Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
222
BLOG

Rozmowy o trzydziestce przy wycinaniu

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 1

Są określenia w języku polskim, które wzbudzają uśmieszek, pisałem o tym  raz i drugi. To były: sowiecki parlamentarzysta, Wodogrzmoty Mickiewicza, trabant limuzyna. Moje pierwsze auto, otrzymane na jakąś idiotyczną asygnatę, to był właśnie trabant, ale z podtytułem combi. I stanowił powód do dumy. Biegi były przy tablicy rozdzielczej, nic w nim nie rdzewiało, używanie mogły mieć jedynie myszy. I wybraliśmy się rodzinnie w Polskę. Z Krakowa przez Podkarpacie, Zamojszczyznę, Mazowsze, Podlasie do Gdańska  Podróż poznawcza. Peerel w pełni  rozkwitu, czyli na najlepszej drodze do upadku. Ale też prawda, że benzyna kosztowała grosze, podobnie jedzenie. W Gdańsku nie było jeszcze Trzech Krzyży  i miłoszowej inskrypcji "Który skrzywdziłeś człowieka biednego...";  ze stoczni schodził co rusz jakiś statek, chyba jeszcze "Batory" pływał do amerykańskich czy kanadyjskich portów. A statków z polskim węglem był ci dostatek na gdyńsko - gdańskich nabrzeżach. "Bolek" nadawał, Danuśka rodziła kolejne wałęsiątka.
   Ale miało być o prześmiewczych powiedzonkach. Umyśliłem kolejne: pani Komorowska, Pierwsza Dama. O pani Marii Kaczyńskiej, której to miano w pełni się należało mówiono, że ona jest nie tyle Pierwszą Damą, ile po prostu Damą. Ale jaki dziś pierwszy obywatel, taka i pierwsza dama.Prawda, nie każda prezydentowa czy premierowa musi być gwiazdą, dumą swojego kraju, jednak minimum pewnej klasy musi być wymagane. Pamiętacie państwo, jak Danuta Wałęsowa odbierała za "Bolka" pokojowego Nobla? Ta prosta kobieta miała w sobie wówczas tyle klasy, że mogła nią obdarować i "Bolka" i paru jeszcze innych konspiratorów, którym do dziś brakło klasy i pokumali się z reżymem.Wiem, dla forsy, zaszczytów, salonów, choćby na nie z zagnojonymi buciorami. Zresztą co to za salony, jak na nich przeróżne dody, wojewódzkie, majewskie i takie tam trzeciorzędne garnitury i do tego jeszcze fałszywie skrojone.
  Albo tak zwane telewizyjne kabarety, na których podziwiam jedynie rechocącą widownie, choć dalibóg - z czego tam się śmiać. Nie żeby od razu Rudzki, Kobuszewski, Kociniak, Michnikowski (pamiętacie państwo niemalże kultową śmiesznostkę - "Rozmowy przy wycinaniu lasu...?), ale po prostu kilku facetów z dobrą vis comica, z dobrymi tekstami i wrodzonym talentem komediowym. Jest kilka dobrych polskich kabaretów, w tym i krakowski "pod wydrwigroszem", ale ich w telewizorze tyle co nic. Ucichł Malicki i Laskowik, a to był program ambitny, gdzie i aktorstwo i sztuka. Wiem, to wszystko kosztuje, a te udziwnione kabaretowe sztuczki kupuje się zapewne za grosze, a telewidz i tak to obejrzy, bo nie ma po prostu wyboru. Zaś telewizja wciśnie przy okazji reklamę podpasek, proszku do prania i sokowirówki, co odwiruje wszystko, łącznie z ogryzkiem i panią domu.
  To teraz na poważnie Któryś z tygodników ogłosił niedawno ankietę którą zatytułował: dlaczego jestem dumny z Polski. I łatwe i zarazem diabelnie  trudne pytanie.  Jednego duma rozeprze z rządów tuskich, innego z pierwszej damy, a jeszcze innego z gibałów i nowaków. Ktoś powie Wawel, Sukiennice, Kazimierz nad Wisłą, krzyż na Giewoncie. I każdy wypowie sto racji. A mnie się wydaje, że Polska dumna, to jest nie tylko Orzeł i biało - czerwona, ale także metalowa trumną pod Wieżą Srebrnych Dzwonów, rosomak, co pędzi po pustyniach afgańskich, kapitan Wrona i jego boeing sunący po Okęciu bez kół. Mogielica w Beskidzie Wyspowym z papieskim pastorałem na szczycie i dawne papieskie ołtarze na stokach Turbacza. Ale także, co wydać się może dziwne, Szczekociny i tragedia na torach. I ta bezinteresowna pomoc okolicznych mieszkańców, co to może i z narażeniem życia ratowali ofiary katastrofy. Polska, to także nasza codzienność, kiedy portfele coraz chudsze, a wymagania nie popuszczą.  Ale także jazda Polaków w Alpy, gdzie sto tuneli po drodze. Mam na myśli dzisiejszą katastrofę w takim właśnie tunelu szwajcarskim, gdzie wszystko starannie poukładane i wydawało by się, że to najbardziej bezpieczna jazda. Nadchodzi czas, gdzie za chwilę nigdzie nie będzie bezpiecznie. I wtedy pojawi nam się Polska, jako kraj w sumie spokojny, bo na tle świata gdzie kule świszczą nad uchem, tu  ulica i dom niczym jeszcze nie zagrożone.
  Niemniej tak czy owak na słoneczny weekend wybieram się na narty. Skoro zabrakło Alp tej zimy, niech zadowoli Podhale i tamtejsza Kotelnica. O pasemka miedzy ścierali się z sobą przez całe lata tamtejsi górale, aż pogodziły ich narty i możliwość zarobku. Skumali się i wyszykowali trasy na poziomie niemal europejskim, choć to wszystko niewielkie przecież góreczki. Ale zjeżdża na nie pół Polski, drugie pół wybierze Krynicę lub Szklarską. Z nart i gór żyje cała Szwajcaria, pół Francji i cała Austria. Kuba, aby z Nowego Jorku wybrać się na narty, leci kilka godzin do Colorado, i to kosztuje. My za godzinę z hakiem jesteśmy w górach.
  Ktoś mi tu kiedyś powiedział: chłopie usiadłbyś sobie wreszcie, za przeproszeniem na d. i zajął się wnukami. Ba, jak się zająć chłopakiem, który dziś skończył trzydziestkę...

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka