Nikt dotąd nie wykazał tak precyzyjnie płytkości intelektualnej, taniochy uprawianej propagandy pisowskiej i absurdalności argumentów pani profesor Jadwigi Staniszkis zaangażowanej dobrowolnie, bądź pod przymusem do popierania Jarosława Kaczyńskiego.
Profesor Ireneusz Krzemiński, znający prof. Jadwigę Staniszkis od wielu lat ( są na ty) punktował każdą wypowiedź Staniszkis wykazując śmieszność, używanych przez nią argumentów, aż po kpinę z jej naukowości polegającej na stosowaniu typowo babskiego kryterium: lubię – nie lubię.
Nie wiadomo czy Staniszkis lubi Kaczyńskich. Wiadomo, że się ich boi. Zwłaszcza Jarosława.
To było widać.
Pamiętna afera z jej nazwiskiem na liście Wildsteina – może stanowić traumę, z której jedynym wyjściem jest rzucenie się głową w dół w obronę interesu Kaczyńskiego – zapewne w oczekiwaniu nagrody za wykazaną lojalność.
Staniszkis wyszła ze studia, przerywając program – brak argumentów i rosnąca czerwoność na jej twarzy, widoczna irytacja i niemożność grania narzuconej sobie roli – wobec spokojnego i pobłażliwego argumentowania Krzemińskiego, który jak dziecku wykazywał absurdy i nieznajomość ani faktów ani spraw, o których wypowiadała się Staniszkis, co zresztą sama musiała w pewnym momencie z wściekłością przyznać – są momentem dla propagandy Kaczyńskiego katastrofalnym.
Bo wykazują na czym ona się opiera. Na pustej demagogii, na hasłach bez pokrycia, na żałosnym zagdakiwaniu rzeczywistości, na kłamstwie, oszustwie intelektualnym i straszliwej pustce.
Brawo Panie Profesorze!
Lekko, swobodnie, z pewnością swoich racji, argumentami , których nie da się obalić, w oparciu o głębokie zasady moralne pokazał Pan jak należy bronić prawdy.


Komentarze
Pokaż komentarze (192)