Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
190
BLOG

Ot, takie zamyślenie

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 0

Pogoda sfiksowała zupełnie. Na zeszłoroczną pasterkę szedłem w ocieplanej wiatrówce, bo padał łagodny deszcz, na obecną rezurekcję ubrałem zimową kurtkę. Zaczęło się od zimnego deszczu, który po chwili zamienił się w śnieg. Jest pierwszy dzień poświąteczny, i jak zimna była Wielkanoc, tak zimne zapowiadają się pierwsze dni nowego tygodnia. Zaś Wielkanoc była bardzo kościelna. Kościoły zapełnione po dach, Groby Pańskie odwiedzanie licznie, także najsłynniejszy w Polsce, ten u pijarów na Pijarskiej w Krakowie. Z głębokiej ciemności wychodziło się na światło, gdzie czerwony mur z prostej cegły. Jakby  z mroku wejść w coś nowego, budującego nowe życie. I takie było zapewne przesłanie tegorocznego Grobu, tam zawsze jest myśl głęboka i przemyślenie. U franciszkanów na Franciszkańskiej  podziwiam przede wszystkim w bocznej kaplicy obrazy Męki Pańskiej, Mehoffera. Tu pustka i mrok, żebyś człowieku zastanowił się nad sobą i nad światem, w jakim kierunku on zmierza. Wyjdź z tej ciemnicy, skieruj swoje kroki w stronę słońca. Idź ku światłu. Do Światła.
  I kiedy my tu zziębnięci i przysypani kwietniowym śniegiem, nad oceanem, jak relacjonuje komórką Kuba, na upartego można w tiszircie. I na tym polega wyższość Świąt Wielkanocnych nad Świętami Bożego Narodzenia. Albo na odwyrtkę. W telewizorze nieodmiennie tu nudne jak diabli relacje ze wszystkich niemal krajowych szos. Ilu to policjantów na trasach, ilu złapano pijaków, jak szybko jechali szaleńcy, jakie to straty  ponosi państwo, kiedy trzeba potem wypłacać odszkodowania za utracone zdrowie, albo nie daj Bóg, życie. Jakiś reportażyk z krakowskiego tradycyjnego odpustu Emaus na Salwatorze i z Rękawki pod kopcem Krakusa. To jeden z krakowskich kopców, ale o ileż on mniej znany od kopców Kościuszki czy Piłsudskiego, choć nieco bardziej od nowohuckiego kopca Wandy. Ta kopcowa specyfika Krakowa z pewnością dodaje miastu splendoru, ot choćby i dlatego, że kiedy niebo pogodne i dymy ustąpią i mgły, dojrzy i Tatry, i Babią Górę z Pilskiem, a cały Beskid Myślenicki na wyciągnięcie ręki. I Mogielica w Beskidzie Wyspowym na wschodzie - jest drugie miasto w Polsce z takim widokiem? Dlatego nie oddam Krakowa za żadne miasto na świecie, choć raz, drugi i trzeci chętnie stąd wyjadę, ale równie chętnie powracam. I wtedy sprawdzam, czy wszystko tu po staremu. Dziś odkryłem na Szewskiej nowy lokal, "Lwowska czekolada", gdzie sto różnych smaków czekoladowych i przeróżnych dziwadeł do wypicia, a na dodatek młode i ładne dziewczyny podające te czekoladowe cudeńka. Nie wiem, czy Lwów, to było czekoladowe miasto, czy to był jakiś tamtejszy specyfik, który sprytny Ukrainiec przywiózł dziś do Krakowa i zrobił z tego ciekawą nowość. Ale to ciekawostka dla starszych pań i panów, choć i młodzi przyjdą tu dla skosztowania. Ale nie sądzę, aby angole się tu pojawili, albo kibice z europejskiej piłki. Dla nich będą głębokie puby w Rynku i na Floriańskiej, na Grodzkiej i na Brackiej, gdzie "pada deszcz".
  Miasto trochę się boi tegorocznego czerwca, choć przecież nie odbędzie się tu ani jeden europejski mecz. Wystarczy, że przyjadą tu Włosi, Anglicy, że trenować będą na Cracovii i Hutniku i mieszkać w hotelach w śródmieściu - czatować będą na nich nie tylko kibice, ale także cała ta otoczka, co to dodaje barwy piłkarskim drużynom i zaświadcza o niesłabnącej popularności piłki i wielkich drużyn świata. Na Błoniach będą wielkie telebimy, wydzielone sektory dla kibiców, a cała ta wielka łąka zamieni się w jedno wielkie kibicowisko.
  I skoro o piłce rozprawiamy to powiem, że znana krakowska oficyna wydawnicza "Biały Kruk", z jej szefem Leszkiem Sosnowskim, wydała ciekawy album "Niepokój stadionów", autorstwa dwóch dziennikarzy sportowych Marka Bobakowskiego i Rafała Zaremby.  Ten stadionowy niepokój, aby tak łagodnie określić te wszystkie piłkarskie tragedie, miał swój początek na stadionie  Heysel w 1985 roku, gdzie jak piszą autorzy, "umarła piłka". Grały dwie wielkie drużyny, Liverpool I Juventus w finale Pucharu Europy,  na stadionie w Brukseli zginęło wówczas 39 osób. Nie jest ważne kto zaczął, istotne, że doszło do wielkiej tragedii, która dała początek całej  serii nieszczęsnych piłkarskich i kibicowskich wydarzeń. Przypomnę tu jeszcze, że kiedy zmarł Jan Paweł, skądinąd sympatyk piłki nożnej, w tym konkretnie Cracovii, zawodnicy tego klubu postanowili nawiązać do szczytnych idei sportu. Nie wyszło do końca. Raz i drugi może się nawet udało, ale kiedy nerwy biorą górę, bo chłopaki nie grają, a kibice przeciwnika docinają, od słów przechodzi się do rękoczynów. A wtedy policja, pałki, armatki wodne i atmosfera jak w oblężonym mieście. Dlatego od lat nie chodzę na piłkę. W dawnej Wiśle i Cracovii miałem nawet kolegów, chodziliśmy do jednej klasy, ale i mecze były wtedy spokojne. Pamiętam, że z moją małą wówczas Bietą, bo nie było jej z kim w domu zostawić, chodziłem na starą, jeszcze drewnianą Cracovię, gdzie klubowi kibicowali między innymi krakowscy znani aktorzy Tadeusz Wesołowski i  Marian Cebulski. W Cracovii grali wówczas Parpan i Radoń, w Wiśle Mordarski, Gracz, Kohut, Snopkowski. No tak, ale to było jeszcze grubo przed Heysel.

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka