Nawet trudno powiedzieć, skąd Justyna w tym wszystkim. Skoro nie udaje się nam na żadnym polu - politycznym, gospodarczym, ideowym, ludzkim - ni stąd ni zowąd Justyna Kowalczyk? Żle powiedziałem "nam". Bo ja osobiście nie utożsamiam się z tym całym bardakiem, jaki stworzył w Polsce dzisiejszy obóz nierządu. Z tymi wszystkimi kombinatorami, co to szastają milionami, ograbiają kraj, często w imieniu całej społeczności, a do parlamentu wchodzi biłgorajska hołota i panoszy się tam wprowadzając swoje moduły. Mało tego, czytam, że w przypadku dymisji, a raczej obalenia Tuska, ten biłgorajczyk miałby szanse na premierowski fotel.To wtedy albo narodowe powstanie, albo natychmiastowa emigracja. Jest taka śmiesznostkowa opowiastka o pewnym przybytku rozkoszy, który podupadł i skończył się interes. Burdel mama, za przeproszeniem, postanowiła wymienić łóżka. To nie Tusk-łóżko ma być wymieniony. Wyrzucić trzeba tych wszystkich nieudaczników, czeredę ludzi głupich i nijakich, zerwać z całą tą otoczką partyjną. Pogonić do wszystkich diabłów grasiów, nowaków, tych zadufków, finansistów od siedmiu boleści, na czele z tym przygłuperm z brytyjskim paszportem. Inaczej w życiu nie wydostaniemy się z tego bagna.
Czytam w onecie obszerny wywiad z Bartoszewskim, kiedyś między innymi ministrem spraw zagranicznych. I wyliczanie przez indagowanego swoich zalet, załatwionych spraw i wielkich zasług dla Rzeczypospolitej. I natychmiastowy odzew internautów. Jeden z nich wprowadza długą wyliczankę katastrofalnych błędów, kłamstw i bezczelnych łgarstw, jakie ów "profesor" umieszcza w swoim życiorysie. Warto odnaleźć ów tekst, aby przekonać się ostatecznie who is who. Ile trzeba mieć w sobie pychy i bezczelności, aby przywdziewać szaty jedynego sprawiedliwego, choć wszystko jest dziś tak łatwo sprawdzalne, bo wciąż żyją jeszcze świadkowie, a dokumenty nie pozostawiają złudzeń. I taka jest dziś cała nasza polska rzeczywistość. Załgana, pokrzywiona, a wszystko w myśl hasła "po nas tylko potop". Z tym jednak, że na ów potop oni wszyscy są dobrze przygotowani, gromadząc przez lata swoich rządów odpowiednie zapasy, gdyby "Costa Concordia" miała zatonąć. A kapitan tego bardaku, razem z żyrandolem, pierwsi będą zmykać z tonącej jednostki.
Jak może się dobrze dziać w kraju, gdzie szefem kancelarii sejmowej jest były milicjant i zomowiec, który odmawia wydania teczki "Bolka" posłowi, badającemu niesławną przeszłość byłego prezydenta. I podobnych przypadków można by przytoczyć dziesiątki, setki, a pewnie i tysiące, bo z nich składa się całe nasze współczesne życie. Słucham tu kiedyś w radiu wywiadu z reżyserem Ryszardem Boguckim o jego najnowszym filmie "Układ zamknięty", gdzie mowa między innymi o prokuratorskiej mafii, o urzędach skarbowych, które w jednej chwili potrafią zniszczyć i puścić z torbami najuczciwszych i kompetentnych mądrych ludzi, ale nie przystających do obecnych warunków. Tak było w przypadku małopolskiego przedsiębiorcy Kluski. Bogucki mówi o skarbowych i prokuratorskich szykanach wobec firm, które sponsorowały jego film.
Jest symptomatyczne, że dziś prokurator jest w kraju osobą numer jeden. On wydaje nakazy, on przedstawia sądowi swoje widzenie sprawy, jest wyrocznią we wszystkim. Na drugim miejscu są wszelkiego rodzaju specjaliści, eksperci. którzy na zlecenie wydadzą taką ekspertyzę, jaką sobie zażyczy zleceniodawca. Nic więc dziwnego, że Smoleńsk potraktowano w taki właśnie sposób, opierając się na różnych klichach, millerach i anodinach, w nosie mając rzetelne badania niezależnych i uczciwych ekspertów. Tak, ekspertów, mam na myśli obu polskich profesorów na amerykańskich uczelniach. Jeden z nich, profesor Binienda celowo zawyżył w swoich wyliczeniach wszystkie dane na temat nieszczęsnej brzozy, która obok błędów polskich pilotów, stała się w opinii anodiny i klicha główną przyczyną katastrofy. W eksperymencie Biniendy brzoza była o wiele grubsza, miąższ drzewa znacznie zwiększony, a mimo wszystko w żadnym wypadku nie mogło to wpłynąć na urwanie skrzydła. W ten sposób Binienda całkowicie obalił oficjalne tezy smoleńskie. Ale Macierewicz w opinii "salonu" to jakiś szaleniec, wichrzyciel i facet niespełna rozumu, który w przyklepane już wątki katastrofy wprowadza swoje uzurpatorskie tezy. I zamąca spokój, tak bardzo dziś potrzebny rządzącej prywatnej juncie.
Justyna natomiast, to bardzo utalentowana i dzielna dziewczyna, mądra i niezwykle pracowita. I przy tym wszystkim ładna, inteligentna, z poczuciem humoru i czymś nieuchwytnym, co się zwie z francuska esprit.
Dziękujemy, pozdrawiamy, będzie teraz krotka przerwa blogowa, wydawca i bloger muszą wypocząć.
642
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)