Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
154
BLOG

Co kto lubi

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 0

Mówią, że lato gorące. Że słońce, upaliczność, że nie ma czym oddychać. A jakież ma być lato, jak nie takie jako ono jest dziś!. Ma być słońce, ponad trzydzieści celzjuszów, ma być tak, aby ciepła w sobie przechować na całą jesień i pół zimy. Drugą połowę przebidujemy czekając na wiosnę.
   Lato jest gorące nie tylko klimatycznie, gorące jest także wizerunkowo. Aż trudno uwierzyć, ale czytam, że euro kosztowalo nasz biedny kraj 25 miliardów złotych, ale co wezmę do ręki jakąś informacje, to kwoty są tu tak różne, że nie bardzo wiadomo komu wierzyć.  Jedna wiadomość, że 110 miliardów złotych, z tego 5 miliardów na stadiony, reszta na drogi i całą pochodną tak zwaną infrastrukturę. Inne wyliczenie, to  2 miliardy kosztował stadion narodowy, ten we Wrocławiu miliard, w Poznaniu nieco mniej, podobnie stadion gdański. Utrzymanie roczne niewiele tańsze, a zakładając że w ciągu roku przyjedzie Madonna, innym razem jakiś inny bitles, to starczy akurat na opłatę dozorcy. Rząd się napuszył jak za przeproszeniem kogut przed, bo Polska miała wizerunek w świecie, jakiego do tej pory jeszcze nie było.
  Sportowo przegrała piłkarska Polska z kretesem. Przegrali kibice, co to Bóg wie co sobie obiecywali po występie naszych mistrzów.  Sportowo Polska przegrała, wizerunkowo Polska się spodobała za sprawą taniego piwa, ładnych dziewcząt i dobrego klimatu.  Włosi byli zachwyceni Wieliczką, zaś główny trener opactwem w Tyńcu, dokąd wybrał się piechotą, co mu benedyktyni odwzajemnili wicemistrzostwem.  Nam jako gospodarzom mistrzostw bardzo to miłe, ale nie do końca o to chodziło. Wizerunek za grube miliardy, to nie sztuka. Prawda, reklama kosztuje. Nawet te wszystkie teneryfy i inne barbadosy wydają bajońskie sumy na swój wizerunek i im się to wszystko wcześniej czy później zwróci, ale czy te nasze miliardowe złotówki zasilą na powrót państwową kasę? Nie sądzę. Był to najdroższy wizerunek naszego kraju, jaki się współcześnie wydarzył i teraz tylko wypada się zastanowić, czy rzecz była tego warta. Może gdyby polscy piłkarze zostawili po sobie jakiś znaczący ślad w mistrzostwach, gdyby wyszli z grupy i tam zawalczyli, być może inaczej byśmy patrzyli na ten polski sportowy czerwiec.
   Stało się inaczej. Występ smudów był samą żałością, już nawet ten gol Błaszczykowskiego tak spowszedniał, że go dziś już nikt nie pamięta. Obawiam się, że w ten sposób większość z nas odebrała niedawną  polską europejską piłkę, a że zamarzyła nam się piłka światowa bodajże w roku dwa tysiące dwudziestym piątym. to tylko pozazdrościć Lacie. Załapie się prezes na kolejne kilkadziesiąt tysięcy złotych premii, aby po ich otrzymaniu stwierdzić, że on nie jest przespawany do stołka i w każdej chwili może ustąpić. Z tym że może, ale nie musi.
   Jest jeszcze stwierdzenie: nie powinien. Nie powinien otrzymać honorowego medalu Krakowa rzekomy profesor  Bartoszewski. Jedynie co szanuje dziś w tym panu, to jego bardzo podeszły wiek i jednocześnie bardzo witalny wizerunek. Prawda, ma swoje zasługi dla kraju i tego mu nikt nie odbierze, ale kiedy ten człowiek wyzywa Polaków od bydlaków i bydła. to nie mam ani krzty poważania dla kogoś takiego. Już pomijam, że on dla mojego miasta literalnie nic nie zrobił, a że tutaj mieszkał przez kilka miesięcy tuż po wojnie, to nie ma to najmniejszego znaczenia dla sprawy, Rzecz jest szyta najgrubszymi nićmi przez politycznych cmokierów z platformy i jednocześnie tak wstrętna, jak wstrętne jest wykorzystywanie na każdym kroku swoich niecności. Władza korumpuje, ale władza absolutna korumpuje absolutnie. Ostatni premier przedwojennej RP, generał Sławoj Składkowski pozostawił po sobie słynne sławojki. które trochę ucywilizowały polską wieś. Tuskowe orliki, to bardziej polityczny humbug, niźli rzeczywista rzeczywistość, aby się posłużyć takim neologizmem. Na orliki wyjdą chłopaki raz na jakis czas, do sławojek  chodzi się stale.
   Bardziej od orlików potrzebne są Polsce drogi, tory kolejowe i na nich szybkie pociągi. Pięćdziesiąt lat temu z Krakowa do Katowic jechało się godzinę i czterdzieści pięć minut, dziś dwie i pół godziny. Tak zwana luxtorpeda, która kursowała przed wojną na trasie Kraków - Zakopane,  150 kilometrów pokonywała w niecałe trzy godziny, jak długo jedzie dziś pociąg po tych samych torach? Krakusy nie jeżdżą do Zakopanego pociągiem, ale busem za dwadzieścia złotych w ciągu  niecałych dwóch godzin, własnym autem w podobnym czasie, acz nieco drożej. Osobiście nie przepadam za tym miastem, a jeżeli już w Tatry, to albo z ominięciem Krupówek przez Podczerwone, albo od Nowego Targu przez Bukowinę i dalej w kierunku Morskiego.
   Chociaż ja wiem? Wszyscy lubimy jednak Zakopane, więc chyba i je je lubię...

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka