Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
293
BLOG

...jak to - nie ma gdzie iść

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 0

Na sąsiedniej ulicy na jednej z kamienic ciekawy napis: "... tyle k... dróg pobudowano, a nie ma dokąd iść". Nic bardziej mylnego. I drogi są, i jest dokąd iść, i nigdy się nie znudzić. Z Jurkiem, niedawno jeszcze w krakowskiej telewizorni,  wybraliśmy się w Małe Pieniny. W odróżnieniu od Pienin, gdzie słynne Trzy Korony nad przełomem Dunajca, ich mały odpowiednik chyba mniej nawiedzany, a przez to i sympatyczniejszy.  Samochodem do Szczawnicy, stamtąd busem do wąwozu Homole, gdzie już znakowanym szlakiem na Wysoką. Niby to małe Pieniny, ale daj Boże! Wyjście na Wysoką - a sporo jej brakuje do tysiąca metrów - dało niezłą szkołę. Stromo, kamienisto, ale za to widok ze szczytu, jakby z nieba samego. Wszystkie góry dookoła. Jest Beskid Sądecki z Radziejową i Prehybą (dwa lata temu tam z Kubą), po przeciwnej stronie cały niemal łańcuch Tatr, one jakby zawsze zaśnieżone. Ale jest i Kasprowy  jak się dobrze rozejrzeć, a potem potwierdzić to w lornetce.
  Prawda, zawsze w górach pod górkę, ale one po to są. I jak powiedział kiedyś JP2, "Po górach chodź zawsze tak, aby nie gubić znaków". Sądzę, że miał na myśli całe nasze życie, gdzie dobrze mieć i znaki i konkretne drogowskazy. Zaś schodząc z Wysokiej grzbietem Małych Pienin do Palenicy i potem już w dół do Szczawnicy, idzie się większą część trasy pięknymi pienińskimi polanami. One tylko w tych górach tak bardzo specyficzne i pewnie dlatego tyle tutaj owiec podhalańskich, które - jak się skończy lato - pójdą w redyku na swoje miejsce na Podhalu i Podtatrzu. Tu przychodzą ze swoimi juhasami i bacą na całe lato, bo nie ma chyba w Polsce lepszej trawy, niż ta w Małych Pieninach. Pilnują kierdela białe owczarki, i niech no tylko któraś z owieczek oddzieli się od stada, zaraz pies wskaże jej miejsce w ordynku.
  A z Wysokiej całym grzbietem Małych Pienin, wzdłuż granicy polsko - słowackiej do auta w Szczawnicy. Ta granica w prl była pilnowana tak sobie, niemniej rygor panował surowy. W tamtych przaśnych latach peerelowskich przyjaciele przysiedli na szlaku dziesięć, może dwadzieścia metrów po drugiej stronie granicy i pech chciał, że zastał ich tam patrol wopistów. Nie było zmiłuj. Cała czwórka zeszła pod strażą do stanicy w Szczawnicy, gdzie spisano odpowiedni protokoł, odpowiednio postraszono ludzi i lekko przerażonych puszczono wolno. A mogło się skończyć i więzieniem. Dziś pełny komfort w całej Europie. Ona otwarta niemal dla wszystkich. I to jest cudowność Schengen.
  Jeszcze  Amerykanie jakby się na nas uwzieli. Jesteśmy jednym z nielicznych już krajów w Europie, gdzie obowiązują nas wizy. Najpierw uciążliwe wypełnienie w języku angielskim obszernego wniosku wizowego, gdzie trzeba podać do kogo się leci, po jaką cholere i sto innych tego rodzaju pytań.. A tam, po drugiej stronie oceanu, muszę stać w długiej kolejce i spowiadać się oficerowi emigracyjnemu i odpowiadać na podobne pytanie, jak tu na miejscu, na ulicy Stolarskiej.  I odbijać palce na jakiejś płytce. Kiedy jednocześnie tysiące Meksykanów, na ogromnie długiej i nie do upilnowania granicy przechodzi  nielegalnie i potem rozpierzcha się po całej Ameryce. Pracując na czarno, a jednocześnie kiedy zdarzy się wypadek, ludzie ci objęci są opieką lekarską. Nie moja to sprawa, niemniej wizowo jesteśmy jakby z drugiego świata, obywatelami gorszej kategorii i żaden z dotychczasowych prezydentów nie potrafił lub wręcz nie chciał zaliczyć Polski do strefy bezwizowej. Mimo, iż amerykańska Polonia to wielka grupa etniczna, a Polska jak mało jaki kraj w Europie, a może i w świecie, bardzo mocno sympatyzuje z jankesami.
  Kiedyś, przed laty, kiedy Wałęsa uosabiał sobą wolną Polskę ( a był taki czas w ogóle?), gdzieś na totalnym zadupiu amerykańskim bezzębna staruszka sprzedająca świecidełka na straganie, słysząc obcą mowę zapytała - a wy skąd? Z Polski - odpowiadamy. A ona: O, Walesa, Walesa.
  Z ostatnich amerykańskich prezydentów, jedynie Ronald Reagan odniósł się do sprawy polskiej z wizją wielkiego politycznego stratega i wizjonera.  I przyczynił się bez wątpienia, jak mało kto w naszej historii, do powstania Polski, w jakiej dziś żyjemy. A potem z tamtej strony były już tylko obietnice, pouczenia i poklepywanie po plecach. Ale też prawda, że nie było tu męża stanu, który potrafiłby uzyskać dla Polski status państwa, z którym świat musi się liczyć.Gdyby sądzić po stanie w jakim dziś jesteśmy, to na nic lepszego nie zasługujemy. Komorowski, Tusk, Graś, Nowak, Kopaczowa?

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka