25 obserwujących
123 notki
121k odsłon
1896 odsłon

Tabelki, czyli nowa wunderwaffe totalsów

Wykop Skomentuj83

       Nowym frontem walki z rządzącą opcją stały się ostatnio tabelki obrazujące wzrosty cen żywności w latach 2016-2019.
    Mechanizm jest prosty: publikujesz zestawienie, z którego wynika, że serek Piatnica, herbata Earl Grey, żelki Haribo, chleb Piastowski, masło Smakowite, pomidory, ziemniaki, sól i kilkanaście innych produktów żywnościowych podrożało o ileś tam procent. Za tym idzie wniosek, że winny jest PiS, bo podniósł podatki, żeby rozdać menelom, a to, czego nie rozda, ukraść. Tym, którzy publikują takie tabelki, nie należy się dziwić, bo każda metoda walki ze znienawidzonym reżimem jest dobra. Tym, którzy łykają te brednie, również, bo w szkołach nie zgłębili tajników gospodarki rynkowej. Jednak pewnym zaskoczeniem jest fakt, iż rozpowszechniają je takie tuzy ekonomii, jak Leszek Balcerowicz, który, jak się do tej pory wydawało, coś tam na temat kapitalizmu liznął, jak już przeistoczył się z komunisty w liberała. Pewnym wyjaśnieniem takiego postępowania może być niejasny stan umysłu przedstawicieli tzw. elit po przegranych wyborach w 2015, wynikający z odsunięcia od koryta.
    Nie pozostaje więc nic innego, tylko wyjść na ulicę i obalić ten wredny rząd podnoszący ceny żywności, a w wersji soft odsunąć go, oddając głos na PO, post ZSL post PZPR, czy nowy kuriozalny twór zwany Konfederacją (nie wyszło z 447 i imigrantami, to teraz walimy tabelkami, he?).
    Tak będzie do wyborów, a potem się skończy, więc mógłbym spokojnie olać ten temat, gdyby nie to, że nie lubię, jak ktoś nazywa mnie pisomatołem, łykającym jak pelikan wszystko, co ogłosi władza.
    Gospodarka jest zespołem naczyń połączonych, w którym jedno wpływa na pozostałe. Gospodarka jest jak muzyka poważna: jeden pijany oboista potrafi spie*dolić całą symfonię. Warto jednak zaznaczyć, że utwór symfoniczny jest ściśle opisany zespołem nut, a procesy ekonomiczne są zazwyczaj zdeterminowane przez splot bardziej lub mniej przypadkowych zdarzeń. Dlatego opisywanie zjawiska, jakim jest wzrost cen, jako wynik polityki partii rządzącej, jest jak wykonanie III Symfonii Beethovena na metalowych pojemnikach na odpady. Tym, którzy nie słyszeli oryginału, może się to spodobać, jednak, delikatnie mówiąc, nie oddaje w pełni zamysłu kompozytora.
    Publikowanie tabelki ze wzrostami cen żywności i sugerowanie, że wynikają one ze złej polityki rządu, jest oczywistą bzdurą. Żywność nie rośnie dlatego, że rządzi PiS, PO, czy SLD. Używany często argument, że ceny w ostatnich dwóch latach rządów PO nie rosły, jest delikatnie mówiąc, także z d*py wziętym. Deflacja ma, oczywiście, pewien wpływ na zamrożenie cen, ale nie jest niczym dobrym. Uwierzcie mi na słowo.
    Kilka linijek wyżej było o systemie naczyń połączonych, jakim jest gospodarka. Przykłady? Proszę bardzo.
1. Wzrost cen jaj wiązał się z bardzo dużym popytem na ten produkt w całej Europie, po wykryciu fipronilu na fermach niosek w Europie Zachodniej (głównie w Belgii, Holandii i w Niemczech).
2. Przyczyną wzrostu cen masła była nadprodukcja mleka w proszku i wzrost popytu na masło m.in. w USA i Chinach.
3. Wzrost cen cukru wiązał się z unijną regulacją tych cen i wprowadzonymi limitami.
4. Wzrost cen pieczywa wynikał z tego, że Putin wstrzymał eksport zbóż z Rosji (ciekawostka: w Polsce od końca czerwca 2010 r. do końca stycznia 2011 r. podrożały wszystkie rodzaje zbóż. Żyto podrożało, o ponad 120 proc., ceny owsa wzrosły trzykrotnie, a jęczmienia prawie dwukrotnie. Nikt rozsądny nie obwiniał za to rządu PO/PSL).
5. Rosnący popyt na mięso i mleko, w szczególności w Indiach i Chinach, spowodował wzrost cen tych produktów. Dodatkowo wzrost cen wieprzowiny był wynikiem dramatycznie spadającego pogłowia świń wywołanego wybuchem ASF w Chinach.
6. Podwyższone ceny ropy naftowej, wynikające z czynników podażowych (m.in. ograniczone wydobycie w Wenezueli, w Libii, wprowadzenie zakazu przez USA importu ropy z Iranu), wpłynęły na wzrost kosztów transportu, przetwarzania i przechowywania żywności.
7. Susza w Rosji,w Argentynie i w wielu innych krajach (także w Polsce) oraz ulewne deszcze i powodzie w Kanadzie i Australii przyczyniają się do niższych plonów. W związku z tym ceny będą dalej rosnąć, co wpłynie na wzrost inflacji, która z kolei napędzi dalszy wzrost cen żywności, a w szczególności warzyw i owoców.
    Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ale te kilka wystarczająco obrazuje, że nie można dyskutować o wzrostach, czy spadkach cen w Polsce w oderwaniu od gospodarki globalnej.
    W uproszczeniu można stwierdzić, że czynnikami powodującymi podwyżki cen są głównie: wzrost liczby ludności na świecie, rozwój gospodarczy biedniejszych państw, drenowanie państw przez kuriozalne opłaty emisyjne związane z rzekomymi zmianami klimatycznymi, mały wzrost produkcji żywności, anomalie pogodowe, wysokie ceny ropy, kurs dolara, nieudolna polityka rolna Unii Europejskiej powodująca stopniowy zanik wolnego rynku produktów rolnych i kilka pomniejszych czynników.
    Wrzucanie do sieci tabelek, które mają wykazać, że żyje nam się gorzej, bo PiS poprzez wprowadzenie podatków, regulacji i innych obciążeń spowodował wzrost cen żywności, jest wynikiem skretynienia, złej woli, albo obu czynników naraz. Nie budzi zdziwienia fakt publikacji tych bredni przez domorosłych ekonomistów na FB, czy TT, ale politycy i ekonomiści uważający się za poważnych powinni dwa razy zastanowić się, zanim zmontują taką intelektualną wiochę.
    Ceny towarów, usług, energii mogą rosnąć i będą rosły, jednak ważne jest to, aby społeczeństwa nie ubożały i były w stanie skonsumować te podwyżki bez obniżenia stopy życiowej.
    Polityka rządu może mieć pewien wpływ na ceny żywności, ale jest on znikomy w porównaniu z czynnikami zewnętrznymi i nie można go traktować w oderwaniu od wzrostu stopy zamożności społeczeństwa. Koszty życia rekompensowane są przez wzrost wynagrodzeń, a także dodatek  500+, który pobiera co miesiąc ponad 2,5 miliona rodzin oraz inne inicjatywy socjalne. Poprawa sytuacji na rynku pracy, najwyższy od kilkudziesięciu lat wzrost dobrych nastrojów konsumenckich, zwiększone spożycie dóbr luksusowych, ogólne zmiany zachowań konsumenckich Polaków wynikające z rosnących dochodów, to fakty, których żadna tabelka, z bardziej lub mniej debilnym komentarzem nie zmieni.
    Osobiście nie znam nikogo, kto twierdziłby, że jego sytuacja uległa w ostatnich latach pogorszeniu. Jeśli ktoś z was zna taka osobę, to niech sprawdzi, czy nie jest to przypadkiem były pracownik bezpieki, któremu przycięto emeryturę.
    Czy tak będzie zawsze? Nie wiem, ale twarde dane opisują obecną sytuację, jako co najmniej niezłą, z perspektywami dalszego rozwoju. Jest to zła wiadomość dla totalnych i ruskich onuc, ale dobra dla Polaków, którzy chcą spokoju i dobrobytu.
    A co z podatkami, którymi nas tak dręczą?
    Polityka zrównoważonego rozwoju polega na tym, żeby mimo obciążeń podatkowych nie doprowadzać do zubożenia społeczeństwa. Środki uzyskane z podatków kierowane są na służbę zdrowia, obronność, bezpieczeństwo i inwestycje. Centralny Port Komunikacyjny, przekop Mierzei, Via Carpatia, stocznie i drogi szybkiego ruchu same się nie zbudują, pacjent sam się nie wyleczy - trzeba na to środków, na które zrzucamy się wszyscy. Jak doprowadzić do tego, aby daniny oddawane państwu były dla nas jak najmniej bolesne, to zadanie na następne lata i temat na oddzielny tekst.

Wykop Skomentuj83
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka