadnych skrupułów.
Dzisiaj też miałem takie dziwne zdarzenie.
W połowie zajęć, podeszły do mnie dwie pani w średnim wieku. Powiedziały że się wstydzą tak głośno przy wszystkich, ale one nie dosłyszą. Więc jakbym tak stanął naprzeciw nich to by było OK., jeżeli to miejsce z jakiś względów mi nie pasuje, to one się przesiądą, aby być na wprost. Oczywiście powiedziałem, że nie ma najmniejszego problemu, stanę naprzeciwko.
CZWARTEK, 21 PAŹDZIERNIKA 2010
Kateringowo

Byłem dzisiaj na pewnej konferencji. Konferencja jak konferencja, ale mając pilne sprawy w tle, zmuszony byłem do wykonania kilku telefonów i sprawdzenia czegoś w komputerze. W tym celu wyszedłem w tak zwane kuluary, gdzie był catering.
Catering obsługiwały trzy panie i jeden pan, wyglądał mi chyba na właściciela firmy, gdyż wydawał polecenia i był starszy od pań.
Co mnie zdziwiło, to brak higieny.
Jak uczestnicy nie widzieli, to firma czyniła przygotowania, „czyściła talerze” itp. „Mycie” naczyń polegało na „ochlapaniu” ich w jakimś wiaderku i już można filiżankę ponownie postawić do na stół jako czystą. W międzyczasie obsługa jadła, paliła papierosy, drapała się po brzuchu, głowie itd. Ani razu nie widziałem, aby myli ręce, mieli coś na włosach, jakiś czepek. Wnosili i wynosili skrzynki, potrawy, garnki i inne jedzeniowe sprawy. Palcem sprawdzali ciepłotę potraw, łyżką którą coś konsumowali- nakładali sobie dokładkę z naczynia, w którym było jedzenie dla uczestników. Nie muszę nadmieniać, iż łyżka którą co dopiero oblizywali -nie była myta przy dokładce.
Fuj.
Potem jedzenie dawali uczestnikom.
Podejrzewam, że obsługa była z jakiejś szkoły gastronomicznej, lub rodzina właściciela, bądź pracownicy najemni. Ale przecież skąd by nie byli, jakieś zasady obowiązują wszystkich, prawda?
Mnie odeszła ochota do konsumpcji czegokolwiek, choć na początku wziąłem herbatę.
Oprócz tego przysiadywanie pewną częścią ciała na stołach, przekładanie palcami ciastek na półmiskach.
Owszem, gdybym był np. w Chinach, chętnie spróbowałbym od ulicznego sprzedawcy jakiegoś dania- ale czyniłbym to na własne ryzyko, wiedząc, że on dotyka jedzenia rękoma. Jeżeli zaś wynajmuje się jakaś firmę, ma ona dbać o sterylność i pewne zasady. Skoro tego nie czyni, powinna wypaść z rynku usługowego, lub też my jako konsumenci nie przywiązujemy do tego wagi?
Inni też mają takie obserwacje??

Dzisiaj pełny koncentracji dzień, gdyż był i wykład z rana i inne wyzwania na szerokim polu dydaktyki dla studentów.
Jako że to pierwszy wykład dla tego studentów roku w tym roku akademickim jak i dla mnie, gdyż nigdy z tymi studentami nie miałem zajęć, więc ciekaw byłem ich reakcji i frekwencji. Tematyka wykładu dość wysoce teoretyczna, bo i dziedzina również, ale mam już w tym doświadczenie, aby wszystko toczyło się sprawnie i ciekawie.
Studenci sami stworzyli listę obecności na wykładzie i pod koniec wykładu położyli mi na biurku. Podziękowałem za uczestnictwo, przypomniałem o czym będzie wykład drugi i korzystając z okazji, bo z tymi co są na wykładzie mam i ćwiczenia, poprosiłem o chwilkę, gdyż chciałbym sprawdzić pisownię nazwisk, czy wszyscy studenci przekazani mi na listach z sekretariatu będą po wakacjach uczęszczać na zajęcia jakie prowadzę, może ktoś zmienił nazwisko itp.
Czytając listę nazwisk, skreśliłem tych, których nie było. W trakcie tegoż czytania, nagle zaczęli mi wpadać studenci, którzy najprawdopodobniej po krótkiej przerwie nagle „rozpłynęli” się w niebycie, a zostali przywołani rozpaczliwymi smsami przez tych, co zostali ze mną. Widocznie nie wszyscy zdążyli powrócić.
Idę na kolejne zajęcia, podchodzi do mnie młoda kobieta i mówi, że sory, ale nie była na wykładzie „z rana” gdyż ma zapalenie spojówek i bola ja oczy. Odpowiedziałem jej: a mnie boli noga! Odwróciła się na pięcie i bez komentarza odeszła. Inny młody człowiek tłumaczył się, że musiał dzisiaj pójść do wojska. Zdziwiłem się: w sobotę, dopytuję? Tak, w sobotę, potwierdza! To proszę zaświadczenie z wojska!? Tego chyba nie przypuszczał i burknąwszy coś pod nosem odszedł.
Nie zmuszam do bycia u mnie na każdym wykładzie, zwłaszcza, że jest tylko na zaliczenie. Byle byli tylko co najmniej na połowie z nich. Ale to i tak stanowi dla nich problem.


Komentarze
Pokaż komentarze