Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
268
BLOG

Łotrów pod malborski pręgierz

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 0

To była sądna noc na torze. I aż trudna do wyobrażenia, skoro pociągi zderzyły się czołowo, czyli jeden z nich jechał niewłaściwym torem. To jak to - maszyniści tego nie widzieli, nie wiedział o tym człowiek w nastawni, nie zadziałała elektronika, posnęli wszyscy? Okazuje się, jak bardzo kruche są te wszystkie urządzenia, które decydują o naszym bezpieczeństwie w podróży. Chwilę temu pasażerowie boeinga byli o włos od tragedii na lotnisku w Warszawie i jedynie umiejętności pilota i opanowanie całej załogi nie dopuściły do gigantycznej katastrofy. Dla mnie osobiście znakiem szczególnym były w tym przypadku relikwie Jana Pawła, które do Polski tym właśnie boeingiem przywoził jeden z ojców zakonnych.
  Pod Szczekocinami zginęło kilkanaście osób - powie ktoś, że bywa taki czas, kiedy w ciągu jednego dnia na polskich szosach ginie więcej ludzi i nikt z tego nie robi głośnego halo. Prawda, po prostu jakbyśmy się już przyzwyczaili do drogowych tragedii i one nie robią na nas większego wrażenia. Tak, ale polskie koleje uważane były przed wojną za jedne z najdoskonalszych w Europie, według ich jazdy można było regulować zegarki (to wcale nie takie potoczne określenie - tak było), od powojnia działo się jednak z każdym niemal rokiem coraz gorzej. Pamiętam z tamtego czasu, kiedy raz i drugi spędzaliśmy wakacje w Rajczy w powiecie żywieckim, i kiedy jechał pociąg relacji Kraków - Zwardoń, to było jakoś koło czwartej po południu, można było nastawiać zegarki.Krótko po wojnie jeździliśmy nawet na dalekich trasach wagonami towarowymi, potem było nieco lepiej, jednak nigdy, NIGDY polskie koleje państwowe nie mogły służyć za wzór służbom kolejowym w innych krajach. Może jedynie sowieci mogli z nas brać przykład. Ostatnie lata, to był istny koszmar na torach. Działał w kolejarskiej branży taki minister  od torów i wajch Grabarczyk, który doprowadził polskie kolejnictwo do totalnej ruiny. Podobnie zresztą jak polskie drogi W zamian za to od swoich, pożal się Boże,  platformerskich koleżanek otrzymał w sejmie potężny bukiet kwiatów. To zresztą było obrzydlistwo wyjątkowe, ale w tej partii nie takie szwindle, grepsy i łajdactwa się wyczynia.
   Na torach  szczekocińskich zjawił się Tusk, a po nim zaraz Komorowski. Ten pierwszy zrobił to z urzędniczego obowiązku, ten drugi dla reklamy.
  Niemniej koleje nadal będą najbardziej bezpiecznym środkiem lokomocji, jedynie co ostrożniejsi wybiorą miejsca w tylnych wagonach, albo rzadsze będą podróże. Można się jednak w wagonie zdrzemnąć  ździebko i oglądnąć zamek malborski po drodze;  ale powolne są te wszystkie torowe zjawy, biją w tej dziedzinie zapewne światowe rekordy.  Koleje chińskie osiągają nawet pięćset kilometrów. Do Warszawy z Krakowa jedzie się prawie sześć godzin, na wybrzeże dziesięć i nie ma zmiłuj. A co powiedzieć o maksymalnym rozdrobnieniu PKP, na te wszystkie maleńkie spółki i spółeczki, na których pasą się prezesi i prezesiki? Inna spółka od torów, inna od budynków dworcowych, inna od wajch i jeszcze inna od wagonów i lokomotyw. Tak rozdrobnione do maksimum wielkie przedsiębiorstwo nie może się rozwijać normalnie i gwarantować bezpieczeństwo podróżnym. Ministrem od kolei nie musi być akurat dróżnik czy zwrotnicowy, ale na pewno człowiek mający kolejnictwo w małym palcu. A nie gdzie indziej.
  A może to już najgorsze, co nas mogło spotkać? Zanik państwa i kompletny niedowład organizacyjny. Ma racje Jarosław kiedy mówi, że to  rząd kultury cygara i dobrego wina, rozgrywek personalnych i pijaru. A kto tam będzie sobie zawracał głowę jakimiś  autostradami, kolejami czy reformą sądownictwa. Po nas tylko potop.
  Natomiast na zamkowym podworcu malborskim powinno się ustawić pręgierz, albo coś bardziej konkretnego i pohasać ze stefanem michnikiem, salomonem morelem czy heleną zwolińską, jednych z ostatnich barbarzyńców z krótko powojennego peerelu. Niechby odpowiedzieli za swoje zbrodnie i niecności w stosunku do polskiego podziemia. Do Polski. O tych psubratach akurat mówiło się niedawno z okazji Dnia Żołnierz Wyklętego. Wiem, że morel i zwolińska pobierają do dziś (pobierali - żyją?) wysokie polskie granty, płacone za mordowanie i znęcanie się nad polskimi patriotami. Nie wiem skąd się bierze ta polska szczodrobliwość, czy to tylko głupota decydentów, czy też przemyślana akcja każdorazowego rządu polskiego, który nad takimi łajdactwami przechodzi do porządku dziennego. Nie może być takiego prawa, które zezwalało by na honorowanie ludzi, którzy z morderstwa uczynili sobie zawód, a dziś na skutek zaniedbań i zaniechań grają nam wszystkim na nosie. Mogę przyjąć do wiadomości (bo już - nie zrozumieć)  działalność rządów peerelu i tych wszystkich cimoszewiczów i millerów, ale już Jarosław? On także nie podołał naciskowi starych komuchów, którzy zachowali do dziś dnia swoje niepisane prawa i wyjątkowości? Na nich już nigdy nie będzie siły?
  Pamiętacie państwo z telewizji takiego młodego amerykańskiego maga, co to fruwał nad Niagarą i na jego rozkaz znikały pociągi i z ręki wyfruwały mu ptaki? Niechby wziął pałac prezydencki i kancelarie premiera, zwinął w trąbkę i przeniósł  ten cały bardak gdzieś do Afryki. Ale z kolei unieszczęśliwiać tym niewinnych ludzi?

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka