Czarne były pogodowo tegoroczne święta, w Krakowie ani grama śniegu, w górach może i trochę poprószyło, ale to wciąż nie to, na co czekają narciarze. Jedynie drogowcy mają z głowy śniegowe kłopoty, w każdym razie w Małopolsce. A prawie tysiąc kierowców "pod wpływem" złapanych w świąteczne dni, przyprawia o dreszcz. A ilu nie zarejestrowano? Pijana Polska jest równie tragiczna, jak dzisiejsza Polska polityczna. Tuskowa.
W pasterkową noc wigilijną, nowy archiprezbiter w kościele Mariackim w Krakowie na Rynku mówił, że każdy z nas ma swoje Betlejem. To zapewne nawiązanie do Janapawłowych słów, kiedy w Gdańsku mówił, iż każdy z nas ma swoje Westerplatte, a więc swoje kłopoty, radości i problemy. Ano mamy, jakby nie patrzeć na dzisiejszą Polskę. Dla jednych problemem jest dotarcie do Zakopanego w korowodzie tysięcy samochodów i potem zbyt głośna muzyka w "Belwederze", dla kogo innego finansowa niemożnośc kupienia karpia na rodzinny stół wigilijny. W sumie jednak, tegoroczne święta były raczej spokojne, a że nie wszędzie zapalono światła na choince, to już taki tu przywilej. Ważne, że politycy byli w politycznej większości zadowoleni, oni na razie wychodzą na swoje. A że naród wręcz przeciwnie - to kogoż to z nich obchodzi.
Czytam o księdzu Bonieckim: "... Ten popularny kaznodzieja należy do tzw. duchowieństwa oświeconego, postępowego, którego zasady obowiązujące w rodzimym Kościele zdecydowanie krępują... Najbardziej irytuje go działalność toruńskiego Radia Marya" . I dalej w tym stylu. No cóż, można jedynie ubolewać nad sytuacją księdza redaktora i dzielić z nim jego troski i rozterki. Ale po kiego czorta tyle zgryzot i biadoleń, nie lepiej odciąć się od tego wszystkiego, odejść od ojców marianów, z Tygodnika Powszechnego zrobić tubę postępowego katolicyzmu, gdzie postępowy katolik będzie musiał jedynie co jakiś czas odmówić krótką modlitwę i wspomóc - zamiast datku na tacę - konto TP. I nawiasem: kiedykolwiek w Onecie ukaże się fragment orędzia lub wypowiedzi któregoś z hierarchów, natychmiast odzywa się cała czereda zawistników, co to księżom mają wszystko za złe. Skąd w tych ludziach tyle nienawiści, złej woli, chamstwa i głupoty? Ale na drugim biegunie istnieje wspólnota "Chleb życia", która pomaga najbiedniejszym i opuszczonym, a jej założycielka siostra Małgorzata Chmielowska zwana jest "Ozdobą Ludzkości" - czyż może być piękniejsze miano?
Ale ponarzekajmy jeszcze przez chwilę. Nie ma śniegu, nie ma nart. Jeździ się trochę w górach, często na sztucznie naśnieżonych stokach, ale to nie to, na co czekamy wszyscy, dla których narty i góry są jednym z ważniejszych sposobów na życie. Znad morza jedzie się pociągiem w Tatry około dwunastu godzin. Nie wiem, zapchanym po dach, czy też czystym, eleganckim i punktualnym - ale raczej to pierwsze. Tak czy siak jazda trwa kilkanaście godzin. Tymczasem z Warszawy do słowackiego Popradu, stolicy tamtejszych Tatr za dwieście złotych dwie godziny lotu, stamtąd autokarem w rejon Niskich lub Wysokich Tatr godzina jazdy autokarem i jest się w sercu pięknego regionu narciarskiego. Także dla wybrednych narciarzy, co to poza Alpy nosa nie wyściubią, a nasze podhalańskie pólka omijają szerokim łukiem. Bo Słowacja potrafiła zrobić swoiste narciarskie Eldorado i jadą tam ci wszyscy, którym w Alpy za daleko i za drogo, a w polskie Tatry im nie po drodze. Bo w nich nie ma prawie w ogóle nart i o narciarzy tu po prostu się nie dba. Kasprowy wystawiono na sprzedaż, pierwsi w kolejce ustawili się Słowacy, bo wietrzą tu niezły interes. Dobiją targu z Parkiem Tatrzańskim, wytną kosówkę, pousuwają głazy i wyszykują trasy, o jakich Polakom się do tej pory nawet nie śniło. Polskie koleje, te szynowe, jedne zapewne z najgorszych w świecie napomknęły niedawno o możliwości sprzedania kolei na KW, i się posypało. Zakopane się oburzyło, miasto i region zamyślają o wypuszczeniu obligacji, aby uratować ten narodowy skarb, z którego państwo sobie zadrwiło. I z nas wszystkich przy okazji. Bo tuskowe państwo i jego urzędasy za nic mają nas wszystkich, uważają kraj i nas wszystkich za swoją własność, którą można manipulować, sterować i robić z nas idiotów. Otóż nie, proszę tusków. Tym razem się miarka chyba przebrała. Kasprowego nie oddamy, bo to taka sama, a może nawet lepsza Polska, niż te wasze pałace prezydenckie, ratusze i kancelarie. Dla premiera ważniejsze jest słońce Peru, gdzie mu tam zawracać sobie głowę jakimś szczytem, który nie ma nawet dwóch tysięcy metrów - pamiętamy jego narty w Dolomitach, kiedy rozstrzygały się ważne dla Polski sprawy, ale on z Alp nie zrezygnował. I tacy oni są wszyscy. Zacytują tu Słowackiego: "...Szli krzycząc; Polska, Polska... Wtem Bóg zza Mojżeszowego pokazał się krzaka / Spojrzał na te krzyczące i zapytał: Jaka?" I dopowiem za poetę. ICH.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)