Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
279
BLOG

W pałacu można na razie spać spokojnie

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 0

Jest w numerze "Uważam Rze" z poprzedniego poniedziałku znakomity wręcz artykuł  profesora Zdzisława Krasnodębskiego pod tytułem  "Kluczowe pytania o III RP". Już dawno, a może w ostatnich latach w ogóle, nie czytałem tak głębokiego, znakomicie faktami udokumentowanego i pisanego - tak by się wydawało - na całkowitym luzie, artykułu. Spokojny, stonowany, niezwykle wyważony tekst. Na przykład o młodych  ludziach, którzy mają wybór: albo pisać prace magisterską na drażliwy temat u niezbyt dobrze politycznie postrzeganego profesora, lub czy się angażować w działalność opozycyjną, kiedy  ma się w toku przewód habilitacyjny - jak trudno tu wyważyć racje, kiedy jest wybór między prawdą a kłamstwem i zakłamaniem, między uczciwością  a kunktatorstwem.  Albo:  formalnie obowiązuje wolność słowa, ale z drugiej strony  istnieje prasa, jakbyśmy powiedzieli drugiego obiegu, gdzie mogą występować ludzie nie do przyjęcia w mediach salonowych. Tu powiem od razu, że w poprzednim blogu pisałem m.in. o profesorze Krasnodębskim, że dla niego wstęp do mediów głównego nurtu, jest zamknięty. Zamknięty, bo ta uczciwa ideologia jest w ogóle zakazana. I dalej Krasnodębski. To widać w śledztwie smoleńskim, gdzie rząd polski dobrał ludzi sobie posłusznych, aby oni i tylko oni prezentowali zdarzenia podług myśli i rozkazów anodiny i wszystkich tusków. Zakłamali i zbeszcześcili ludzką pamięć i polską godność. O tym także mówi Kasnodębski. "Niby nie ma cenzury, ale dziennikarze i tak wiedzą, co mają pisać, aby nie mieć trudności ze spłatą kredytu" - konkluduję w tekście o mediach profesor. O urzędującym prezydencie pisze tak: "... Dziś oddziela się go od ludu nie tylko silnymi zastępami służb,  ale  także wolną przestrzenią, aby nie doleciały do niego gwizdy i niezbyt pochlebne komentarze."
Mówi Krasnodębski o  ministrach tego nierządu, o Grabarczyku, Kopacz, Klichu, Gradzie, o rzekomym inwestorze, katarskim, co to mial kupić polskie stocznie. To wszystko humbug, maskarada, fałsz i jedno wielkie kłamstwo. "Nie można także uwiarygodnić obecnych władz, są legalne,  ale dopóki działania przed i posmoleńskie nie zostaną ukarane,  nie są prawowite. - tak pisze Krasnodębski.
Przytoczyłem tu zaledwie kilka fragmentów profesorskich wynurzeń. Jest ich więcej, i one wszystkie oskarżają  obecny reżim o spowodowanie katastrofy, której na imię Polska. Jarosław tak powiedział o Smoleńsku: "...to co robiono w tej sprawie, było przeraźliwie skandaliczne,  odwołujące się do kultury lumpenproletariackiej. Ludzie, którzy to robili są w istocie na poziomie lumpenproletariatu".  No to cześć oba Klichy i Miller. I wielu im podobnych.
Od siebie dodam, że przynajmniej do czasu możemy spać spokojnie. W którejś z afrykańskich republik   działał  jako prezydent niejaki Bokassa i on zjadał ludzi. Nam to na razie nie grozi, ale jeżeli zagrozi, to w pierwszym rzędzie zagrożeni będą  ministrowie i pałacowe urzędasy.  A ich niechby i pożarł polski Bokassa.
Uzupełnieniem do słów profesora niech będa wyroki na zbrodniarzy z czasu  wojny jaruzelskiej. Kania, pierwszy (i chyba ostatni) sekretarz pzpr zostaje uniewinniony, bo nie znaleziono w nim winy. Nic to, że był jednym z najbardziej prominentnych działaczy komunistycznych, którzy przykładali ręce do wszystkich bolszewickich zbrodni tamtego okresu;  miedzy innymi nadzorował ów Kania  polskie tajne służby, szkolone w sowietach i tam składające meldunki. Kania niewinny?
A Kiszczak, współtwórca polskiej wojny roku 1981 dostaje dwa lata w zawieszeniu na cztery, bo "sąd" nie znalazł w nim winy. Piłat Poncki także powiedział o Chrystusie, że nie widzi w nim winy, a Chrystusa jednak ukrzyżowano. A jakież to są te polskie sądy, gdzie tu sprawiedliwość, gdzie prawo i rozsądek. Toż to czysta kpina,  szaleństwo, głupota i zdrada. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że sądy w tym momencie współtworzą swoistą sprawiedliwość z polskim nierządem i kto wie,  czy nie uzgadniają z sobą przyszłych wyroków. Głowy bym za to nie dał.
Moja znajoma dziewczyna, jeszcze z jakiegoś kursu narciarskiego w Szczyrku sprzed lat tak mi pisze: "... Chciałabym przeczytać jeden twój felieton, w którym zauważysz coś dobrego w naszej rzeczywistości, także w ludziach których nie lubisz. Bo nie ma ludzi zdecydowanie złych i zdecydowanie głupich. Spróbuj napisać coś o zaletach naszych polityków". Wiesz Elżbieta co? Pomóż mi, i daj jeden, dwa przykłady. Ale błagam: nie próbuj doszukiwać się  zalet w tych ludziach... Chyba, że Kopaczowa z  lekami i niejaki Niesiołowski w całości.

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka