Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
176
BLOG

Jackowy Lwów

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 0

Nie jestem do końca pewien, czy piłka istotnie zdominowała naszą codzienność.  Nie jestem fanem, ale sympatykiem piłki na pewno, w Krakowie mam swoją Cracovię, ale także bez cudów.  Natomiast kiedy zestawiam tu te dwa wielkie stadiony piłkarskie - niedorobiony i totalnie spieprzony stadion Wisły i kameralny, piękny stadion Cracovii naprzeciwko, po drugiej stronie Błoń,  w projekcie hiszpańskiego architekta, to są to niemalże dwa światy. Niestety - w piłce także. Wisła w ekstraklasie, Cracovia z niej w tym roku spadła i na pewno z każdym rokiem coraz trudniej będzie do niej wejść z powrotem. Ale niech się tym martwią działacze, właściciel i sami piłkarze. A przy okazji i kibice klubowi.
 Na Błoniach zorganizowano strefę kibica. Jakieś namioty, zatrzęsienie samochodów strażackich i policyjnych i z tego nic nie wynika. Jeden ekran gdzieś pośrodku wielkiej łąki, jakiś jeden i drugi kiosk z czymś tam - i to wszystko. Nie ma wielkiej atmosfery, nie czuje się wielkiego piłkarskiego święta, często derby obu krakowskich klubów wywołują.większą emocje. Trochę fanów pokręci się koło hotelu w centrum miasta, bo tam mieszka jedna z drużyn, ale żeby jakieś większe sensacje? Co to, to nie. Czy szkoda, że nie ma euro w Krakowie? Osobiście tego nie  żałuję, szkoda mi jedynie tej ogromnej promocji miasta, jaka wynika jakby sama z siebie. Z samej obecności wielkiej piłki.
  Tymczasem Jacek wydawca zrobił sobie z kumplem rajd po piłkarskich boiskach. Był we Wrocławiu, Warszawie, pojechał i do Lwowa na mecz Dania - Portugalia.Te dwa pierwsze miasta, to my dobrze znamy, natomiast Lwowem jest Jacek zachwycony. Samym miastem i piłkarską atmosferą. Mówi, że choćby dla niej warto było przejechać samochodem tych kilkaset kilometrów w jednym dniu. Mecz równieź wspaniały, ale dla samego klimatu tego polskiego miasta, spojrzenia po wielu, wielu latach na gród, który choć dziś na Ukrainie, to jednak polskość z niego wyziera na każdym niemal kroku. Lwów mówi po polsku i po ukraińsku, a mnie się przypomniało w tym momencie spotkanie, jakie prowadziłem niedawno z okazji promocji lwowskiej książki moich dwóch przyjaciół, Szumańskiego i Macedońskiego, obu zatwardziałych lwowiaków. I ta lwowska publiczność, wsłuchana w książkę i w każde słowo o Lwowie. Nie tyle dzisiejszym, ile tym z przedwojnia i z lat okupacji. Wydaje mi się, że jest to jedyne polskie miasto, które wywołuje u jego rodaków tak wielkie emocje i wspomnienia. Nie wiem, gdybym się znalazł na całe lata poza Krakowem, bez możliwości odwiedzenia go choćby okazjonalnego - może też bym miał podobne odczucia.
  Gościłem niedawno starsze małżeństwo z Ameryki, z jej drugiej strony, z Los Angeles. Nim przyjechali do Krakowa, wcześniej byli w Norwegii i w Szwecji, do Krakowa przylecieli z Paryża. - Nie ma w Europie drugiego tak pięknego miasta jak Kraków - powiedzieli nazajutrz.. Oprowadziłem ich po starym mieście, wpadliśmy także na Wawel, i na zakończenie zwiedzania, oczywiście na Kazimierz. I tam na placu Nowym, na terenie dawnego getta przysiedliśmy na kawie. I pytania - skąd tyle nienawiści u Niemców do innego narodu, skąd Auschwitz, dokąd oczywiście moi Amerykanie pojechali z Kubą. Skąd tyle zbrodni w tym narodzie. Przypomniałem przy okazji te głupie słowa Baraka o polskich obozach koncentracyjnych, przyznali że w tej sprawie akurat nie można się mylić ani na słowo.
  A wczoraj wieczorem w tv wajdowski "Katyń". Widziałem ten obraz na dużym ekranie, wczoraj również na małym robi wstrząsające wrażenie. Nie wiem który nacjonalizm bardziej zbrodniczy, jeden i drugi warte są siebie. I jak pisze Nałkowska, niemiec walił obuchem, ale jeżeli obuch nie trafił, to można się było skryć pod ziemię i tam żyć jak człowiek; sowiet nim zamordował, to trawił duszę i bestialsko się nad nią znęcał. Aby w chwilę później zamordować nahajem, głodem, strzałem w tył głowy. Taka jest końcowa scena wajdowego "Katynia".
   Rozmawiałem chwilę wcześniej o kibicowskich rozróbach w Warszawie i bójkach polskich i sowieckich kiboli - i pytanie: skąd tyle agresji po obu stronach? Po pierwsze - piłka od zawsze wywołuje skrajne emocje, po drugie - my po prostu nie lubimy rosjan. I prawda, nie mamy ich za co lubić, aby tylko wspomnieć o latach nam współczesnych i sowieckich doświadczeniach. Niemniej polityka i historia przydzieliła nam to sąsiedztwo, więc nolens volens, trzeba się z nim pogodzić. A w piłce, w sporcie, w gospodarce i w polityce patrzmy im na ręce. I zgodnie z tym, co powiedział kiedyś Churchill, nie można sowieta zostawić samego w kuchni, aby przyprawiał nam zupę...
 A jutro wieczorem cała Polska przed telewizorem, mecz z Czechami o wszystko. To niby tylko piłka, ale jakoś byłoby głupio przegrać i odpaść z grupy, skoro jest się gospodarzem mistrzostw. Po prostu nie uchodzi. Ale jeżeli, co nie daj Bóg przegramy, to także nie trzeba robić z tego tragedii. Przed laty byłem w Sztokholmie na mistrzostwach świata, i widziałem Pelego w akcji w meczu bodajże ze Szwecją. Taki chłopak rodzi się raz na stulecie, na naszą miarę mamy Błaszczykowskiego...

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka