Jeżeli berliński "Tagesspiegel" przestrzega Polaków przed polską prawicą, to już rzeczywiście z tym światem coś nietęgo. Bo kto jak kto, ale Niemcy mają w tej materii akurat najmniej do powiedzenia, a te bezczelniuchy nie dość, że zabierają głos, to jeszcze przypominają, że w Jedwabnem dokonano raz i drugi prowokacji i zawsze stoją za tym ci wredni prawicowcy, co to nic świętego nie uszanują. No tak, ale skoro i Kwaśniewski i Komorowski i jeszcze paru innych takich polityków przypisują Polakom co najmniej taką samą role w pacyfikacji tej wsi co Niemcom, to nic dziwnego, że potem zza zachodniej miedzy odzywają się takie bezczelne glosy. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Auschwitz okaże się także u nich polskim obozem koncentracyjnym, w czym lubują się dziś głównie Amerykanie, ale nie tylko; Warszawę zburzyliśmy sami, bo po kiego licha wywoływaliśmy powstanie; wywózka dzieci z Zamojszczyzny była spowodowana nieludzkim traktowaniem ich przez Polaków. Wiemy - Niemcy nie lubią Polaków. Od czasu do czasu wyślą nam swoje pokojowe bojówki, co to w Dzień Niepodległości pobiją naszych; zagrożą naszej suwerenności, a polskie politykowanie sprzyja takiej postawie. W zatoce szczecińskiej rurę gazową ułożą tak płytko, aby większe statki nie mogły wpływać do naszego portu. Od czasu trafi się jakaś mała prowokacja na naszych ziemiach zachodnich, a niemieckość podniesie głowę na Śląsku. Mam tu na myśli ruch autonomii śląskiej, coraz bardziej popularne staja się tam dziś tiszirty z napisem Oberschlesien is mein Vaterland, a opolski sąd zarejestrował tam komórkę tego ruchu. I można by powiedzieć, że po czorta były te wszystkie śląskie powstania, działalność mojego ojca w komitecie śląskim Korfantego, skoro dziś nasza Polska tak łatwo oddaje tam swoje pole. Śląsk jest polski i tego żądne autonomie nie zmienią.
Ostatnie dni minionego roku upłynęły w aptekach pod znakiem strachu przed podwyżkami. Tuski dopuściły się kolejnej haniebnej akcji - pod szyldem "refundacji" nastąpiła od nowego roku podwyżka cen większości leków, w tym także tych, co to mają ratować życie. Zapewne stoi za tym, poza samym Tuskiem, poprzednia ministerka zdrowia, Kopaczowa, która dopuściwszy się ogromnych zaniedbań w tak zwanej służbie zdrowia, czmychnęła na fotel marszałkowski. Gdzie żadna odpowiedzialność, ale zaszczyty i pieniądze o ileż większe. A naród (albo i Naród), ten wymęczony i co raz wystrychany na dudka, tylko zaciska zęby i na razie pokojowo przyjmuje te wszystkie dobrodziejstwa tuskowego rządu. Ale nie byłbym tak do końca pewny, że któregoś dnia nie zapełnią się ulice zdesperowanymi obywatelami znad Wisły i Jasiołki. Aby wyrazić swoje oburzenie z tusków i ich rządzenia. Z tych wszystkich nowaków, arłukowiczow, grasiów, kopaczów i całego tego tałatajstwa, które zawłaszczyło sobie kraj i na nim się uwłaszcza.
A po drugiej stronie jest, aby użyć tu jednego ale jakże wymownego przykładu, krakowskie wydawnictwo Biały Kruk, emitujące w pięknej formie niezwykle znaczące dzieła. Są to najczęściej albumowe wydawnicze monumenty, a to o Janie Pawle, a to o polskich tradycjach, o polskim patriotyźmie i o tych, co zginęli w Smoleńsku. Ale to nie znaczy wcale, że w tym biednym kraju nad Jasiołką (to taka niewielka rzeczka gdzieś na Podkarpaciu, ale urzeka swoją nazwą), ta sztuka jest ze wszech miar popierana i cieszy się uznaniem możnych. O, co to, to nie. Wręcz przeciwnie. Możni jak tylko mogą, utrudniają edycje i rozpowszechnienie i jest w Krakowie tylko kilka księgarni, które album wyeksponują na wystawie i zachęcą do kupna i przeczytania. Można się uchodzić po same uszy, aby usłyszeć, że "tych książek nie prowadzimy". Podobnie zresztą, jak zniknęły z radia i ze wszystkich po kolei telewizji nazwiska znaczących dziennikarzy i publicystów, co to ośmielają się mieć własne zdanie i głosić je wokół. Jest za to pełno żakowskich, lisów i paradowskich, którzy zawładnęli polskimi mediami, panoszą się w nich i sączą stamtąd swoją lewackość i antypolonizm. Goebbels mógłby się jeszcze wiele nauczyć od naszych propagandzistów, którzy z nazwy są Polakami, ale z serca bolszewią.
Pamiętny jest do dziś, niemalże kultowy dialog Kuby Goldberga i BińkaRapaporta, czyli Wiesława Michnikowskiego i Edwarda Dziewońskiego w kabarecie "Dudek". Ogromnie zabawny, państwo to zapewne pamiętacie, kiedy po dłuższej żydłaczonej rozmowie, jeden mówi do drugiego - a wynika to z treści dialogu - "A pies?. I drugi na to:
" A pies ci morde lizał...".
Wam także, wiecie kto...
285
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)