To są wszystko historie dobrze znane i mocno udokumentowane. Urzędowe pisma, fotografie, filmy. Listy, wspomnienia, pamiętniki. Mam na myśli historie polskich Żydów, w tym głównie krakowskich. Mieszkało ich w przedwojennym Krakowie 60 do 80 tysięcy, co jak na miasto blisko 300-tysięczne, sporo. Byli lekarzami, adwokatami, przedsiębiorcami, drobnymi sklepikarzami. Istniała w Krakowie dzielnica żydowska, Kazimierz, gdzie do dziś fragmenty starych kamienic pożydowskich, odnowione synagogi, atmosfera tamtych lat. Do września trzydziestego dziewiątego. Bo kiedy Niemcy wkroczyli do miasta, a to był bodajże piątek wrześniowy, wprowadzili surowe restrykcje wobec mieszkańców żydowskiego pochodzenia. Nakazali im nosić białe opaski z niebieską gwiazdą Dawida, aby krótko potem przeprowadzić operacje wysiedlenia ich z miasta. Na terenie dawnej żydowskiej dzielnicy, tego właśnie Kazimierza utworzyli getto i do maja czterdziestego roku trwała deportacja, Stłoczono żydów na niewielkim obszarze, każdemu z nich przydzielono dwa metry kwadratowe do zamieszkania, można sobie wyobrazić warunki, w jakich przyszło im żyć.
Niedługo jednak mogli się nacieszyć względną wolnością. Mogli się przynajmniej poruszać w miarę swobodnie w obszarze getta, oczywiście bez możliwości wyjścia poza jego mury. Ich małe fragmenty zachowały się do dziś na terenie dawnej żydowskiej dzielnicy. Potem zorganizowano dla nich obóz koncentracyjny w dzisiejszej krakowskiej dzielnicy, w Płaszowie, skąd etapami wywożono ich do obozów śmierci, najczęściej do Auschwitz. Oczywiście celowo wymieniam niemiecką nazwę miasta Oświęcim, bo używanie jej przez dziesiątki lat sprawiło, że wiele nieprzychylnych Polsce mediów zachodnich spopularyzowało określenie "polskie obozy koncentracyjne". Nic bardziej podłego.
Dlaczego piszę o żydowskiej tragedii lat drugiej wojny - otóż onegdaj w Stradomskim Centrum Dialogu, na Stradomiu u stóp Wawelu, swoje osiemdziesięciolecie obchodziła jedna z bardzo nielicznych dziś na świecie kobiet, którą ocaliła słynna Lista Schindlera. Wyjaśnię w paru słowach. Otóż Oskar Schindler, niemiecki przedsiębiorca utworzył między innymi w Krakowie fabrykę naczyń emaliowanych, w której zatrudnił przede wszystkim żydów, a działo się to właśnie na terenach krakowskiego getta. W ten sposób ów uczciwy niemiec uchronił od wcześniejszej wywózki do obozów śmierci wielu mieszkańców getta, w tym rodzinę Horowitzów. Dziś Bronisława Horowitz - Karakulska świętuje swoje urodziny i jest właśnie jedną z tych szczęśliwych kobiet, uratowanych przez Schindlera. Na kanwie powieści o tych wydarzeniach kilkanaście lat temu amerykański reżyser Steven Spielberg nakręcił w autentycznych plenerach głośny film "Lista Schindlera, gdzie opisano m.in. losy żydów krakowskich, Horowitzów.
Bronisława Niusia Horowitz - Karakulska jest żoną mojego serdecznego przyjaciela, jeszcze z lat gimnazjalno - licealnych, Tadzia Karakulskiego, lekarza, głębokiego humanisty i bywałego człowieka. Powróciły więc niedawno w owym Stradomskim Centrum wydarzenia tamtych lat wojennych, przywołano pamięć pomordowanych i zaginionych, tamte smutne lata i - w przypadku Horowitzów - szczęśliwe ich zakończenie. Uratowała się bowiem cała rodzina Horowitzów, dwoje dzieci i rodzice. Ryszard Horowitz, brat Niusi jest znanym fotografikiem i grafikiem, od dziesiątków lata mieszka w Nowym Jorku.
Nie mogę tu nie napisać o krakowskim profesorze medycyny, hematologu, ale jednocześnie pasjonacie historii krakowskich Żydów, doktorze Aleksandrze Skotnickim, który wydobył z całkowitego zapomnienia i niewiedzy wiele wątków z kart historii społeczności żydowskiej w Krakowie. To dzięki takim właśnie ludziom, mnóstwo pasjonujących i nieznanych szczegółów historii Polski odnalazło swoje miejsce na kartach ludzkich przeżyć. Pozwoliło poznać ludzi dziś często zapoznanych, zapomnianych, żyjących jakby na marginesie codzienności. Prawda, o Niusi Horowitz - Karakulskiej napisano sporo. Dowiedział się świat o losach polskiej społeczności żydowskiej, ale ileż jeszcze podobnych zdarzeń nie istnieje w publicznym obiegu?
Wiele wiemy o Henryku Sławiku, który w czasie wojny uratował na Węgrzech tysiące żydów? Istnieje w świecie nazwisko Roula Wallenberga, Szweda który uratował kilka tysięcy Żydów, ale czy świat dowiedział się w pełni o Sławiku?. Być może znajdzie się jeszcze jeden i drugi odkrywca, ale czas biegnie szybko i odchodzą ludzie, którzy sami sobą piszą historię naszego kraju. A co powiedzieć o amerykańskim pisarzu żydowskiego pochodzenia Grossie, który bezczelnie, kłamliwie i oszczerczo przedstawia losy polsko - żydowskie w czasie okupacji?
PS. Bardzo dziękuję. p. Karolowi, który przesłał cały ów wiersz prześmiewczy o historii Polski. Ciekawe to i śmieszne.
1050
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (6)