Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
183
BLOG

Pomysł na morski przemysł

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 1

Kiedy na Węgrzech trwa naprawianie demokracji po poprzednim premierze socjalistycznym, który swój kraj doprowadził do skrajnej ruiny, kiedy nowy premier wychodzi z portek, aby krajowi przywrócić gospodarkę, ład i dobrobyt, to cała socjalistyczna Europa na wyprzódki grzmi i gani. Prym wiodą te przeróżne barrosa, które podżegają unijną Europę, aby przyłączyła się do antywęgierskiej krucjaty. Nie przyłączyła się Polska, która Tuskiem wypowiedziała się za uznaniem obecnej polityki tamtejszego premiera. Nie wiem co naszło Tuska, czyżby się pomylił, podniósł do góry nie tę rękę, .ktoś mu źle podpowiedział i wypalił nie tak, jak trzeba? Jak się zwał tak się zwał, po raz pierwszy opowiadam się tu za polskim premierem w nadziei, i chcę wierzyć, że był to jego przemyślany krok w stronę węgierskiej demokracji i Orbana. Podyktowany sercem, rozsądkiem i prawami polityki. I troską o mądry europejski kontynent. Orban jawi się w tym wszystkim  jako prawdziwy mąż stanu i  można się jedynie obawiać, że unijna socjalistyczna Europa nie pozwoli sobie na taki despektt ze strony małego kraju, który pokazał się światu z najlepszej strony. Jak w roku pięćdziesiątym szóstym, kiedy przez moment stał się wolną ziemią. dopóki sowiecki żołdak nie obalił węgierskiej wolności. Pamiętamy i polską pomoc dla ówczesnych Węgier, polskie transporty żywności, leków, ubrań. Dla Polski to był wówczas także cień nadziei, że własnymi rękami można jednak i w totalitaryźmie coś uzyskać. Tak, ale nie w komunie. Patrzmy dziś z największym uznaniem  na Węgry i gdyby doszło tam do jakiejkolwiek interwencji ekonomicznej czy politycznej. okażmy  im polską solidarność. Pisałem niedawno o węgierskiej pomocy dla Polaków, jakiej doznali w latach drugiej wojny.
  Kiedy na Węgrzech trwa naprawa demokracji, u nas trwa jej zwijanie. Ja już nie mówię o smoleńskim śledztwie, bo to coś więcej niż upadek demokracji, mam na myśli ostatni strach polskiego nierządu przed wolnym internetem. I obiecywana ustawa, która ma położyć kres wolnym wypowiedziom politycznym w internecie. Własnym sądom, opiniom, piętnowaniu głupoty i korupcji. Kiedy rzecznik nierządowy Graś, uosobienie intelektu, taktu i głębokich przemyśleń podaje, że dzisiejsze zablokowanie rządowych stron, to jedynie przejaw  głębokiego zainteresowania Polaków działaniami rządu i masowych wejść na strony poszczególnych ministerstw bądź sejmu, to trzeba albo rozśmiać się nad jego IQ (w ogóle coś takiego ów pan posiada?), albo rozwalić telewizor o jego głowę. A hakerzy po prostu zablokowali wejścia, aby przeciwstawić się próbom zniewolenia internetowego, gdzie dziś jeszcze można swobodnie wypowiadać się na różne tematy. Owszem, jestem zdecydowanie przeciwny wszelkim wulgaryzmom, internetowemu chamstwu i nienawiści, to stanowczo trzeba zwalczać. Ale  w żadnym wypadku polityczną odmienność, inne racje ideologiczne, widzenie świata po swojemu. Wszystko jednak musi być utrzymane we właściwym tonie i na odpowiednim poziomie. Niestety, dziś z tym różnie w internecie.
  W smoleńskim śledztwie natomiast, powiększa się strach rządowy przed ujawnieniem prawdy. A do niej coraz bliżej i stąd tyle tam wściekłości i obawy, że jak nie dziś, to jutro prawda wyjdzie na wierzch. Dla mnie osobiście najlepszym dowodem na sowiecką zdradę i manipulacje od początku do końca, jest meldunek ze smoleńskiej wieży, powtarzany wielokrotnie: "Jesteście na ścieżce i kursie". A jakiż pilot przeciwstawi się takiej komendzie ludzi, którzy są odpowiedzialni za bezpieczne posadowienie maszyny na pasie lotniska. Pal sześć, że ta "wieża" to był tylko barak, jakiego  powstydziliby się nawet pegieerowscy pracownicy rolni z lat pięćdziesiątych -  ważne było polecenie. I zaufanie do ludzi, którzy czuwają nad bezpieczeństwem lotu. Dziś widzimy po raz tysięczny, że sowietowi nie można wierzyć na pół słowa, i jeżeli mówi w słoneczny dzień, że świeci słońce, musi się za tym kryć jakiś szwindel i oszustwo. Albo wręcz zbrodnia. Przypomnę  słowa Churchilla, na jakie się tu chyba raz i drugi powoływałem: "Nie można rosjaninowi pozwalać na doprawianie zupy w kuchni, trzeba mu tam patrzeć na ręce".
  Współczesna nam Polska spieprzyła wszystko co się dało. Posprzedawała zagranicznym kupcom wszystkie banki, energetykę, telekomunikacje, chciała stocznie, ale nawet Katarczyk ich nie chciał, a w ogóle to był jeden wielki humbug. Tak to na naszych oczach skończyła się morska Polska. Nie ma wizjonera, jakim był Eugeniusz Kwiatkowski, który w latach dwudziestych  z niczego stworzył Gdynię, najnowocześniejszy w tamtych latach port na Bałtyku. Nie ma dziś polskiego rybołówstwa, jedyny przemysł morski współczesnej Polski, to budki z cukrową watą i majtkami kąpielowymi, otwarte latem we wszystkich nadmorskich miejscowościach.
  Mądremu dość.

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka