Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
300
BLOG

Zwyciężymy

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 4

Pamiętny dzień osiemnasty kwietnia sprzed dwóch lat. Rynek krakowski, i ten ogromny tłum, od wielu, wielu lat nie pamiętny w tym miejscu.  Kiedyś było podobnie, Jan Paweł odprawiał tu swoją papieską mszę.  Dwa lata temu dobrych kilka godzin przestanych przed telebimem, który pokazywał uroczystości pogrzebowe w kościele Panny Marii. I ta prawdziwa żałość. Bo ten kto przyszedł w tym dniu w to miejsce uczynił to z potrzeby serca, a nie z obowiązku czy z chęci pokazania się. Pogrzeb Prezydenckiej Pary. A kiedy orszak żałobny  zbliżał się do Wawelu, zabrzmiał Zygmunt. Zaś orszak był długi, bo laweta z trumną była już na wawelskim wzgórzu, gdy dopiero pustoszał Rynek.
  Osiemnasty kwietna w dwa lata później Tłumy zdążające do wawelskiej katedry. Są górale w swoich paradnych strojach, tatrzańscy, pienińscy, sądeccy. Są górnicy odświętni, na głowach czarne czapy z białymi pióropuszami.. Sztandary, kwiaty, powaga chwili. Na sarkofagu wieńce z narodowymi szarfami, są kwiaty także na sąsiedniej metalowej trumnie Marszałka. I niemal każdy odwiedzający to miejsce położy dłoń na prezydenckim alabastrze. To taki polski zwyczaj bratania się ze zmarłym, którego poważano i uznawano. Poczucie jedności z kimś, kto odszedł. Zaś na górze, na górze w katedrze uroczysta msza święta i głowa przy głowie. A po mszy cały ten tłum zgromadzi się, tradycyjnie już jak w każdą prezydencką miesięcznicę pod Krzyżem Katyńskim, gdzie już nieformalna, ale jakby obowiązkowa obecność.
  Pojawia się Jarosław, brat Lecha. I cały ten tłum skanduje jego imię, jest tak serdecznie witany jak ktoś, kogo się rzeczywiście lubi i szanuje. Owacjom - jak to się powszechnie mówi - nie ma końca, wreszcie zabiera głos. I dziękuje krakowianom i wszystkim przybyłym (a stawili się w tym dniu tłumnie przybysze z całego kraju)  za pamieć o Prezydencie i jego Małżonce. Za hołd, jaki im składają mieszkańcy  Krakowa, ale także liczni goście  zewsząd. Na transparentach są wypisane miasta i jest tu niemal cała Polska.
   Jarosław mówi krótko, po chwili pochód rusza Drogą Królewską na krakowski Rynek, gdzie główna dzisiejsza uroczystość. Obliczam obecność pod Krzyżem i pochód i potem wiec na Rynku  przy Ratuszu,  na dziesięć, dwanaście tysięcy osób. Na Rynku przemawia krótko Antoni Macierewicz, jest także owacyjnie witany, bo kto przyszedł w to miejsce, ten ma mocno określone swoje widzenie Polski i świata. A potem już tylko muzyka i bardzo swobodny ton. Jeszcze kupie płytę Kapeli znad Baryczy, płyta nosi tytuł "Nie oddamy wam Telewizji Trwam"i już jest mocno określona tożsamość samego spotkania rynkowego i samej kapeli. I tak trwa to spotkanie do późnej godziny nocnej, kiedy się kończy, strażak na wieży mariackiej wybija godzinę dziesiątą. Już czas do domu. Jeszcze na Floriańskiej i Szewskiej, na Grodzkiej zapewne podobnie i na samym Rynku, sporo młodych ludzi, którzy zapełniają kawiarnie i puby. Oczywiście nie mam nikomu za złe, że się bawi i pije, że znad kawiarnianego stolika popatrzy na tłum zmierzający na Rynek, wszak to wszystko zależy od nas samych, w jaki sposób obchodzimy rocznicę, o której każdy Polak powinien pamiętać. Ale przecież nie ma takiego obowiązku. Jest tylko nasza godność.
  Przed wojną, w szkole mówiło się na lekcjach o ważnych wydarzeniach państwowych czy historycznych, w rocznicę śmierci Marszałka, jego portret przewiązywano czarną wstążką, a w lutym, w imieniny Prezydenta (Ignacego Mościckiego) były obowiązkowe akademie szkolne, bądź organizowało się je w klasach. Dzisiaj jednak, przy obecnie rządzących uznano by ówczesny obyczaj za niestosowny i wręcz karykaturalny. Kiedyś czciło się osobowości i autorytety, dziś  kogóż będziemy fetować i urządzać im święto - miernotom, niedoukom, prostakom i ludziom, którzy Polakami są raczej z nazwy niźli z przekonania?  Wystarczy przypomnieć głośne tuskowe, że dla niego polskość to nienormalność. A prezydent? Tu ju bez komentarza. Takim okazywać poszanowanie, a dodać do tego to, co premier  uczynił z Polski i z Polską, to by graniczyło już z  odszczepieniem. Takiśmy los sobie wybrali, tak sobie naszą Polskę urządzamy, w jakiej powinno się nam najlepiej żyć. Osobiście wybierałem inaczej. Inaczej sobie mój kraj wyobrażałem i wyobrażam nadal i wciąż wierzę, że się jeszcze doczekam tej mojej, być może, wyidealizowanej i zbyt wydumanej Polski.
  Aha, powiem jeszcze że wczorajsza rynkowa kapela znad Baryczy śpiewała bardzo melodyjną i wpadającą w ucho piosenkę o moherowych babciach, jak to je kochamy.  I piosenkę o Lechu, dziękując mu za jego dokonania. Końcowe słowa "Cała prawica razem", to jakby motto całego wczorajszego dnia.
   Zaś hasło "Zwyciężymy", stało się zawołaniem krakowskiej środy.

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka