I co pan na to panie Jarku?
Jak pan myśli, ilu posłów uda się panu wprowadzić do sejmu przy tym poparciu jakie ma pan teraz?
I czy sądzi pan, że o. Rydzyk będzie chciał ryzykować swoje dla kogoś, kto całą siłę zamienił w Samoobronę-bis i sam śladami Leppera podąża? A tam gdzieś za konfesjonałem pokutę zadaną „jurkowcy” odprawiają a i na rozgrzeszenie ojca dyrektora też liczą „giertychowcy”, Konkurencja na prawicy bardzo nam się rozrasta.
No to jak będzie panie Jarku?
Popieramy ten traktat czy gramy wariata, że to nie nasze dzieło, nie nasze dziecko, badań genetycznych się domagamy, a w cichości ducha liczymy, ile damy radę urwać z niewątpliwie przysądzonych od nas alimentów i trochę na czasie zyskać.
Wiosna – to czas śliczny. W ludziach razem ze słoneczkiem optymizmu przybywa. Już blisko lato – internauci zaczynają o fajnych wakacjach rozmawiać i różne ciekawe miejsca sobie polecać. Przy okazji pewnie przy „piwku, porno i filmikach” polecą sobie na kogo głosować, chociaż jeszcze nie przez Internet. Ale jak ciepło – to i z domu chce się wychodzić. A jak o panu, panie Jarku i pana ludziach pomyślą – to niech mi pan wierzy panie Jarku – pójdą na to głosowanie jeszcze liczniej niż poszli jesienią – a do wyborów jakby one wiosną albo wczesnym latem były, to przybędzie nam jakieś trzysta tysięcy młodych wyborców – prawie sami internauci panie Jarku. I tyleż mniej więcej od nas odejdzie na zawsze luidzi wiekowych. Summa summarum zrobi się dodatkowa dziura ponad pół miliona straconych dla pana, panie Jarku, głosów .
Pielęgniarek nam wprawdzie sporo ubyło, po Irlandiach i Angliach i nie w białych miasteczkach one teraz mieszkają - ale siostry w kraju z siostrami poza krajem pospołu zapewne swój głos niezagłuszany chętnie pójdą oddać, zwłaszcza, że tym razem to nikt im sztucznych kolejek pod konsulatami i ambasadami już nie zorganizuje.
Ceny za usługi „protestacyjne" tez wzrosły. Teraz do demonstranta bez 20$ za godzinę nie ma co podchodzić, nawet jak się z 6 tablic koślawym pismem osobiście wypisze i do rąk demonstrujących , zaraz po wypłaceniu honorarium wciśnie.
A pan jak wyda i nie zaoszczędzi – to na spoty z matrixem braknie, bo już nigdy panu tyle z państwowej subwencji nie kapnie co teraz a i calkiem mogą zostać zlikwidowane prze złośliwców, co to grosza panu skapią , panie Jarku.
To jak to będzie panie Jarku?
Łże elity – nie pana.
Wykształciuchy – nie pana.
Bure suki – nie pana.
Wieś – nie pana.
Ci co stali tam gdzie ZOMO – nie pana
Nauczyciele – nie pana.
W kamasze brani – nie pana
I górnicy, i hutnicy , kolejarze, marynarze, urzędnicy, komornicy, notariusze i prawnicy, glina, praczka i sprzątaczka – też nie pana....
To co, panie Jarku ? Głosujemy za traktatem czy idziemy do wyborów?
/sobota/
Nic w PiS bez pana , panie Jarku – prawda?Czyli jak Poncyliusz publicznie powiada, to tak jakby pan sam publicznie powiadał.A Poncyliusz powiada, że część posłów PiS może nie przyjść na głosowanie o traktacie, albo i nawet jak przyjdzie, to może nie głosować, albo i zagłosować za traktatem. I jakby ciszej dodaje, że oczywiście ludzie ci muszą się liczyć z konsekwencjami aż do wyrzucenia z PiS włącznie. No myśleć, myśleć....jakby tu teraz wyjść z resztką przynajmniej honoru przed resztką elektoratu i ocalić resztki świetności zarazem.Omawiane przez Pawła Poncyliusza rozwiązanie wydaje się być całkiem dobre.No.... ludzie mogą nie przyjść do pracy. Mogą być w delegacji, mogą zachorować, mogą... no mogą!Potrzeba raptem kilkunastu, a może i nawet kilku głosów PiS -„za”.A wtedy i o. Rydzykowi można powiedzieć: „robiłem co mogłem” – nie wyszło, ale to nie moja wina. To nie ja, to oni....!A i widmo wyborów mieczem Damoklesa nad głową nie zawiśnie – i ponad trzy i pół roku można będzie spokojnie w sejmie przesiedzieć z nadzieją na jakiś cud. / sobota c.d./ Pierwsza Dama – głos osobny Dlaczego Maria Kaczyńska właśnie teraz, w dniach gdy ważą się nie tylko losy ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, gdy prezydent stanie przed koniecznością zajęcia stanowiska w tej sprawie – podstawia nogę swojemu szwagrowi?Zabiegi pana Jarka, jego żenujące podlizywanie się o. Rydzykowi by ocalić resztki swojego elektoratu, który jednym słowem o. Rydzyka może przypaść w udziale tym, których pan Jarek ze swojej partii wyrzucił, lub, którzy sami od niego odeszli – mają na celu nie tyle przyszłe wybory parlamentarne, ile przyszłe wybory prezydenckie. To jest ta jedyna szansa jakiej takiej, w miarę realnej władzy, na sprawowanie, której, za pośrednictwem brata liczy jeszcze pan Jarek.Czemu zatem teraz , gdy ważą się losy i szwagra, ale też i męża – Maria Kaczyńska wypowiada się publicznie przeciw temu co jest jednym z fundamentalnych założeń kościoła katolickiego w Polsce.Maria Kaczyńska popiera zabiegi in vitro, których nie popiera kościół katolicki.Jak „czytać” te wypowiedź Pierwszej Damy ?Czy ta demonstracyjna osobność poglądów, ten głos inny od stanowiska męża i brata - prezentowane Polakom – nie dowodzą, że Maria Kaczyńska nie tylko w tej kwestii staje, jeśli nie po przeciwnej stronie ich aspiracji, to przynajmniej z boku, a w każdym razie nie razem z nimi?To pytanie rodzi następne – dlaczego?Ale tu odpowiedź nie jest łatwa, bo trzeba by wkraczać na grunt prywatnych spraw w rodzinie Kaczyńskich. /sobota c.d/ W poniedziałkowej „Rzeczpospolitej” ma się ukazać artykuł, w którym omawiana jest „biała księga” zawierająca ocenę rządów w PZU Jaromira Netzla.Istotna częścią zapisów „Białej Księgi” są nazwiska ludzi PiS jakim Netzel dał stołki za naprawdę dużą kasę. „Glówna rola” w tekście przypada Przemysławowi Gosiewskiemu. Aferalne zatrudnianie ludzi PiS ujawnione przez „Rzeczpospolitą” jest kolejnym aktem ostrej krytyki Jaroslawa Kaczyńskiego po wystąpieniu w TVP INFO przed dwoma dniami Bronisława Wildsteina, który skrytykował stanowisko Kaczyńskiego wobec ratyfikacji traktatu. Towarzyszył mu podobnie oceniający sytuację redaktor naczelny „Wprost” Stanisław Janecki .Obu wymienionych redaktorów postrzegano dotąd jako zdeklarowanych zwolenników Kaczyńskich. Dlatego słowa bezpardonowej krytyki pod jego adresem przed kamerami i dzisiejsza zapowiedź poniedziałkowego artykułu o lewych stołkach i lewej kasie z jakiej korzystali ludzie pana Jarka – dowodzą zmiany postawy dotąd przychylnych mu mediów, wobec osoby naszego „genialnego stratega”.Intensyfikacja krytyki Jarosława Kaczyńskiego i wewnętrzne wrzenie w PiS – Paweł Poncyliusz mówi wręcz o rozpadzie PiS – odnotujmy to zatem. A co do szczegółów PiSowskiej afery w PZU, która zapewne poprzedza podobne afery w miejscach takich jak TVP, Polskie Radio i wielu innych, gdzie już zarządzono audyt – to dziś ujawniono tyle:„Wynika z niego, że Jaromir Netzel zatrudnił wiele osób związanych z prominentnymi politykami PiS. W PZU lub spółkach zależnych zajmowały one eksponowane stanowiska. W materiale często pada nazwisko Przemysława Gosiewskiego, byłego wicepremiera, obecnie szefa klubu parlamentarnego PiS. To on miał rekomendować Netzla na fotel prezesa. Stanowisko wiceprezesa firmy za czasów Netzla otrzymała m. in. Beata Kozłowska-Chyła. Doradzała Gosiewskiemu podczas prac sejmowej komisji śledczej ds. prywatyzacji PZU. Za Netzla dyrektorem zarządzającym ds. Strategii Marketingowej Grupy PZU została Emilia Przelaskowska-Piasecka - była asystentka Anny Fotygi, obecnej szefowej Kancelarii Prezydenta. Dyrektorskie stanowisko miał w tym czasie objąć też Mirosław Jakubiak, mąż Elżbiety Jakubiak, byłej minister sportu. Zatrudnienie w Grupie PZU - jak wynika ze wstępnego opracowania - znalazł też Tomasz Sobota, który został zastępcą dyrektora Biura Audytu Wewnętrznego. Do PZU przyszedł z gabinetu politycznego Jerzego Polaczka, ministra transportu. Więcej w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej" /niedziela/ Prezydent włącza się do akcji. Już nawet nie próbuje udawać rzecznika interesu wszystkich obywateli. Prezydent reprezentuje PiS. Wyłącznie.Prezydent mówi: MY.Kim są „MY”? to prezydent i jego brat. Bliźniacy. Obaj ośmielają się sugerować społeczeństwu zla wolę i antypolskie nastawienie premiera rządu Polski, wybranego miażdżącą przewagą większości Polaków. „Chcemy tylko i wyłącznie to zabezpieczyć - powiedział Lech Kaczyński.- Mówię my, choć chcę i będę dążyć do kompromisu moja opinia jest taka, że ustawa ratyfikacyjna, może razem z uchwałą w ramach pewnego kompromisu, powinna dokonać jak najdalej idącego zabezpieczenia - podkreślił prezydent.” Tak mówi prezydent naszego państwa. W cytowanych słowach jest zarówno nie pozostawiająca cienia wątpliwości postawa prezydenta, który stoi razem z bliźniakiem po stronie reprezentującego zaledwie kilkanaście procent elektoratu PiS – i to niezbyt pewnego elektoratu, który na jedno skinienie palca o. Rydzyka może od PiS się odwrócić. I stoi po stronie przeciwnej do pozostałych osiemdziesięciu paru procent Polaków.To przed ich wyborami, przed ich decyzjami, przed ich delegowaniem do najwyższych władz Polski ludzi wybranych 21.X.2007 roku prezydent chce ”zabezpieczyć”... No właśnie, CO CHCE zabezpieczyć?Uchwała PiS głosowana i przyjęta w formie uchwały nie ma żadnej mocy prawnej.Jest jedynie zagraniem pod własną publiczkę Jarosława, który w ten sposób mówi o. Rydzykowi: Robiłem co mogłem, sam widzisz, ojcze – nie zabieraj więc mi elektoratu...A skoro uchwała taka nie ma mocy prawnej i na dodatek może być zniesiona inną, późniejszą uchwałą, skoro niczego nie zabezpiecza poza osobistym interesem Jarosława Kaczyńskiego – to czemu prezydent mówi o „zabezpieczeniu”? Traktat został podpisany przez Prezydenta Polski. Otóż prezydent „gra wariata”.Udaje, że nie wie o tym, że by cokolwiek zmienić w postanowieniach traktatu, musiałaby nastąpić cała procedura uchwalająca i ratyfikująca traktat od nowa. W całej Unii. Gdyby więc chodziło o jakiekolwiek wrogie zakusy wobec polskiego stanowiska - nie jest możliwe decyzją któregokolwiek z państw czy nawet grupy państw– to uczynić pomijając PolskęZatem sam traktat jest zabezpieczeniem przed zakusami spoza Polski. Pozostaje zatem ewentualność takich zmian płynąca z Polski. Pomińmy już oczywistą oczywistość, że i ta ewentualność wymaga współdziałania i poparcia pozostałych państw UE i zabawy da capo al fine – w grę wchodzi zdrada stanu, działanie na szkodę Polski i wbrew polskiej racji stanu. A któżby miał się dopuścić tak haniebnych czynów, że aż prezydent musi Polskę specjalnie przed nimi „zabezpieczyć”? To znów oczywista oczywistość,To mówiąc po PiSowsku , czyli wolsku - Tusk.Mówiąc po polsku - urzędujący premier polskiego rządu Donald Tusk. Tak, ten, któremu zaufanie wyraża 72% Polaków a tylko 15% deklaruje nieufność.A któż tak dba o Polskę?Lech Kaczyński, któremu zaufanie wyraża 38% Polaków a nieufność deklaruje 47% PolakówJarosław Kaczyński, któremu zaufanie wyraża 31% Polaków, a nieufność wyraża 54% Polaków Nawet więc gdyby wykonać sztuczny zabieg i zsumować zaufanie do obu braci to obaj łącznie razem nie są w stanie osiągnąć wyniku zaufania do Donalda Tuska.A ten sam zabieg stosowany wobec braku zaufania czyni naszych bliźniaków królami kategorii „brak zaufania” bo wynik przekracza 100%. Oczywiście powyższy zabieg jest nieuprawniony.Ale też nieuprawnione są insynuacje prezydenta w oparciu o słowa swojego bliźniaka o konieczności zabezpieczania praw Polski przed jej pełnoprawnymi cieszącymi się ogromnym, o jakim obaj bracia nawet marzyć nie mogą, zaufaniem społecznym.Należy więc postawić pytanie - skoro bracia Kaczyńscy nie cieszą się zaufaniem Polaków to czy ich wola „zabezpieczania” Polski, a tym samym utrącania tego co sami przeprowadzili, co wynegocjowali i podpisali, a dziś usiłują storpedować - jest działaniem w interesie i na rzecz Polski?
/niedziela cd/
"Twarz i pozycja Polski zostaną uratowane "
Gdy politycy nie mogą się porozumieć, należy odwołać się do zasad demokracji, w tym wypadku do referendum, do woli obywateli. Ratyfikacja Traktatu nastąpi bez problemów. Twarz i pozycja Polski zostaną uratowane - pisze na swoim blogu w Onet.pl były premier Kazimierz Marcinkiewicz.
"Wyobraźmy sobie sytuację, w której rzeczywiście polski Sejm nie ratyfikuje Traktatu. Traktat przepada dla całej UE. Polska znów trafia na pierwsze strony europejskich i światowych mediów. Staje się pośmiewiskiem wszystkich, jako niepoważny, skłócony, właściwie obłąkany kraj" - czytamy na blogu byłego premiera.
"Skutki byłyby fatalne. Wszyscy przestaliby się z nami liczyć, rozmawiać, cokolwiek ustalać bo w Polsce wszystko może się zdarzyć, bo w Polsce każdy może zmienić poglądy o 180 stopni" - ocenia Marcinkiewicz. "Kto mógł przypuszczać, że Prawo i Sprawiedliwość, partia która wynegocjowała taki właśnie kształt Traktatu nie będzie chciała go ratyfikować? Obłęd - ocenia Marcinkiewicz.
"Straszenie Niemcami i zdradami nic nie wskóra. Trafia tylko do niewielkiej części polskich obywateli" - uważa były premier.
/poniedziałek/
Pozory działania i próba wywołania wrażenia, że jest wola kompromisu ze strony PiS, podjęte przez Przemysława Gosiewskiego zostały ośmieszone przez samego pana Jarka, który wyraźnie powiedział, że PiS będzie głosował przeciwko Traktatowi i jeżeli dojdzie do referendum, to PiS też będzie przeciw. Nie pierwszy raz ludzie PiS usiłują tworzyć wrażenie, że ich partia chce współpracy i nie pierwszy raz ich prezes uświadamia i im i innym jak te ich zabiegi należy rozumieć. Nic więc dziwnego, że spotkanie w celu „zawarcia kompromisu” jak zapowiedział rzecznik klubu PiS Mariusz Kamiński - nie dojdzie do skutku. Żaden z pozostałych klubów, ani PO, ani PSL ani LiD nie uznał propozycji Gosiewskiego za poważną.
/Poniedzialek cd/


Komentarze
Pokaż komentarze (41)