Pierwsza, to ta uczciwa, pamiętająca, zapracowana. Patriotyczna, zapatrzona w Polskę i traktująca ją jako swój kraj. Kiedy głowę za niego nadstawi, oburzy się kiedy niedowarzony minister samorzutnie odda suwerenność obcemu mocarstwu, a dzieciom i młodzieży szkolnej odbierze lekcje historii, albo na bieżący użytek ją wręcz przeinaczy. Jedna Polska odda hołd Prezydenckiej Parze i ofiarom poległym w niewyjaśnionej do dziś smoleńskiej katastrofie, druga zadrwi z ofiar i wyśmieje pamięć. Uczciwa Polska wyjdzie w święto państwowe z biało-czerwoną i udekoruje nią balkon i okno, Polska byle jaka potraktuje ten dzień jako okazje do wypicia i wylegiwania się na łące. Jedna Polska stanie na baczność kiedy polska flaga wciągana jest na maszt i grany jest hymn narodowy, druga uda że tego nie widzi i zachowa się arogancko i wyzywająco. Lepsza Polska odciśnie się bólem, kiedy wydarzy się tragedia narodowa, jak ta z dziesiątego kwietnia przed dwoma laty, druga, ta bezczelna i totumfacka zadrwi z katastrofy i rocznicy, a jej przedstawiciele z najwyższej półki skwitują ją kilkoma słowami, albo wręcz obrócą w żart.
Prezydent Polski (mowa o Komorowskim) usunie krzyż pamiątkowy sprzed swojego pałacu, a niewydarzona i najgorsza w historii tego miasta prezydentka Warszawy, każe miejskim strażnikom usunąć kwiaty z ulic, którymi przejeżdża żałobny kondukt. I wykłóci się o miejsce na pomnik smoleński, usiłując storpedować każdą inicjatywę zmierzającą do zachowania narodowej pamięci wobec poległego prezydenta Polski. I to jest ta Polska najgorsza, szargająca uczuciami Polaków, nie mająca szacunku dla prezydenta, dla narodowych wartości, Kościoła, religii. Oczywiście, można nie lubić prezydenta, można nie lubić władzy jako takiej i nawet głośno wyrażać swoje niezadowolenie i niechęć, ale jeżeli władzę samemu się sprawuje i władzę tę otrzymuje się od społeczeństwa, to wtedy obraz staje się inny. Nie można wówczas, tak jak ro robił Sikorski, będąc ministrem spraw zagranicznych, wyśmiewać swojego zwierzchnika: podobnie jak to czynił Komorowski, jako urzędujący marszałek sejmu. Odpowiednie zachowanie zależy jednak nie tyle od sprawowanego urzędu, ile od klasy człowieka, poziomu umysłowego, i nawet nie tyle od jego wykształcenia, ile od tak zwanej kindersztuby. A tej wszystkim naszym - bez wyjątku - najwyższym przedstawicielom, najwyraźniej brakuje. Wystarczy przypomnieć gafy Komorowskiego, który pierwszy siadał na fotelu, podczas gdy jego goście - bodajże prezydent Francji i kanclerka Niemiec, stali. Nie wyobrażam sobie, aby podobnie mógł się zachować Lech.
Minęła druga rocznica katastrofy smoleńskiej. W Krakowie pamięć poległych uczczono uroczystą mszą święta w katedrze wawelskiej. Już dawno nie widziałem tak zatłoczonej katedry i takiej ilości kwiatów i wieńców na prezydenckim sarkofagu, jak w dniu dziesiątym kwietnia tego roku. A potem, u stóp Wawelu pod Krzyżem Katyńskim podniosła uroczystość patriotyczna, kiedy wspominano Prezydenta Kaczyńskiego i wszystkich zmarłych w katastrofie na sowieckiej ziemi. To może nie był do końca Katyń smoleński, choć pewne analogie wysuwają się tu same, ale z całą pewnością nie to była to normalna katastrofa samolotowa, kiedy maszyna się rozbija, a przyczyny wypadku są zrozumiałe od pierwszej chwili. Tu natomiast przyczyny od pierwszej chwili do dziś są nie tylko nieznane, ale wszelkie raporty wszelkich komisji wzbudzają tyle nieufności i zastrzeżeń, że sprawa od początku do końca jest całkowicie nieprawdziwa. Niejasności i zastrzeżenia są tak wielkie, jakie tylko wobec sowietów można wysuwać. Z całą pewnością nie była to ani brzoza, ani tym bardziej wina polskich pilotów, ani usterka maszyny. Po prostu był to zamach. Zamach sowiecki.wykonany z pełną świadomością, z dużym znawstwem, bo przeprowadzali go ludzie najwyższej próby. Tacy, co to zabijali czeczeńców, mordowali dzieci w Biesłanie i wysadzali w powietrze moskiewskie metro. Wcześniej mordowali Polaków w Katyniu i w Miednoje, mordowali Polaków w sybirskich łagrach, weszli na nasze ziemie siedemnastego września w trzydziestym dziewiątym i zrabowali nam pół Polski w układach w Jałcie i w Teheranie.
Niech nas Pan Bóg broni przed przyjaźnią z Rosją, Nie ważne putinowską czy stalinowską. Katarzyny carycy czy Piotra. Każda Rosja, nade wszystko ta czerwona od koloru swojej chorągwi, ale głównie od krwi, jest groźna. Układy gospodarcze i handlowe, może jeszcze kulturalne - tak. Ale zawsze patrzeć sowietom na ręce, nigdy się z nimi nie bratać. I nigdy więcej nie posyłać Pawlaka na układy gazowe, bo znów go sowieci wykpią i wmówią mu gaz po najwyższej cenie na świecie. I pilnować Tuska, aby się więcej nie ściskał z putinem. Chyba, że będzie facetem już całkiem prywatnym, to wtedy niech ryzykuje na własny rachunek.
348
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)