Nie wiem za bardzo na jakiej zasadzie się to wszystko jeszcze kręci, że pomimo klęski mrozu, wszystko w tym kraju (na ogół) gra. W Krakowie, skąd piszę swoje listy, jest i woda w kranach, i jasność w lampach, i ciepłość w mieszkaniach. I tramwaje miejskie i autobusy jeżdżą w miarę regularnie. W skrzynce na dole zastaje listy, a nawet specjalny posłaniec przyniósł mi przesyłkę albumową z "Białego Kruka", czołowego polskiego wydawcy dziel ilustrowanych. W Warszawie rząd podobno także działa, co jest już ewenementem na skale światową. Działa jak działa, czyli beznadziejnie, ale się jeszcze porusza. Komorowski wygłasza swoje wiekopomne myśli w rodzaju: "Wolałbym, żeby nic nie było podważone, nawet jedno słowo, jeden przecinek z komisji Millera", mowa oczywiście o raporcie z katastrofy smoleńskiej. Wiem, Komorowski najchętniej by w ogóle tę sprawę zamknął na wieczne czasy. Wiem, tam zbyt wiele ludzi z jego otoczenia i on sam - było zaangażowanych w ten dramat. I zbyt wiele już wiadomo, aby można było zamknąć sprawę raz na zawsze. I zbyt wiele jeszcze na ten temat nie wiemy. Przez lata, długie lata Smoleńsk i ogrom tragedii będzie się kładł wielkim cieniem na tych wszystkich tuskach, którzy dziś świadomi swoich błędów (czy tylko błędów?) zdają sobie sprawę, że nie dziś, to jutro lub pojutrze wyjdą na jaw wszystkie niecności i zbrodnie popełnione w dzisiejszych latach. Dziesiątki i setki niewyjaśnionych samobójstw, niewyświetlonych zdarzeń i zaginięć, przypadków, które nigdy nie powinny się były wydarzyć. Wiem, że katastrofa "Costa Concordii" we Włoszech będzie tysiąc razy wnikliwiej rozpatrywana, niż polski Smoleńsk sprzed dwóch lat. Dziś ludzie dopominający się o rzetelność smoleńskich badań, o wyjawienie prawdy, o dokumenty i rolę sowietów w tej tragedii, postrzegani są jako ludzie niespełna rozumu, na domiar złego utrudniający tak świetnie zapowiadający się sojusz polsko - sowiecki. Tylko czekać, jak reaktywuje się tppr, może pod zmienioną nazwą, ale z podobnymi założeniami.
W Krakowie już dziś rozlepniane są afisze powiadamiające o marcowych występach sowieckiego żołnierskiego chóru Aleksandrowa. Prawda, chór wielki, znakomity, byłem (!) na jego występach jakoś w latach chyba pięćdziesiątych. dziś bym nie poszedł. Zbyt wielka jest nasza obecna wiedza o sowieckich zbrodniach, o sowieckich żołnierzach mordujących Polaków i w roku trzydziestym dziewiątym i w latach późniejszych, aby teraz aklamować to wydarzenie artystyczne. Może nie mam racji, nie upieram się, ale tak to widzę.
A co powiedzieć o chińskiej inwazji przemysłowej i ekonomicznej w świecie. W Ameryce wykupili podobno połowę portów, w tym i port nowojorski, zawładnęli tam handel, przemysł, połowę ekonomii. Ale naród się buntuje, widziałem latem na jakiejś zakichanej tamtejszej prowincji wielki przekreślony napis przed sklepem "No made in China" - i większy "Made in USA". A u nas ostatnio sprzedano Chińczykom Stalową Wolę, jej twórca Eugeniusz Kwiatkowski (tak, ten sam co stworzył Gdynię) zapewne przewraca się w grobie, że jego dzieło przejęli skośnoocy. I tak krok po kroku wyprzedajemy co smakowitsze kąski z własnego stołu. Za chwilę braknie nie tylko rodowych sreber na tym stole, ale i samego stołu nie będzie. Nad morzem nie ma produkcji statków, bo i stoczni nie ma. Na morzu coraz mniej rybackich kutrów, bo i ryb w morzu coraz mniej, a unijne regulacje ograniczają polskim rybakom połowy.
Za chwilę sprzedamy Słowakom Kasprowy Wierch wraz z kolejką, co to jest, jak słusznie się mówi, narodowym dobrem. Powstała, o ile mnie pamięć nie myli, w ciężkiej tatrzańskiej zimie roku trzydziestego szóstego, kiedy nawet się nie śniło o dzisiejszych urządzeniach do budowy takich obiektów. Małe huculskie koniki wyciągały liny nośne na szczyt Kasprowego, huculi i górale wspólnie budowali tę cudaczną na tamte czasy kolejkę, ale ona była wielkim polskim majstersztykiem w tej dziedzinie. Prawda, że zamysł był polski, ale urządzenia, o ile dobrze wiem, szwajcarskie i one niemal do wczoraj dobrze służyły w Kuźnicach, na Myślenickich Turniach i na Kasprowym Wierchu. Jeżeli dziś sprzedamy Słowakom kolejkę, to jutro Słowacy albo inni Tyrolczycy zaproponują nam kupno polany Chochołowskiej, polskiej części Rysów, Orlej Perci, a na Gąsienicowej będzie smażony syr, takie słowackie, bardzo zresztą dobre danie śniadaniowe. Zamiast oscypka i kwaśnicy. I jestem bardziej niż pewien, że tuski i te wszystkie jego, pożal się Boże, ministry przyklasną pomysłowi, bo tam nie liczy się dobro kraju i jego pomyślność. Tam żyje się chwilą. Po nas nawet potop.
I jedyna nadzieja, że ten żywioł pochłonie nieudaczników, złodziei i grabieżników, ocali ludzi dobrych, służących krajowi. Takich są jeszcze miliony. Poderwą się?
242
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze