Jest dwóch panów profesorów w prezydenckim pałacu - Nałęcz i Kuźniar. Obaj są historykami, jeden z nich na dodatek politologiem. I doradzają prezydentowi ile wlezie. A ile wlezie prezydentowi w prezydencki rozum, trudno wyczaić. Parę dni temu profesor Nałęcz, były politruk uniwersytecki, marksista i wieloletni członek pzpr. powiedział o Polsce i Węgrzech, że Polska jest rajem wolnościowym, Węgry zaś piekłem. Panie Nałęcz, gadasz pan takie pierdoły, że się rzygać chce (przepraszam za słownictwo, ale inaczej się nie da). Powiedz pan, panie Nałęcz, dlaczego w tym wolnościowym raju wyeliminowano ze wszystkich telewizji i z dziewięćdziesięciu procent innych mediów wszystkich dziennikarzy konserwatywnych, prawicowych i po prostu uczciwych. Podobnie postąpiono z tak samo myśłacymi profesorami. Nie ma tam ani Krasnodębskiego czy Zybertowicza ani Andrzeja Nowaka. Nie ma niezależnych pisarzy i dziennikarzy, Ziemkiewicza, Semki, Lisickiego, Wildsteina i przede wszystkim zaś Rymkiewicza. Jednego z najwyżej cenionych dziś polskich poetów i pisarzy współczesnych. To w tym właśnie "raju wolnościowym" nie przyznaje się katolickiej telewizji Trwam cyfryzacji programowej, skazując ją tym samym na trwanie w opłotkach telewizyjnych. Panie Nałęcz, gdybyś pan miał szczyptę rozumu i odrobinę uczciwości, to byś pan albo dał sobie spokój z tym wszystkim, albo byś przyznał w pewnym momencie, że cię rajcuje prezydencka posada i tytuł doradcy prezydenta. I że w tym będziesz trwał po wszystkie wieki wieków. U prezydenta, z którym się pan umysłowo mocno utożsamiasz. Mówią już pokątnie, że polska norma i miara głupoty, mierzona jest w nałęczach. I chciałbym tu zapytać profesora N., gdzie on widzi w Budapeszcie i na węgierskiej prowincji owo "piekło", skoro jest to dziś kraj nieporównywalnie bardziej demokratyczny niż Polska, rządzony przez uczciwego polityka Orbana, sprzyjający polskiej konserwie. I tu mamy Nałęcza! Właśnie chodzi o to, komu sprzyja Orban i komu na odwyrtke Jarosław!
Warto jednocześnie przypomnieć, że w czasie ostatniej wojny, Węgry były krajem najbardziej sprzyjającym Polakom. Tu znalazły w miarę spokojny azyl miliony Polaków, tu ratowano polskie rodziny, polskie dzieci uczono po polsku. Polskich wojskowych internowano, ale daj Boże taką internę. Były polskie kościoły i w nich polscy księża.Tu działał Henryk Sławik i on uratował od niechybnej śmierci tysiące polskich i nie tylko polskich żydów. I dzisiaj pluć na Węgry, to jest oczywiste chamstwo i kompletny brak rozeznania sytuacji. I oczywiste kłamstwo, dla którego nie ma usprawiedliwienia. Chyba jedynie to, że Nałęcz w sposób groźny nie wpisuje się w jakiekolwiek normy IQ.
Gdyby nie Justyna na stromym jak wszyscy diabli podbiegu w Val di Fieme, gdyby nie siatkarze co to wywalczyli olimpijski start w Londynie, to nic tylko siąść i zapłakać. Na nic nie ma pieniędzy, ale krakowskiej Wiśle miasto zafundowało stadion za sześćset milionów złotych, jednocześnie zamykając żłobki, bo nie ma na nie pieniędzy.. I jednocześnie dowiadujemy sie, że w wojsku, w Polskim Wojsku, od lat kwitnie gigantyczna korupcja liczona w miliardach złotych. Polegała między innymi na fałszowaniu sprzętu dla polskich żołnierzy w Afganistanie; wysyłano broń niesprawną, dzieląc się tu dolą pomiędzy pułkownikami i generałami, kapitanami i majorami. I porucznikami również. Choć ci ostatni są raczej do działań frontowych, niźli do łapówek i korupcji.. Aż trudno wyobrazić sobie bardziej haniebną korupcję, handlującą życiem człowieka. I dziś można sądzić, że cały ten Nangar Kel sprzed kilku lat, to tylko drobny odprysk gigantycznej afery odkrytej niedawno w wojsku. Jeżeli kolejni ministrowie obrony o tym wszystkim wiedzieli, przykrywali to swoimi podpisami i swoją "twarzą" w telewizorach, to ich wszystkich należy postawić przed sądem i dokonać sprawiedliwości. Albo wysłać na pogranicze pakistańskie z karabinem, który co prawda strzela, ale kto inny kule nosi. I na pewno nie jest to Pan Bóg. On tylko na to patrzy i zapewne nie może się nadziwować, że ten kraj jeszcze jakoś funkcjonuje. Dowodzi to tylko dobroci Pana Boga i Jego umiłowaniu Polaków. A co będzie, kiedy i Bóg dojdzie do wniosku, że dłużej już tak nie można?
Jeżeli ktoś powie z krakowska - daj se pan spokój i Pana Boga w to nie mieszaj, to mu tak odpowiem: w tym katolickim kraju, gdzie coraz więcej zawołań antykościelnych i antychrześcijańskich, jest wciąż jeszcze na tyle wolności, że można spokojnie chodzić na msze święte. Także na tę wawelską w każdą miesięcznicę smoleńską. Długo jeszcze to potrwa? Sądzę że tak długo, aż Smoleńsk doczeka się swojej prawdy i dowiemy się, kto jeszcze prócz sowietów stał za tą niewyobrażalną polską tragedią.W poprzednim felietonie pisałem tu o "czwartym szeregu". I odpowiedział mi czytelnik 1980, że w tym zawołaniu coś jest, i wspomógł się wypowiedzią swojego politruka w wojsku. Dziękuję za pozdrowienia i wzajemnie.
482
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)