Nie wiem, czy Komorowski nie przechlapał swojej prezydentury. Jego nieukrywana radość, kiedy Błaszczykowski zdobył bramkę dla polskiej drużyny, może przekreślić cały "polityczny dorobek" tego pana. Bo to może nie spodobać się carowi. Po cholere, panie Komorowski, okazywałeś pan tyle zacietrzewienia i kibicowskiej pasji, kiedy Polska objęła prowadzenie i aż podskoczyłeś na swoim stadionowym siedzeniu. Po czorta ci to było. Tyle lat udaje ci się zachować polityczny umiar, tak bardzo dbasz o wyważone (czyt. lokajskie) stanowisko w każdej polsko - sowieckiej kwestii, a tu masz! Jedna bramka i wszystko mogą diabli wziąć. Ale pal sześć panie Komorowski, to nie nasza strata. Wręcz przeciwnie.
Błaszczykowski wpisał się na swoistą listę polskich bohaterów. W piłkarskich annałach zostanie zapisana jego bramka, co więcej - dał nadzieje Polakom. Że można wygrać z sowietami. Że energia, pasja i chęć walki, talent i współpraca z całą drużyną mogą przynieść wielkie rezultaty. Wiem, że nie można tak do absolutu niemalże, przekładać spraw sportu do polityki i odwrotnie. Że to pozostałość tamtych czasów, kiedy sowiet musiał wygrywać na każdym polu, a w polityce i sporcie przede wszystkim. Wiem, że to niedobra spuścizna tamtych lat. I to oni, sowieci przenieśli tamten obyczaj na nasz grunt, a myśmy to przejęli jako inwentarz dobrych nadziei. Akurat sport, jeżeli już nie całe życie nasze codzienne, powinien być wykładnią uczciwości, dobrych manier i obyczajów. Ale gdzie tam! Kiedy weszły do sportu pieniądze, potem polityka i krętactwo, sport stał się, jak wszystko na tym świecie jeżeli nie domeną, to na pewno w wielu przypadkach ostoją dla wielu kombinatorów i wydrwigroszy. Ale o ile zawodnikom to nie uchodzi, ujdzie tak zwanym działaczom. Sport jest wymierny. Nie da się oszukać metra i stopera. Można jedynie publiczność, kiedy poda się nieprawdziwy wynik lub napisze komentarz nieprzystający do tego, co działo się na boisku. W przypadku o którym mówimy, nic nie da się oszukać. Po prostu polska drużyna - choć wynik był remisowy - była lepsza od rosyjskiej, bramka Błaszczykowskiego najwyższej klasy, a widowisko przednie.
Niestety, przykładamy do wszystkich polsko - sowieckich spotkań, czy to w sporcie, w gospodarce czy w polityce inną miarkę. Lata oszukaństw, poniewierki, zbrodni i zakłamania wywarły swoiste piętno na polsko - rosyjskiej czyli sowieckiej współpracy. Stworzyły klimat nieufności i założenia z góry, że z tym krajem nie może być uczciwych stosunków i normalnej współpracy. Bo zawsze będziemy pamiętać siedemnasty września trzydziestego dziewiątego, łagry na północy, augustowską obławę, proces szesnastu w Moskwie i miliony Polaków zamęczonych na nieludzkiej ziemi. Gospodarkę tuż powojenną, kiedy sowieci wywozili z Polski te resztki, jakie pozostały po niemieckiej okupacji. Wiem, musimy dziś współpracować z sowietami na wielu polach, wymaga tego nie tylko polska gospodarka i polityka, ale także chęć ułożenia w miarę normalnych stosunków z dużym europejskim krajem. W tak zwanej Polsce ludowej wszystko było na opak, przede wszystkim zaś wasalność wobec wschodniego sąsiada i podporządkowanie we wszystkim. Z czasem się to skończyło, choć tu i ówdzie tamte ciągoty pozostały. Warto jednak zapamiętać słowa Józefa Piłsudskiego:" Polska będzie wielka, albo nie będzie jej wcale".
Dziś Polsce do prawdziwej wielkości wiele brakuje. Przede wszystkim wizji kraju. Niepodległego we wszystkim. W niezależnej polityce, w rozsądnej gospodarce, w stosunkach polsko - polskich. W oświacie, w której poczesne miejsce musi zająć historia własnego kraju, w kulturze, gdzie genitalia na krzyżu będą napiętnowane, a "Dama z łasiczką" udostępniona dla wszystkich. W prawie i w polityce, kiedy smoleńskie śledztwo będzie uczciwe i wykaże nie tylko nieporadność obecnej władzy w dojściu do prawdy, ale także wykaże jej współodpowiedzialność za katastrofę i skandaliczne, aby nie powiedzieć zbrodnicze zaniedbania w prowadzeniu całej sprawy. A polski związek piłkarski, pod wodzą Laty nie będzie rugował ze stadionów transparentów z imieniem Jana Pawła i usuwał korony z orzełka.
Wrócę jeszcze na moment do meczu. Sądzę, że w tym dniu i o tej godzinie polskie ulice opustoszały, kto mógł, ten siedział przed telewizorem,
wpatrywał się w ekran i zanosił modły o dobry wynik. Nie ma innej dziedziny życia, która by miała taką siłę oddziaływania, jaką ma sport. O tuskach, grasiach i innych rostowskich zapomnimy nazajutrz po ich obaleniu. O Kusocińskim, Marusarzu, Sidle, Królaku, Kozakiewiczu, Cieśliku, Szewińskiej, Małyszu będziemy pamiętać jeszcze przez długie lata. Zarówno w trudnych czasach, jak i w dobrych latach sport zawsze jest jednakowy. Politycznie niezależny (chyba, że będzie to wyścig pokoju - pamiętamy?, lub mecz piłkarski Polska - cccp dawnych lat), z adrenaliną w tle.
I coś z dobrych obyczajów. Kiedy Kuba z Kristen wracali do Nowego Jorku lotowskim boeingiem, maszynę prowadził kapitan Wrona. Kiedy przedstawił się pasażerom były oklaski na pokładzie, a gdy na lotnisku JFK żegnał pasażerów, Kuba poprosił go o autograf na bilecie, z uśmiechem się podpisał. Natomiast tuż po zakończeniu meczu Kuba przesłał mi esemesa: "gratuluję remisu".
402
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)