Zimno jak diabli, a to przecież raptem w granicach piętnastu minusów. Najzimniejsze zimy polskie, to były chyba wczesne lata czterdzieste, jedna i druga okupacja, a tu zmiłowania znikąd. Na ten właśnie czas przypadły wielkie sowieckie zsyłki z polskich Kresów w głąb rosji. Pierwsza, to był luty czterdziestego, druga i trzecia.kilka miesięcy później i czwarta w podobnym czasie. Wszystkie w roku czterdziestym. W sumie kilkaset tysięcy ludzi. W porażającym zimnie, w przerażającej atmosferze, w strachu i poczuciu beznadziei. Z domów zezwolono brać tylko tyle, ile uniesie się w rękach. I potem wielotygodniowy pochód/jazda towarowymi pociągami na nieludzką syberię i nieludzki kazachstan. Wrócił co któryś z zesłańców, ogromna większość pozostała tam na zawsze. Zapomniana do dziś przez wszystkie polskie rządy. Bo wygodniej mieć tych ludzi z daleka od kraju, przyjadą tu i będą wspominać nieludzkie czasy. I trzeba im dać mieszkania, wyposażyć i urządzić w miarę ludzkie życie. A to przecież kosztuje. Marian Jonkajtys, sam zesłaniec, tak pisał: "...Znów szedł każdy z nas / od Bieguna Północnego przez Łubiankę, przez Katyński Las/ ... i myśmy szli i szli dziesiątkowani.../ Bo ta ziemia jest trupem."
Zofia Nałkowska tak pisała przed laty: "...Niemcy walili obuchem w łeb, lecz o ile obuch nie trafił, człowiek żył. Choć pod ziemią, wolny i piękny. Rosja działa jak żrący kwas przetrawiający duszę narodu i zmieniający jej organiczny skład w amalgamat nie do poznania i w dodatku cuchnący..."
Tymczasem czytam w opracowaniu dwóch uczonych pań w broszurce o strategii państwa (polskiego) m..in. że stosunki polsko - rosyjskie "zostały wzmocnione zbliżeniem polsko - rosyjskim po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Jednak czołowa partia opozycyjna w Polsce - Prawo i Sprawiedliwość podjęła kilka miesięcy później działania na rzecz ponownego konfliktowania z Rosją, sugerując odpowiedzialność tego państwa za katastrofę pod Smoleńskiem. W tej sytuacji rząd Polski powinien szybko podjąć działania na rzecz ratowania szansy, jaka szybko może zniknąć". Daję słowo, zacytowałem dokładnie wypowiedź dwojga osób, w tym jedna z nich jest z profesorskimi tytułem, Zięba i Zając. Doktor Strosmaier w czeskim serialu "Szpital na peryferiach" (Nemocnica na kraju mesta, chyba tak w oryginale) mówił, że "głupota, gdyby umiała latać, była by jak gołębica." Dedykuje te wieszcze słowa obydwojgu "naukowcom". Bo widzimy, w jak haniebny sposób dzisiejsza rosja bruździ w śledztwie smoleńskim, jak wszystkimi siłami próbuje odciągnąć polskich śledczych od smoleńskich wątków, od prowadzenia prac mogących przybliżyć prawdę o Smoleńsku. Obawiam się jednak, ba - jestem niemal pewny, że tej prawdy nie poznamy nigdy. A w każdym razie do czasu, aż powołana zostanie uczciwa komisja międzynarodowa. A na tym nie zależy ani obecnemu polskiemu rządowi, ani tym bardziej rządowi rosyjskiemu, który jest współwinny (aby to tak eufeministycznie określić) tragedii sprzed dwóch lat.Te wszystkie anodiny, millery, klichy, oni wszyscy warci są siebie, czyli funta kłaków. Boże, jakie sprawy wyszły by przy tej okazji, ile draństw, hipokryzji, zwyczajnych przekrętów finansowych. A światu to wszystko obojętne, ważniejsze są tam kursy akcji, sondaże popularności, ratingi, własne kiesy. W Polsce zaś stadion narodowy, jakby to miało świadczyć o potędze kraju i jego władcach. Nie wiem ile on kosztował, prawie miliard, czy nieco mniej; opierając się na wypowiedziach Jana Tomaszewskiego, w świecie tego typu obiekty buduje się o połowę taniej. W Polsce cała para idzie w gwizdek, choć on zwykle zafałszuje. Można się tylko obawiać, że tego typu obiekty nigdy na siebie nie zapracują, będzie jak w Portugalii, która kiedyś podobne stadiony wybudowała na podobna imprezę - teraz się je burzy, bo nikogo nie stać na utrzymywanie stadionu, który dziś nikomu niepotrzebny. Co prawda warszawscy budowniczowie i zarządzający zapewniają, że obiekty się ostaną, ale upatrywałbym tu analogii do stalinowskich zawróceń biegu rzek i budowaniu miast na pustyniach. Nie wiem, kto decydował o budowie tych wielkich sportowych budowli, Drzewiecki czy inny mag od sportu, wiem, że pani Mucha, skądinąd ładna i sympatyczna dziewczyna, w życiu sobie z tym nie poradzi. I przyjdzie jej płacić za głupotę możnych. Tusków, grasiów, walców i prezesów od kopanej, latów.
A w Krakowie, stadion Wisły na 35 tysięcy widzów, chyba nigdy się nie zapełni po dach.Nie wiem kto miałby tu przyjechać, Messi, Real lub Barcelona, a może Graś z panią Walc?
328
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze