tutti capi, czyli szef wszystkich łobuzów, oszustów, pospolitych drani i ludzi bezhonornych. Jest taki facet w Polsce, który nie tylko sprawuje najwyższą władzę, ale także decyduje o państwie, o społeczeństwie, o ludzkich losach. Pozornie i prawnie najwyższą władzę sprawuje w tym państwie prezydent, ale patrząc na tego pana z wąsem z pałacu, to pusty śmiech, i jak mówią młodzi - jaja. On ma mniej więcej taką władzę, jak pokorny mąż w domu sekutnicy. Ale wystąpi przed kompanią honorową wojska, ucałuje brzeg sztandaru, nada tytuł profesorski, podpisze jakąś nic nie znaczącą ustawę. Praktycznie nie ma jednak nic do powiedzenia. Ani napisania. A jeżeli już, to zwykle z błędem ortograficznym. Usiądzie na fotelu nim to zrobi kanclerka Niemiec, Barakowi opowie jakiś głupawy dowcip o bigosie i niewiernej żonie, kiedy mąż jest na polowaniu. Po prostu strach go wysyłać za granicę. Bo po każdym takim występie patrzymy po sobie i nie bardzo wiadomo, co z takim fantem zrobić. Chyba niedługo wybiera się do Ameryki, niechby jego dwaj kapciowi z profesorskimi tytułami - jeżeli sami wiedzą - poinstruowali szefa, jak się trzeba zachować na salonach. Bo inaczej szykuje się taki sam obciach jak z tą bandą biłgorajską, co to rozsiadła się w sejmowych fotelach i dalejże obrażać i kpić z ludzi zacnych i zasłużonych, którym ci biłgorajczycy nawet sznurówek nie są godni zawiązywać. No tak, weszła banda na salony i dalejże używać sobie, bo już drugi raz taka gratka im się nie trafi. A ja zresztą wiem, czy naprawdę się nie trafi...
Ja jednak, mimo wszystko wierze, że ludzie już po raz wtóry nie dadzą się nabrać na tuskowe obietnice, tuskowe zapewnienia o zieloności na polskiej wyspie. Kiedy wszystko dookoła czerwone przede wszystkim, a na dodatek czarne i nieprzewidywalne. To za Tuska rozbroiliśmy armię, poległy wielkie państwowe cementownie, cukrownie, fabryki samochodów; sprzedały tuski PZU, i tak można by wyliczać wielkie firmy, które padły i albo wchłonęły je jeszcze większe giganty, lub po prostu zniknęły, bo zniszczył je rynek. Rynek zresztą sterowany przez państwo. To polski rząd zlikwidował słynną polską bibliotekę w Paryżu, która w przaśnych latach tak zwanego socjalizmu była najważniejszą chyba w świecie polską placówką kulturalną. No i słusznie, po czorta jakieś książki, jakieś naukowe prace, spotkania, patriotyzm na obczyźnie - jak to chwilę temu jakiś dziennikarz w dyskusji w tv na temat współczesnej Polski powiedział "ten nieszczęsny polski patriotyzm". To wiesz pan co, chciało by się odpowiedzieć, jedź pan do północnej korei i tam głoś swoje poglądy, dopuszczą cię może do mauzoleum kir im sena.
Będzie jednak jeszcze gorzej i jeszcze głupiej. Do nauczania w szkole historii Polski dopuszczono podręcznik, gdzie młody człowiek dowie się, że bolszewików cechował szacunek do innych narodów, ale za to nie dowie się kto tak naprawdę zamordował tysiące polskich oficerów w Katyniu; kto tak naprawdę wywołał wojnę w trzydziestym dziewiątym, czy przypadkiem nie maczali w tym palce Polacy. Takiemu uczniowi pomyli się Powstanie Warszawskie z Listopadowym, a powstanie w getcie będzie uważał za najbardziej bohaterski czyn polski w czasie drugiej światowej. Będzie wszystko wiedział o szpionie sowieckim Świerczewskim, ale nie powie ni słowa o generale Sosabowskim i walkach jego dywizji spadochronowej na frontach zachodnich. Czy Polska dba o wojenny polski cmentarz pod Monte Cassino, jeszcze niemal wczoraj straszył zaniedbaniem, rozsypanymi grobami i kruszącym się cementem. Opowiadał mi Andrzej z Nowego Jorku, jak to raz i drugi wybrali się z kolegami do Arnhem, aby uczcić pamięć naszych żołnierzy, którzy poginęli tam z głupoty brytyjskiego marszałka Montgomery'ego, który wysłał polskich spadochroniarzy "o jeden most za daleko".. I nie była to, w przypadku Andrzeja, wycieczka samochodowa, ale autentyczny bieg i marsz, bo tak postanowili uczcić pamięć bohaterskiego generała i jego równie bohaterskich żołnierzy. Zaś po wojnie, po wojnie generał osiadł w Anglii, gdzie brytyjczycy dali mu, w nagrodę za męstwo i sprawne dowodzenie, posadę robotnika. I co, warto było angolom służyć, nadstawiać karku i prać szkopów w Bitwie o Anglię, jak to robiły polskie dywizjony lotnicze, skoro wcześniej te same angole, razem z żabojadami zdradzili nas podle w trzydziestym dziewiątym. Aby potem któryś z francuskich prezydentów miał odwagę i czelność powiedzieć o Polakach, aby "lepiej siedzieli w kącie i nie zabierali głosu". A kto wam francuziki pomagał dawać nogę z Dunkierki, kto wam - aby nieco frywolniej - naprawiał wanny i krany i niańczył francuskie dzieciaki ...
" Pośrodku obcych ludów, gdzie często w obozie / zanucili te piosnkę i poszli w kraj świata; / Przywodzą na myśli długie swej wędrówki lata..." Oczywiście,"Pan Tadeusz"
227
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze