Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
257
BLOG

Gibały

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 1

Aż trudno uwierzyć, że ponad godzinny bieg na 30 kilometrów może być tak pasjonujący. Marit i Justyna biegły przez ponad pół dystansu głowa w głowę (wszak nie sposób powiedzieć "łeb w łeb..."), potem Norweżka wyprzedziła i pewnie wygrała. A za jej plecami nasza Justyna walczyła z drugą Norweżka, wyprzedzając ją nieznacznie na mecie. I tyle emocji w niedzielne południe! I zadziwienie: skąd w kraju biednym i fatalnie zarządzanym (bo o rządzeniu nie ma tu mowy), taki brylant. I do tego brylant skromny, zawsze uśmiechnięty kiedy do nas przemawia, a przy tym ogromnie ambitny. I przez naturę hojnie oszlifowany. Są brylanty w polskim sporcie, aktualnie w  lekkoatletyce światowej. Ale dla przeciętnego Polaka sport to głównie piłka, i on pokłada w niej wielkie nadzieje, przy czym  tutaj nie dałbym dał złamanego centa. Ale niechbym się mylił.
  W Skandynawii, kiedy odbywają się zawody narciarskie, to wokół trasy gromadzą się rodziny, organizowane są swoiste pikniki i setki flag fruwają na wietrze. I gorący doping publiczności. Ale z kolei w niedawnych zawodach tego typu w Szklarskiej, było podobnie. Polak nauczył się nart biegowych, co wcale nie przekłada się na trasy biegowe, jakoby one były  pełne biegowych amatorów. Przed laty, kiedy reportersko obsługiwałem mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Lahti (medal Łuszczka), zorganizowano także bieg na pięć kilometrów dla dziennikarzy. Wystartowałem, a jakże, w nadziei na co najmniej złoty medal. Umyśliłem sobie, że jeżeli ileś tam numerów za mną pobiegnie były mistrz  Finlandii w biegach, wówczas reporter, i kiedy on mnie raz dwa wyprzedzi, ja mu dorównam i razem przybiegniemy na metę. Akurat!. Chłop wyprzedził i tylko przez moment oglądałem jego plecy. Tak się zaczęło i jeszcze szybciej skończyło moje zawodnicze narciarstwo biegowe i pozostałem przy zjazdach. Niemniej biegam na biegówkach na podkrakowskich polach i bardzo sobie chwalę wąskie narty, wysokie kije, lekki ubiór. I tę swobodę, jaką dają biegowe trasy.
  I jeszcze przez moment o norweskich kibicach, co to dali by się pokrajać za swoich faworytów, za kolorową flagę norweską. Niby u nas podobnie, pamiętamy niedawną Szklarską i tysiące kibiców wzdłuż trasy i ogromny doping. Ale to wszystko chwila-moment. Zapytany tu kiedyś w telewizji pan w średnim wieku o słowa polskiego hymnu narodowego, najpierw długo się  zastanawiał, a potem dukał podgłupiasto, myląc wersy i sens słów. Stanisław Pigoń powiedział kiedyś o Krzysztofie Baczyńskim, który zginął w Powstaniu Warszawskim, że strzelaliśmy do wroga brylantami. A dziś, kiedy brylanty biegają na narciarskich trasach, nie trzeba nimi strzelać do nikogo, trzeba je tylko otulać, aby się nie przeziębiły. I ten komentator. który mówi o zapachu czerwonego wina wzdłuż norweskiej trasy, że zapewne Justyna chętnie taki puchar by wychyliła - czyż to nie fajne? A co do słów polskiego hymnu  to jestem przekonany, że podobnie wydukają jego słowa miliony rodaków. Po prostu obawiam się, że przeciętny nasz rodak znad Wisły, Sanu i Jasiołki nie przykłada najmniejszej wagi do takich imponderabiliów. On zanuci hymn  raz na kilka lat, jeszcze rzadziej zdejmie czapkę czy kapelusz,  kiedy orkiestra zagra tę narodową pieśń; on nie wywiesi polskiej flagi z okazji święta narodowego. Ale za to pójdzie na mecz Wisły czy Cracovii (coś tym drużynom ostatnio kiepsko idzie, częste zmiany trenerów nie przynoszą spodziewanych rezultatów), pokrzyczy na trybunie, powymyśla na graczy i trenera, a po spotkaniu strzeli sobie setkę. I nawiasem: często chodzę przez park Jordana (w nim popiersia wielkich Polaków, w tym i pułkownika Kuklińskiego, którego co raz oblewają farbą lewaccy wandale) i zastanawiam się patrząc na stadion Wisły, za co obrażono i ukarano miasto czymś tak architektonicznie ohydnym. Jakieś stalowe słupy sterczące z każdej strony stadionu, brzydkie trybuny, po prostu szkaradzieństwo. I do tego za kilkaset milionów złotych, kiedy za połowę tej kwoty po drugiej stronie Błoń, Cracovia wyszykowała sobie stadion, jaki mogła by światu oferować.
  To co, ani słowa o polityce? E, tak dobrze nie ma. Tydzień, może dwa tygodnie temu jakaś gibała przeszła tu  z jednej partii do drugiej i w prasie dociekania. Po co, dlaczego, i co z  tego wyniknie. Tymczasem kompletnie nas to nie interesuje i ogromnej większości z nas obojętne są te wszystkie gibały i te  politykiery, którym tylko własna kariera w głowie. I pieniądze i profity z takiej czy innej przynależności partyjnej. Jak siebie ustawić na najbliższą przyszłość, a na kolejne lata rodzinę i wnuki.
  Wiecie co panowie, Polska was giba...

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka