45 obserwujących
135 notek
156k odsłon
  307   2

Porażka, czy sukces? 32 lata w pigułce.

Żeby określić, w którym miejscu obecnie znajduje się Polska i dokąd zmierza, warto spojrzeć na sprawę z nieco szerszej perspektywy czasowej. Czarne czasy PRL-u pominiemy, bo to okres stracony, w którym nasz kraj trwał jedynie pod sowieckim butem, zarządzany przez polskojęzycznych namiestników, bez możliwości rozwoju i perspektyw.
Nowa historia zaczęła się w roku 1989, kiedy to egzaltowana panienka zakomunikowała w TVP, że „skończył się w Polsce komunizm”. W dużym uproszczeniu miała na myśli to, że obaliliśmy socjalizm, wypędziliśmy sowietów i teraz będzie wolność i ogólny dobrobyt „jak na Zachodzie”.
Warto zadać sobie pytanie, kto obalił ten „komunizm”? Wałęsa, Jan Paweł II, Kaczyńscy, Kuroń, Michnik, czy może Geremek z Mazowieckim? Nic z tych rzeczy. Nie umniejszając roli Papieża Polaka,w obudzeniu świadomości duchowej narodu, żaden z nich.
System sowiecki runął, bo był niewydolny i po prostu splajtował, do czego wydatnie przyczynił się Ronald Reagan napędzając wyścig zbrojeń.
Analitycy z sowieckiego KGB, widząc, że tą drogą już dalej nie da się wędrować wymyślili sobie wspólnie z naszymi Millerami, Kwaśniewskimi i Kiszczakami sprytny plan polegający na tym, żeby stopniowo przekazywać władzę „koncesjonowanej” opozycji, nie wypuszczając jednak z ręki kluczowych dziedzin gospodarki i sądownictwa, które miało być (było i jest nadal) parasolem ochronnym dla tego układu.

Trudno powiedzieć, kiedy zaczęły się rozmowy „kiszczaków” z „michnikami”. Pewne fakty świadczą o tym, że gdzieś w połowie lat 80-tych. Zniechęcone społeczeństwo zapominało już o traumie likwidacji I-szej Solidarności, ludzie układali sobie jakoś życie i mieli politykę głęboko w...poważaniu. Zmęczeni Polacy godzili się już na wszystko, stan wojenny był historią, zapanował spokój, w radio grała muzyka, Mann, Sierocki i Niedźwiedzki zaspokajali potrzeby duchowe narodu, Hołdys śpiewał, do telewizji wrócili „zbuntowani” aktorzy, z żarciem nie było już tak tragicznie, nawet Ponury Spawacz coraz rzadziej występował w mundurze. Minister Wilczek „luzował” socjalizm wprowadzając elementy gospodarki wolnorynkowej (jak się potem okazało był to grunt dla podejrzanych firm związanych ze służbami specjalnymi, które rozkwitły w różnych wariacjach po roku 1989).

Nastał moment, w którym można było przeprowadzić „transformację” bez groźby buntów i rozlewu krwi. Symbolicznym początkiem był tzw. „Okrągły Stół”, gdzie „oswojona” opozycja spotkała się z „reformatorskimi” komuchami. Ustalono, że odbędą się częściowo wolne wybory, „nasz premier”, „wasz prezydent”, czyli demokracja koncesjonowana. Jaka była w tym rola poszczególnych opozycjonistów, kto był cynikiem, kto wierzył, kto był TW, kto był głupkiem, kto realistą, kto uczciwym, dziś już wiadomo na przykładach Michnika ściskającego się z Jaruzelskim i Urbanem, Frasyniuka błyskawicznie wpisującego się w układ ze swoją firmą transportową, która rozkwitła w „jeden dzień”, Wałęsy, który okazał się byłym tajnym współpracownikiem komunistycznych służb i wielu innych, którzy dziś docelowo znaleźli swoje miejsce w Platformie Obywatelskiej, PSL, SLD, mediach, gospodarce, kulturze i strukturach Unii Europejskiej.

Rola sowieckich, a później rosyjskich służb specjalnych w tej „transformacji” nadal jest niewystarczająco zbadana i opisana. Dziś media związane ze Zjednoczoną prawicą z przyczyn związanych z wyborami koncentrują się na Donaldzie Tusku, pomijając nieco działalność jego sojuszników z kręgów postkomunistycznych, typu Miller, Cimoszewisz, Rosati, którzy w Parlamencie Europejskim realizują wprost antypolską politykę inspirowaną przez Niemcy i Rosję.

Wracając do tematu: czarnym koniem pierwszych „wolnych wyborów” okazał się  naród, który poniesiony entuzjazmem o mały włos nie wyeliminował komuchów z gry. Sytuację jednak szybko opanowano i można było realizować plan przygotowany przez towarzyszy z KGB.

Kluczowi gracze znali już swoje role. Propagandą zajęli się ludzie Michnika, którzy wykorzystując legendę i popularność Gazety Wyborczej zajęli się urabianiem zbiorowej świadomości. Pomagały im w tym media stworzone przez Urbana i Kiszczaka, zasilane przez fundusze płynące ze źródeł zbliżonych mniej lub bardziej do rosyjskich. Płynące fundusze pozwoliły stworzyć system medialny konkurujący swoim profesjonalizmem z najlepszymi światowymi sieciami telewizyjnymi. Ten system medialny, do którego nie dopuszczano podmiotów niezależnych, pozwolił na nowo przedefiniować historię, sprawić, że zamiast białego i czarnego powstało szare; relatywizm moralny stał się modny, Jaruzelski i Kiszczak stali się ludźmi honoru, patriotyzm stał się passe, a myślenie o narodzie miało się odbywać poprzez pryzmat, jak bardzo gnębiliśmy Żydów i jakimi idiotami wymachującymi szabelką są Polacy.  Myślący inaczej nazywani byli ksenofobami lub faszystami.

Przekształcenie ustrojowe odbywało się planowo, pod ścisłą kontrolą. W sklepach pokazały się towary, inflacja przestała zżerać nasze oszczędności, powstawały hipermarkety, kraj się cywilizował. Brak rodzimego kapitału wymusił częściową wyprzedaż majątku narodowego i wprowadzenie do gospodarki podmiotów zagranicznych. Część niewydolnych zakładów musiała upaść i struktura gospodarcza powędrowała w kierunku usług kosztem produkcji. To nieuchronne koszty przechodzenia z socjalizmu do kapitalizmu w biednym państwie.

Problem polegał na tym, że głównymi animatorami i beneficjentami tych przemian byli ludzie pozbawieni hamulców moralnych, antypaństwowcy wywodzący się z poprzedniego systemu wspomagani przez byłych „opozycjonistów”. Ludzie ci przejęli plajtujące (albo celowo doprowadzone do plajty) podmioty gospodarcze, banki, komunikację, media, nieruchomości itp. Słowem wszystko, na czym można się było wzbogacić. Polegało to, oczywiście na tym, żeby tanio kupić i drożej sprzedać. Dlatego kluczowe gałęzie gospodarki i system finansowy w szybkim tempie zostały przejęte przez kapitał zagraniczny. Uzyskane fundusze pozwoliły na umacnianie stworzonego układu biznesowo-politycznego. Wyprzedaż majątku, jak wiemy trwała ponad 25 lat i odbywała się bez zachowania jakichkolwiek hamulców. Bo czyż można spodziewać się umiaru po ludziach nie posiadających żadnego systemu wartości? Ten brak systemu wartości pozwolił im bez problemu nawiązać ścisłe kontakty z Rosja kierowaną przez bandycką klikę planującą odbudowę imperium sowieckiego.

„Układ” to chyba najlepsze słowo określające to, co działo się po roku 1989. Do układu, oprócz wspomnianych już mediów weszli „politycy” ściśle powiązani z biznesem i sędziowie ściśle powiązani z politykami, pilnujący żeby w układzie nie nastąpił wyłom. Oprócz tego masa urzędników i drobnych płotek zbierających okruchy z pańskiego stołu. Teza, że układ był przez kogoś sterowany jest tezą na wyrost. Sieć powiązań była tak silna, że układ napędzał się sam i pracował perfekcyjnie wspomagany przez służby wywodzące się ze starego ustroju i media powstałe na bazie rosyjskiego kapitału (problem WSI współpracującego z rosyjskimi służbami nadal nie został do końca rozwiązany).

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden ważny element: nie przeprowadzono lustracji. Lustracja byłaby potężnym ciosem, dlatego nic dziwnego, że układ bronił się przed nią zawzięcie i skutecznie. Pamiętamy, jakie były losy rządu Olszewskiego, jak reagowały środowiska naukowe, prawnicze i „postępowa” Europa. Układowi sprzyjały praktycznie wszystkie środowiska, których nie oczyszczono z post-peerelowskich śmieci. Niestety, te środowiska hodowały nowy narybek, który szybko się wpisywał w system i zapewniał zachowanie „ciągłości pokoleniowej”. Określenie „resortowe dzieci” w pewien sposób opisuje ten proces, ale nie wyczerpuje całokształtu. Wyraźnie widać ten proces na przykładzie środowiska sędziowskiego, którego korzenie tkwią w tzw. „duraczówce”, czyli stalinowskiej szkole prawniczej funkcjonującej w latach 1948–1953, gdzie sędzią mógł zostać każdy, kto gorliwie mordował żołnierze podziemia niepodległościowego. Dzisiejsi sędziowie są w dużej mierze potomkami i spadkobiercami tamtych, bo ciągłości nikt nie przerwał.
(Nasuwa się dygresja, że dzisiejsza Rosja jest również spadkobierczynią Rosji Sowieckiej, a o ciągłość dba Putin i jego otoczenie).

Żeby do końca uwiarygodnić proceder rozpoczęty Okrągłym Stołem, stworzono kastę tzw. autorytetów. Autorytetem mógł być dzisiaj każdy, kto wspomagał system i dezawuował tych, którzy ten system negowali. Dlatego zamiast Sokratesa mieliśmy Hołdysa, zamiast Arystotelesa-Michnika, zamiast Wergiliusza–Tomasza Lisa, zamiast Florence Nightingale–Krystynę Jandę, a zamiast Oriany Fallaci-Monikę Olejnik. Społeczeństwem, które w czasie wojny straciło prawdziwe elity łatwo było manipulować pompując i stawiając na piedestale nowe, lumpenproletariackie autorytety i wybielając kreatury typu Jerzego Urbana, rzecznika stanu wojennego.
Było jeszcze kilku zidiociałych staruszków, którzy nie ogarniali rzeczywistości, a których legenda była wykorzystywana do wspierania i uwiarygodniania systemu. (Prawdziwy potencjał intelektualny tego środowiska ujawniły przegrane przez ich sponsorów wybory w 2015 roku. Okazało się, że potencjał obrażonych na Polaków autorytetów sprowadza się do ośmiu gwiazdek).

Symbolem nowej kultury dla ogłupianych mas stali się bełkoczący poprawno-politycznie pisarze, podstarzałe gwiazdy PRL-u, celebryci znani z tego, że są znani, gwiazdki telenowel o niczym, idiotki z ustami karpia wystawiające na czerwonych dywanach silikonowe cycki,, dyspozycyjne miernoty ociekające wazeliną, noszące miano dziennikarzy, performersi przybijający genitalia do krzyża, kulinarni geniusze, którzy nie potrafili ugotować wody na herbatę i zachrypnięty od wrzasku hipokryta, mesjasz żebractwa w czerwonych spodniach.

Ta medialna zbieranina przypominająca opakowane w złocisty papierek g*wno, szczekająca całą dobę z tysięcy ekranów, kształtowała społeczeństwo bezmózgich idiotów, dla których szczytem marzeń było oglądanie TVN-owskich seriali „z życia wziętych”, reality show i głupawych kabaretów na Polsacie lub w siermiężnej TVP zarządzanej przez funkcjonariuszy PO/PSL/SLD.

Układowi sprzyjało także otoczenie, czyli zdegenerowana Europa opanowana przez lewackich wielbicieli Marksa, Mao Tse Tunga i Che Guevary. Europa zinfiltrowana przez rosyjskie lobby gospodarcze i rządzona przez plastikowych skorumpowanych polityków, których nazwisk za kilka lat nie będziemy pamiętać. Tuskoidalne twory zasilane niemieckimi funduszami znakomicie wpisywały się w tę atmosferę nijakości i wielkiej ściemy.

Dodatkowo, info na temat Polski płynące od nas do Europy miało (ma nadal, niestety) tylko jedno źródło. Kiedyś była to Gazeta Wyborcza, a teraz system mediów polskojęzycznych mówiących jednym głosem: „Jesteśmy postępowi, proeuropejscy, walczymy z homofobią, antysemityzmem i narodowym ciemniactwem. Choć w przeszłości popełniliśmy wiele błędów, mordowaliśmy Żydów, Indian, Eskimosów, napadaliśmy na sąsiadów i spaliliśmy na stosie milion lesbijek, teraz jednak dołączamy do Europy i chcemy być piękni i tolerancyjni, tak jak wy. Z polskim ciemniactwem sobie poradzimy, jak nam pomożecie”.

Dzięki tej perfekcyjnie jednolitej akcji informacyjnej kraje europejskie wiedziały, która polska partia polityczna jest dobra, a która zła, z którym politykiem rozmawiać, a którego ignorować i co najważniejsze, z kim robić biznesy. Przekaz spełnia swoje zadanie, o czym świadczą choćby bzdury wygadywane przez tak mądrego człowieka, jak Norman Davies i wielu innych.

Krótko mówiąc, oprócz ochrony wewnętrznej (służby, media, sądy) system zapewnił sobie także ochronę zewnętrzną, korzystając z lewackiej koniunktury. W tym miejscu warto wspomnieć o kosztach takiej ochrony. Kosztami były miękka, poddańcza polityka, dalsze przekazywanie majątku w obce ręce, rezygnacja z przemysłu surowcowego i produkcji, zgoda na wprowadzanie regulacji rujnujących gospodarkę i prowadzących nas na ścieżkę państwa postkolonialnego. O tym, że koszty ponosiliśmy my (vide: górnicy, stoczniowcy, cukrownicy, rolnicy, budowlańcy i inne upadające branże), a układ czerpał profity, nie trzeba chyba wspominać. O tych profitach świadczy choćby bizantyjski styl życia prowadzony przez kastę panującą do roku 2015. Doszło do tego, że przestali się już nawet z tym kryć, bo po co? Myśleli, że będą rządzić wiecznie, a masy będą podziwiać ich szyk, elegancję i uczyć się od żony komunistycznego aparatczyka jak jeść bezę widelcem.

Logicznym krokiem było zapisanie nas w 2004 roku do UE. Przy poparciu 80% zachwyconego narodu, przy dźwiękach IX Symfonii Beethovena i latających kolorowych balonikach, ludzie udający naszych przywódców wprowadzili nas do Europy (tak, jakbyśmy, ku*wa, do tej pory byli w Azji lub jakiejś Afryce). Symptomatyczne jest to, że do Europy wprowadzali nas komunistyczni aparatczycy Miller i Kwaśniewski. Ci sami, którzy do niedawna na klęczkach pielgrzymowali do Moskwy, żeby zrobić loda Breżniewowi, teraz ruszyli do Brukseli. I już ten fakt powinien wzbudzić naszą nieufność. Nie wzbudził. Większość nadal uważała, że gdyby nie Unia, to bylibyśmy krajem 3-go świata. Prawda jest taka, że układ doskonale zdawał sobie sprawę, że będąc dysponentem funduszy europejskich może nakraść znacznie więcej. Dowodem na to są najdroższe na świecie drogi, awaryjne stadiony, żenujące Pendolina, dziwne inwestycje, karuzele VAT-owskie i tajemnicze zniknięcia setek milionów euro. W wyniku tego Polska znalazła się na czele zestawienia najbardziej skorumpowanych państw Europy.

Warto przy tym wszystkim pamiętać, że sentyment do Moskwy nie wygasł, o czym świadczy największe na świecie nasycenie ruskich agentów na metr kwadratowy, dziwny skład kancelarii wuja Bronka, byłego (na szczęście) prezydenta RP i przede wszystkim prorosyjska polityka rządów PO/PS, która wynikała nie tyle z miłości do Putina, ile z podporządkowania się wizji Niemiec-tradycyjnego sojusznika Rosji.
(Przy okazji warto zadać sobie także pytanie, czy w ogólnym bilansie i uwzględnieniu specyfiki inwestycji dostajemy od UE, czy raczej dopłacamy do UE. Ostatnio ujawnione podsumowania są wielce niepokojące, bo wykazują, że raczej dopłacamy do tego interesu. Jeszcze bardziej tragicznie będzie, gdy rozpoczniemy realizację tzw. Zielonego Ładu, czyli projektu realizowanego przez unijnych szaleńców z inspiracji rosyjskich grup nacisku).

Żeby nie było lipy stworzono nam pozory demokracji, czyli wybory powszechne, w których wygrywała ta formacja, która miała wygrać. Dzięki mediom głównego streamu to działało, a jak trendy były niepokojące, to zawsze można było je skorygować ręcznie, np. zmieniając za jednym zamachem 130 tys. głosów. W przypadku protestów układ miał do dyspozycji sądy, które były (nadal są, niestety) pod kontrolą tegoż układu.

Ludzie układu nie byli zainteresowani rządzeniem krajem. A może inaczej: byli zainteresowani rządzeniem i inwestycjami tylko wówczas, kiedy przynosiło im to korzyści osobiste i pozwalało robić interesy, niezależnie od tego, czy partnerem były Niemcy, Francja, czy Rosja.
To, czy Polską rządziła postkomunistyczna klika, małomiasteczkowa idiotka z bandą ciotek, czy wygadany Kaszub z kolegami, nie miało znaczenia. Oni nie rządzili, oni byli tylko częścią układu wysysającego (teoretyczne) państwo z błogosławieństwem UE sterowanej przez skorumpowanych przez Rosję i koncerny polityków.

Czasami w tym układzie coś zazgrzytało, wylazła jakaś afera hazardowa, dopalaczowa, podsłuchowa, Amber Gold, komuś popełniono samobójstwo, ktoś nie wrócił ze Smoleńska. To tylko drobne awarie, ich usunięcie nie zajmowało dużo czasu. Układ naprawiał się sam, zepsute mechanizmy były zastępowane prawidłowo działającymi.
Dwa razy wystąpiły większe awarie (rządy Olszewskiego w 1992 roku i Kaczyńskiego w latach 2005-2007), których usunięcie kosztowało trochę energii. Ale i z tym sobie układ poradził, a niepasujące części zostały odesłane do Krainy Wiecznej (jak się wtedy wydawało) Opozycji.

W tym miejscu warto wspomnieć o kilku ważnych datach:

-rok 2007: wybory wygrywa Platforma Obywatelska, która tworzy rząd koalicyjny z PSL. Na czele rządu staje Donald Tusk i stopniowo kosi inteligentniejszych współpracowników. PiS idzie do zajezdni na 8 lat. Rozpoczyna się era odmrażania stosunków z Rosją, afer i wyprzedawania majątku narodowego. Nie oznacza to, oczywiście, że kraj się nie rozwijał. Rozwój następował jednak w dużo wolniejszym tempie i z ponadnormatywnymi kosztami wynikającymi, mówiąc w skrócie, ze złodziejstwa.

-10. kwietnia 2010: tragedia w Smoleńsku, ginie 96 osób- w tym Prezydent Lech Kaczyński. Jego urząd przejmuje Marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski z Platformy Obywatelskiej, uwikłany w niejasne układy ze służbami specjalnymi (WSI). W roku 2010 odbywają się także wybory prezydenckie, w których Komorowski pokonuje m. in. z Jarosława Kaczyńskiego. Kontakty z Rosją intensyfikują się. Darowanie długu Gazpromowi, zabójczy kontrakt gazowy, próba wyprzedaży kluczowych gałęzi gospodarki Rosjanom, to fakty o których wielokrotnie pisano, więc nie ma sensu rozwijać tematu. Zainteresowanych odsyłam do filmu „Nasz człowiek w Warszawie”

-rok 2015: wybory prezydenckie wygrywa kandydat PiS, Andrzej Duda. Wybory parlamentarne wygrywa PiS z koalicjantami, uzyskując samodzielną większość w Sejmie. PO i PSL i SLD przechodzą do totalnej (histerycznej) opozycji. PiS tworzy rząd i zaczyna wprowadzać zmiany, które mogą zachwiać podstawami Okrągłego Stołu i zatrzymać ekspansję rosyjskiego i niemieckiego kapitału.

W roku 2015 narodziła się szansa na budowę normalnie funkcjonującego państwa. Zjednoczona Prawica, czyli PiS i Solidarna Polska (później dołączyli Republikanie) zaczęła rządzić w trudnych warunkach.

Z jednej strony napotkała na opór środowisk odsuniętych od władzy oraz tych związanych z nimi różnymi układami. Środowiska prawnicze, akademickie, celebryckie, medialne i wszystkie, które na skutek wyborów straciły wpływy materialne i moralne, rozgrzewały atmosferę. Nakręceni przez polityków i media tzw. KOD-eraści wyszli w proteście na ulicę, zanim jeszcze PiS zaczął na dobre rządzić. Gra toczyła się o wysoką stawkę: pieniądze i wpływy. Wyszli pod hasłami wolności słowa i obrony Konstytucji, mimo iż w Polsce po 25 października 2015 roku nie odnotowano ani jednego przypadku łamania wolności słowa. Każdy idiota może opluwać rząd, Kościół, Żołnierzy Niezłomnych i wartości patriotyczne bez żadnych konsekwencji. Jedyną cenzurą jaka obecnie istnieje, jest cenzura na „liberalnych” portalach społecznościowych, gdzie ogranicza się swobodę wypowiedzi pod pozorem walki z „mową nienawiści”. Z kolei złamanie Konstytucji nastąpiło niewątpliwie w głowach protestujących, lecz w realu nic takiego nie miało miejsca. W momencie, kiedy gra toczy się o wysoką stawkę, czyli wpływy i pieniądze, każdy pretekst był dobry, aby wprowadzić chaos i niepokój. Ostatnio doszły jeszcze obrona klimatu, prawa kobiet i osób LGBT - kolejne wydumane preteksty do walenia w rząd,

Z drugiej strony mieliśmy Rosję z jej neoimperialną polityką, której wpływy agentury w Polsce są do dziś niedostatecznie zbadane, choć stopniowo ujawniane, jak choćby niezrozumiałe z punktu widzenia logiki posunięcia rządów SLD, a później PO i PSL.  Zablokowanie Baltic Pipe przez rząd Leszka Millera, uzależnienie Polski od rosyjskich paliw kopalnych i chęć wyprzedaży Rosjanom strategicznych przedsiębiorstw przez rząd PO/PSL były niekoniecznie związane z wpływem putinowskiej agentury, lecz mogły być wynikiem narzuconej nam i realizowanej przez Tuska i Kopacz niemieckiej strategii budowania przewagi w Europie przy pomocy ruskich surowców. Jednak niektóre działania tych rządów wyszły tak daleko „przed peleton”, że nawet UE musiała je hamować (np. interwencja w sprawie katastrofalnej umowy gazowej). Objąwszy władzę w 2015, ZP zaczęła te samobójczą politykę poprzedników odkręcać, budując równocześnie sojusze z krajami byłego obozu socjalistycznego, tzw. Międzymorze. To nie mogło się Ruskim podobać.

Z trzeciej zaś strony kraje starej Unii Europejskiej z Niemcami na czele, którym nie na rękę było istnienie w Polsce konserwatywnego rządu mającego na sztandarach suwerenny rozwój. Nie taki był plan. Struktura gospodarcza pozostawiona przez poprzednie rządy miała charakter kolonialny, co oznacza, że większość gałęzi przemysłu, handel, banki, media i usługi znalazła się w rękach konsorcjów zagranicznych. Polacy zostali sprowadzeni do taniej siły roboczej, a Polska stała się rynkiem zbytu dla towarów produkowanych w krajach starej Unii.
W związku z tym kompleksowy i długofalowy program unarodowiania/repolonizowania gospodarki, prowadzony przez ZP  spotyka się ze zrozumiałym sprzeciwem niektórych państw UE i wewnętrznej opozycji totalnej działającej na rzecz interesów tych państw. Na początek państwo przejęło (wykupiło) część banków, rozpoczęto uszczelnianie systemu podatkowego i walkę z wyprowadzeniem zysków za granicę, w tym lobbing na rzecz zniesienia rajów podatkowych. Zintensyfikowano stosunki gospodarcze z USA, co stanowi przeciwwagę dla dominacji Niemiec i silnych państw UE. PiS zapoczątkował skok cywilizacyjny polegający na wprowadzaniu nowych technologii przy wykorzystaniu zdolności Polaków i współpracy z innowacyjnymi gospodarkami innych państw (głównie USA). Na skutek programów socjalnych rynek ożywił się poprzez wzrost popytu i zmalało ubóstwo. Pozytywne skutki tych programów raczyli dostrzec nawet niechętni nam zagraniczni analitycy ekonomiczni. Dodajmy do tego inwestycje w w dużym stopniu osłabiające konkurencyjność państw sąsiednich i niespotykane w poprzednich latach przyspieszenie wzrostu PKB.
Poza tym dla rządu nie popierającego ideologii lewackiej (gender, promocja dewiacji, klękanie przed LGBT, relatywizowanie wartości cywilizacji białego człowieka), lecz lansującego wartości rodzinne, katolickie i prawdziwą historię Polski, nie przepuszczoną przez lewacki filtr, nie może być miejsca w postępowej Europie. Dodajmy do tego sprzeciw wobec niekontrolowanego przyjmowania islamskich imigrantów i mamy wystarczającą motywację, aby ten rząd usunąć. Głownie przy pomocy nacisków finansowych polegających na blokowaniu nam funduszy pod różnymi wydumanymi pretekstami. Tak też się dzieje.

Reasumując: Zjednoczona Prawica działa w otoczeniu mającej imperialne zapędy bandyckiej Rosji,  degradującej się moralnie i gospodarczo Unii Europejskiej i zidiociałej Platformy Obywatelskiej, histerycznie próbującej odzyskać władzę nawet kosztem utraty suwerenności przez Polskę, wspomaganej przez nakręconych sympatyków, u których pod wpływem polskojęzycznych mediów wystąpił konflikt szarych komórek z resztą zawartości kory mózgowej, który doprowadził do zespołu zaburzeń afektywno urojeniowych. Do tego dochodzi Zjednoczona Lewica, która lewicą raczej nie jest, bo spasione kawiorem cwaniaki nie bardzo pasują do wizerunku walczących o prawa ludu pracującego uczciwie. Za to pasuje do nich termin „lewactwo”, czyli walka o prawa różnych dziwolągów seksualnych, o przywileje bezpieki, oczernianie Żołnierzy Wyklętych i zrywów niepodległościowych, walka z tradycyjnym modelem rodziny, oraz troska o terrorystów islamskich i walka z normami moralnymi. Taki komunizm wersja 2.0., czyli kolejna próba rozwalenia tradycyjnych wartości europejskich, co współgra z obecną strategią UE.

Mimo działania w tak wielostronnie wrogim otoczeniu, koalicja rządząca odniosła sporo sukcesów, ale nie uchroniła się także od błędów, częściowo z własnej winy.
Wymieńmy sukcesy:
-wzrost gospodarczy-jeden z najwyższych w Europie
-likwidacja postkomunistycznych Wojskowych Służb Informacyjnych
-duża poprawa zamożności Polaków
-wzrost bezpieczeństwa wewnętrznego
-rozsądna pomoc dla Ukrainy, skuteczna działalność na arenie międzynarodowej (prezydent, premier)
-zablokowanie wjazdu toksycznym „uchodźcom” z Afryki
-zablokowanie wjazdu „uchodźcom” przysyłanym przez Łukaszenkę i Putina z terenu Białorusi
-kultywowanie patriotyzmu i historii
-masa drobnych ustaw ułatwiających życie obywatelom
-zaostrzenie kar za ciężkie przestępstwa
-ograniczenie korupcji i afer w stosunku do poprzednich rządów
-zmniejszenie podstawowych podatków
-rozbudowa infrastruktury pozwalającej na dywersyfikację dostaw i dystrybucji paliw
-ogromny wzrost środków na obronność, wzmacnianie armii
-wzrost nakładów inwestycyjnych dla małych gmin
-polityka socjalna i prorodzinna
-dbanie o dobra kultury
-organizacja Międzymorza
-drogi ekspresowe budowane bez korupcji i upadłości podwykonawców
-zmniejszenie luki VAT
-bezrobocie jedno z najniższych w Europie
-przekop Mierzei, tunel w Świnoujściu, Baltic Pipe i rozpoczęcie CPK
-budowa szlaku komunikacyjnego przez Odrę
-budowa Via Carpatia
-rozpoczęcie procesu uzyskania reparacji od Niemiec
-postawienie na nogi państwowych spółek

Jak już wspomniałem, rząd nie ustrzegł się błędów, z których tylko część wynikała z presji wrogiego otoczenia. Niektóre z nich:
-zbyt restrykcyjna polityka covidowa
-piątka dla zwierząt
-naruszenie kompromisu aborcyjnego
-nadmierny zakup szczepionek
-niepotrzebna walka z Banasiem
-wyrzucenie z rządu ministra Szyszko
-wyrzucenie ministra Ardanowskiego
-likwidacja kopalń i odchodzenie od węgla
-likwidacja Ostrołęki
-udział w europejskiej pożyczce na KPO
-upokarzające ustępstwa wobec unijnych urzędników
-uleganie presji UE w kwestiach Zielonego Ładu
-zaniechanie reformy wymiaru sprawiedliwości pod presją UE i opozycji (w dużej części z winy prezydenta)
-odrzucenie ustaw hamujących napływ ideologii LGBT do szkół (prezydent)
-zbyta mała poprawa sytuacji w służbie zdrowia w stosunku do wzrostu nakładów
-propaganda prounijna rozbudzająca apetyty finansowe obywateli

Mimo wszystko, bilans jest na korzyść rządzących i pokazuje, że próba wyzwolenia się z pułapki niemożności w pewnym stopniu udała się. Opozycja wspomagana przez wyjałowione intelektualnie autorytety i polskojęzyczne media, praktycznie nie ma nic do zaproponowania, oprócz „odsuniemy PiS od władzy” i ośmiu gwiazdek, degeneracja i rozpad Unii Europejskiej przyspieszyły, a Rosja...coż...

Kiedy wydawało się, że budowy unijnego superpaństwa pod przewodnictwem Niemiec nic już nie zatrzyma, Putin postanowił wywrócić stolik. Tworzony mozolnie układ, w którym Niemcy przy pomocy rosyjskich paliw kopalnych będą stopniowo opanowywać system energetyczny Europy, zawalił się w kilka miesięcy po rozpoczęciu przez Rosję inwazji na Ukrainę. Nordstream 1 i 2 przestały istnieć, co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia, a Niemcy pod naciskiem USA zmuszone zostały do uczestnictwa w sankcjach wobec Rosji i pomocy Ukrainie. Pozycja tego „moralnego mocarstwa” znacząco spadła, a pozycja Polski wzrosła. Powoli stajemy się liderem regionu środkowo-europejskiego i zaczynamy być znaczącym państwem europejskim. Bardzo pomogła nam w tym postawa wobec Ukrainy. Nie pomaga nam, niestety, trudna sytuacja budżetowa spowodowana po części sankcjami unijnymi mającymi na celu wymianę rządu w Polsce.

To, czy w tej skrajnie skomplikowanej sytuacji uda nam się osiągnąć sukces, czy poniesiemy porażkę, zależy teraz od nas samych, czyli od tego, kogo wybierzemy do rządzenia naszym krajem.

Warto przypomnieć, że Polska powstała dzięki sile oraz zręcznej dyplomacji pierwszych Piastów i Jagiellonów, którym udało się wyszarpać kawałek ziemi między wojowniczymi Germanami i nie mniej wojowniczymi Rusami. Germanie nie zawsze byli naszymi wrogami, a Ruś bywała słaba. Z kolei my, będący w sojuszach z mniejszymi sąsiadującymi państwami, byliśmy jednymi z 4 głównych rozgrywających w Europie. Słabnące Niemcy, będąca na skraju rozpadu Rosja i Stany Zjednoczone, które przekierowały swoje wektory na Europę Wschodnią, dają nam znowu taką szansę.

Jeśli naszym rządzącym nie zabraknie woli i determinacji, to będą w stanie doprowadzić Polskę do zapomnianej dawno wielkości.

Czas pokaże.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka