To już nawet w lesie nie jest bezpiecznie? Kilka dni temu w Ojcowskim Parku Narodowym, jednym z najmniejszych obszarowo parków w Polsce, zginęła dwunastolatka, uczestniczka szkolnej wycieczki. Upadło na nią drzewo i śmiertelnie ją przygniotło. Przyroda, zaniedbanie, przypadek? Wszystko na raz Przyroda tak, bo jest nieobliczalna. Zaniedbanie tak, bo parkowa straż powinna pilnować turystycznych szlaków parkowych. Przypadek tak, bo dziewczynka znalazła się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. Trudno przewidzieć kogo obciąży się tą śmiercią. Tragedia, bo zginął młody człowiek.
A przecież każdego dnia o tej porze roku tysiące, ba, może i miliony ludzi wydeptuje górskie szlaki, pływa łodziami po wodnych trasach Polski, penetruje lasy, a małe awionetki zlatują z nieba. Zaś kiedy zaczną się wakacje, to wszystko się tu zwielokrotni. Będzie bezpiecznie? Jeżeli każdego polskiego weekendu policja zatrzymuje już nie dziesiątki, ale setki pijanych kierowców, jeżeli alkohol stał się nieodłącznym towarzyszem wszystkich wypraw samochodowych, górskich, wodniackich, to już wszędzie dopatrzymy się polskiej bezmyślności, głupoty, niedouczenia. I dlatego świat może nie tyle gardzi Polakiem, ile ma go często za bezrozumnego, chytrego faceta, co to tylko patrzy, jak by tu kogoś wykolegować, okpić, oszukać. To dlatego sowieci zawłaszczyli sobie smoleńskie śledztwo i kłamią nim, kombinują, aby tylko ukryć swoją winę i obciążyć nią oczywiście Polskę. To dlatego w Polsce tylu kombinatorów, poczynając od Tuska, skończywszy na tych wszystkich nowakach, co to wmawiali Polakom budowę autostrad, a skończyło się na polnych drogach, którymi donikąd dojechać. I na kolejach, co to się spóźniają, albo w ogóle nie odjeżdżają z początkowych stacji.
I potem Obama, nie tyle Barack ile burak powie o "polskich obozach koncentracyjnych", kiedy pośmiertnie odznacza jednego z najwybitniejszych Polaków tamtych czasów, Jana Karskiego. Litwini gnębią polskie mniejszości, odmawiając Polakom polskich nazw ulic i nie uznając polskich nazwisk. Ukraińcy pomiatają Polakami na dawnych polskich terenach, dziś jakoby ukraińskich. Jednocześnie mieszkające tu, w Polsce, mniejszości ukraińskie, słowackie, czeskie, niemieckie i jakie tam jeszcze, cieszą się pełnymi prawami. Wydają swoje gazety w ojczystych językach, mają swoje stowarzyszenia, kluby, są wręcz dofinansowywane przez polskie władze.
Barack Obama może nawet nie pamiętać, że stosunkowo niedawno był w Polsce, w Warszawie, a jego świta od tygodni sprawdzała wcześniej wszystkie sąsiadujące z drogą jego przejazdu ulice, place, domy, a hotel był otoczony niemalże zasiekami z drutu kolczastego.Ale tak się dba o swojego przywódce. To tylko Polacy, a konkretnie dzisiejsi Polacy, mogli wysłać swojego prezydenta do sowietów bez odpowiedniego przygotowania, zabezpieczenia, jakby nie wiedzieli, dokąd on się udaje i jak ten kraj dba o swoich gości. I zadbał podług swojego uznania. Prezydent powrócił w trumnie, zaś "gospodarze" tamtej wizyty do dziś nie oddają nam wraku samolotu i jak mogą, tak utrudniają polskie śledztwo, przy pełnej aprobacie polskiego rządu. Taka jest Polska 2012..
Zaś obozy koncentracyjne nie są ani nazistowskie, ani hitlerowskie. Są niemieckie.
A my wiemy, jak Szwedzi upominali się o swojego Wallenberga, kiedy ten zaginął w czasie wojny gdzieś w sowietach. Był Wallenberg bohaterem tamtych czasów, ratując tysiące żydów przed śmiercią. A nasz Sławik, na pół węgierski, choć Polak z krwi i kości, który ratował, podobnie jak ów Szwed nie swoich przecież żydów przed niemiecką eksterminacją? A Sendlerowa, a Pilecki - małoż to było Polaków bohaterskich, o których już dziś coraz ciszej. A podkarpacka rodzina Ulmów, prosta wiejska rodzina, która tak bohatersko poległa w obronie nieznanych sobie żydów. I trzeba o tym wszystkim mówić, przypominać, ponawiać wydawnictwa o nich, wręcz stawiać im pomniki.
Dlatego wart jest wysokiego uznania krakowski Park Jordana, gdzie popiersia wielkich Polaków, jest tych nie wielkich pomników ponad sto. Ostatnio odsłonięto popiersie Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka", bohatera Polski Podziemnej, podobnie jak tysiące i miliony Polaków, bandycko oszukanego przez sowietów i w następstwie tej podłości, zamordowanego w Moskwie. Tak "bracia Moskale" traktują do dziś swoich zachodnich sąsiadów, uważając ich często nie tylko jako "bliską zagranicę", ale wręcz jako przedmiot mało szczególnego poważania. A my się na to potulnie zgadzamy, zaś pamiętliwa Polska ma w pamięci ów szczególny uścisk Tuska z putinem nad grobem poległego Prezydenta. Zaś wracając do Parku Jordana, to są tam już między innymi popiersia wielkich Polaków niedawnych lat: Leopolda Okulickiego, Stanisława Maczka, Augusta Fieldorfa "Nila", Ryszarda Kuklińskiego. Władysława Andersa, Zbigniewa Herberta.
O "Obławie Augustowskiej" coraz ciszej i zapewne za tego rządu nigdy nie się dowiemy, co stało się z kilkuset polskimi żołnierzami - więźniami zamordowanymi tuż po zakończeniu wojny na Mazurach, gdzie czasy były wyjątkowo trudne. Mazurskie tamtejsze rodziny uważano za niemieckie i brutalnie się z nimi obchodzono. A niejako "przy okazji" wymordowano setki polskich żołnierzy podziemnych. Jak Inkę Sidzikównę od "Łupaszki", niby sądownie skazaną, a zastrzeloną osobiście przez ubowca.
209
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)