Cokolwiek teraz zadecyduje Jarosław Kaczyński – jest dla niego ogromnie niekorzystne i w każdym przypadku czego go klęska.
Przypomnę sytuację sprzed tragedii, gdy zwlekano z ogłoszeniem kandydatury Lecha Kaczyńskiego. Zwlekano, bo powszechne przekonanie, badania opinii publicznej, sondaże - wskazywały jednoznacznie, że Lech Kaczyński przegra z każdym, dowolnym kandydatem Platformy Obywatelskiej.
Jednak ta kandydatura, naturalna dla PiS musiała zostać zgłoszona.
Można było z niej zrezygnować pod byle pretekstem w trakcie kampanii, uprzednio wykorzystując wszystkie argumenty, zgromadzone przez minione lata, przeciwko pozostałym kandydatom, zwłaszcza kandydatowi PO. Rezygnując, PiS unikał kompromitacji przegranej, ale zyskiwał propagandowo, co ważne, w przygotowaniach do kampanii parlamentarnej w przyszłym roku. Paradoksalnie taka rezygnacja umacniała w samym PiS pozycję Jarosława Kaczyńskiego.
Śmierć Lecha Kaczyńskiego zmieniła sytuację w PiS i samego Jarosława Kaczyńskiego w sposob dramatycznie niekorzystny.
Jako szef swojej partii i kontynuator polityki brata powinien wystartować w wyborach, jako naturalny i oczywisty kandydat PiS. Nie jest przeszkodą zapowiedziany brak poparcia o. Rydzyka – bo to z pewnością uległoby zmianie i J.Kaczyński poparcie takie uzyskałby.
Przeszkodą podstawową jest perspektywa fatalnego wyniku, miażdżącej przegranej, której wynikiem byłyby nieobliczalne zmiany w samym PiS. Bo oczywista odpowiedzialność za słaby wynik niosłaby także odpowiedzialność za słaby wynik, niejako na fali klęski, w jesiennych wyborach samorządowych. A tego działacze PiS, mający nadzieję na samorządowe konfitury – nie wybaczyliby swojemu prezesowi. Wybory parlamentarne w przyszłym roku także musiałaby zakończyć się klęską – chyba, że usunięcie z funkcji prezesa J.Kaczyńskiego stworzyłoby nastrój odrodzenia i mobilizacji w szeregach partii pod przywództwem nowego szefa. To jednak wymaga czasu na okrzepnięcie po zmianach i wyciszenie fermentu. Powiedzmy jednak, że byłoby to możliwe. Jednakże dla samego J.Kaczyńskiego oznacza to koniec jego obecności w polityce.
Jeśli wyznaczyłby innego kandydata – którego przegrana jest jeszcze większym pewnikiem – spotkałby się z zarzutem tchórzostwa i kunktatorstwa – co spowodowałoby identyczne reakcje, jak i jego osobisty, przegrany start.
Na dodatek śmierć brata-prezydenta i przyjaciół ulokowanych w strategicznych dla J.Kaczyńskiego instytucjach państwa odcina go od teczek, haków i możliwości użycia ich w czasie kampanii. Prawdopodobieństwo zakazu bilbordów i spotów telewizyjnych – ogranicza możliwości nie tyle propagandowego dotarcia do szerszej widowni, bo tę zapewnia nadal trzymanie mediów w swoich rękach, ale nie daje okazji do budowania odpowiedniej atmosfery wyborczej, wspartej na wizualnej obecności partii i jej kandydata w całej Polsce.
Zatem odpadłby i efekt propagandowy, mający na celu „zniszczenie wroga” i odpowiednie ustawienie sobie swojego elektoratu na przyszłe wybory parlamentarne a może i nawet te jesienne, samorządowe.
Jedynym więc sensownym krokiem wydaje się być, zrozumiałe dla ludzi zasłonięcie się żałobą i chorobą matki, sytuacją przecież nadzwyczajną, po ludzku bardzo dramatyczną - i rezygnacja PiS z wystawiania swojego kandydata w wyborach prezydenckich.
Tylko to bowiem nie zmienia niczego w wewnętrznym układzie sił w PiS. Tylko to daje J. Kaczyńskiemu czas do podjęcia decyzji co dalej robić i jak się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć. Tylko to nie narusza jego hegemonii w PiS. A przecież PiS jest potrzebny J.Kaczyńskiemu wyłącznie do tego, by mu taką hegemonię a tym samym wpływ na polską politykę zapewnić.
PS. Jarosław Kaczyński nie popełni błędu Grzegorza Napieralskiego, który pozwolił „wsadzić się na minę”, która za dwa miesiące zakończy jego karierę w SLD.
Chyba, że się mylę w moich prognozach i przeceniam talenty polityczne Jarosława Kaczyńskiego.
Odwołanie sobotniego zebrania rady politycznej PiS w sytuacji konieczności zarejestrowania do poniedziałku komitetu wyborczego w PKW - wskazuje, że chyba i tym razem trafnie przewiduję możliwy rozwój wypadków.


Komentarze
Pokaż komentarze (95)