Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer
466
BLOG

Twarzą do wiernych

Zbigniew Ringer Zbigniew Ringer Polityka Obserwuj notkę 1

To dziwny kraj. Gdzie można spokojnie kraść miliony i uchodzić za szanowanego biznesmena, ale za kostkę białego sera wyniesionego chyłkiem z kauflandu, można dostać sądowy wyrok. Te bezeceństwa, jakie wyprawiają prokuratorzy i sądy uchodzą płazem im wszystkim, mało tego, cieszą się te instytucje społecznym szacunkiem. Mało tego, nie daj Bóg wyrazić się o przedstawicielach tego gatunku nieprzychylnie. Bo gatunek jest pod ochroną, ma z góry tak zwany społeczny mandat zaufania, i jest jak szarotka tatrzańska. Pod ścisłą ochroną. Stąd też rozrabiają oba gatunki ile wlezie bo wiedzą, że im nikt nie podskoczy. Tu złodzieje jeżdżą limuzynami z szoferami, wakacje spędzają z podobnymi gatunkami na teneryfach i Karaibach, od czasu do czasu jakiś mało pokorny tygodnik (znam tylko dwa: Gazeta Polska i UważamRze) wyciągnie sprawę, ale tak czy owak nikomu włos ze łba nie spadnie.
    Bo rządowa i partyjna  szajka jest tak władna i tak dokładnie skorumpowana, że wszystko ujdzie płazem, bo wśród badających sprawę są kolesie i tacy sami aferzyści. Dlatego kradnie się na każdym kroku, już się nawet nie chce przytaczać co bardziej pikantnych oszukaństw i złodziejstw, bo to i tak nic nie da. Przecież ta cała afera ambergoldowa z tuskiem juniorem w tle, to przecież tylko jeden z tysięcznych przykładów wredności, sobiepaństwa i szachrajstwa na najwyższych szczeblach władzy. Za chwilę okaże się, że te sprzed lat pezetpeerowskie złodziejstwa i grandy są niczym wobec obecnych grand platformy, rzekomo obywatelskiej. A właściwie już się okazało. Platforma robi w kraju i z krajem co chce. Zezwala na jawne przekręty, na kradzieże, na  bogacenie się nielicznych kosztem licznych, a nazywa się to ładnie nepotyzmem. A to po prostu jest okradanie nas wszystkich, bo trzeba zrobić miejsce w rządzie (w partii, w radzie miejskiej, w zarządzie spółki itp.) nie tylko królikowi, ale także jego pociotkom, krewnym, wujom, stryjom, kochankom i kolegom kochanek. A my wszyscy, czyli obywatele tego kraju  ("...ja to mam szczęście", pisałem w poprzednim felietonie), możemy im - jak brzydko mówi ulica - nadmuchać.
   To ja jeszcze raz zapytam. A gdzie są i gdzie były te wszystkie instytucje kontrolujące, banki które winny mieć kontrole nad tymi parabankowymi oszustami, policja skarbowa, urzędy skarbowe, najwyższa izba kontroli i sto pokrewnych instytucji, których zadaniem jest pilnowanie, aby takie właśnie ambergoldy nie miały cienia szansy zaistnienia na finansowym i bankowym rynku. A tuski juniory w normalnie rządzonym i zarządzanym kraju siedziałyby w pierdlu (przepraszam za dwuznacznik) nimby pomyślały o kradzieży i oszustwie. Ale Polska roku 2012 - to strach powiedzieć - jest krajem defraudantów, łobuzów u władzy, i zwyczajnych złodziei,  którzy widząc że kradnie władza, sami to robią z pełną satysfakcją.
   Do czasu? E tam. Na zawsze, a w każdym razie na długo.
   Cieszy, że premier do premierowicza ze złodziejskiej szajki lotniskowej (Tusk do Tuska) powie, że ma do syna pełne zaufanie. Panie Tusk, pan se miej zaufanie do syna w sprawie, powiedzmy, domowych pantofli czy sprzątania mieszkania, ale w sprawach państwowych ten chłopak jest takim samym obywatelem, jak pan Kowalski czy pan Malinowski. I jeżeli popełnił przestępstwo lub tylko wykroczenia, to musi, podkreślam MUSI, być  tak samo traktowany jak normalny mieszkaniec Sopotu, Krakowa czy Mławy.
   Ja wiem, premierowi niełatwo tak postąpić wobec własnego dziecka, ale w takim przypadku albo potraktować syna surowo, bądź ustąpić ze stanowiska. Wiem także, ustąpić ze stanowiska niełatwo, ale czerwona lampka powinna się była wcześniej zapalić. Sadze jednak, że tak zwani doradcy czyli po prostu przydupasy raz i drugi powiedzieli szefowi, że młody za nadto sobie pozwala i może być smród. Wielkorządca pomyślał jednak: też mi wielka afera, mam dostatecznie wiele władzy, aby mi cokolwiek mogło zaszkodzić. To Tusk. Gdyby jednak nie ogólne zdziczenie polityczne, ale za to odrobina uczciwości w polskiej polityce, to takie tuski, różne schetyny sprzed niedawnego czasu, różne grady, grasie i nowaki - to wszystko nie miałoby najmniejszych szans na rządzenie. Wtedy może by i armia była uzbrojona, i koleje jeździłyby na porządnych torowiskach, byłaby sieć autostrad.  Fałszowany susz jajeczny i sól przemysłowa zgodnie z przeznaczeniem byłby podrzucany bydłu, a tak, to zgodnie z wersją bartoszewskiego, jest dla nas wszystkich.
   Do czasu, jeszcze raz zapytam? To od nas wszystkich zależy, czy ta banda, już nie tyle czworga (pamiętamy to chińskie określenie sprzed lat?, ale kilkudziesięciorga, utrzyma się przy władzy dwa lata, czy kolejne cztery, osiem i tak dalej. Ludzie, chciałoby się zawołać, już dość oszustw, krętactwa, złodziejstwa, sobiepaństwa, lekceważenia nas wszystkich - powiedzmy wreszcie stanowcze NIE dla rządu. To nie jest wezwanie do nieposłuszeństwa. To jest opowiedzenie się za praworządnością i traktowaniem nas wszystkich jako współgospodarzy, podmiotowo i poważnie. Żeby właśnie te grady i grasie nie zgarniały dla siebie i swoich pociotków wszystkich soków, dla nas zostawiając fusy i niedopitki.
   Dlatego właśnie dużo chodzę po górach, aby nie patrzeć, nie myśleć i nie oglądać tych wszystkich współczesnych łajdactw. Ostatnio na Turbaczu, którego szczyt zrobił bardzo smutne wrażenie. Porastający go kiedyś piękny las został wytrzebiony przez robactwo i wichry do tego stopnia, że gdybym nie wiedział dokąd idę, nie poznałbym tej góry. Prawda. nie byłem tu już kilkanaście lat, niemniej spustoszenia są ogromne.i nie wiem w jakim stopniu sprawiło to robactwo, w jakim wichry i burze. Szkoda, że nie mogę pokazać fotki, ale połamane kikuty drzew, rzadkie krzewy i bylejakość zbocza, robią mocne wrażenie. Z kolei bardzo dobre wrażenie robi na jednej spod turbaczowej polanie  duży głaz z tablicą, że w tym miejscu w roku 1952, ksiądz Karol Wojtyła sprawował mszę święta polową, wobec miejscowych pasterzy, przyjaciół i przygodnych turystów,  stojąc po raz pierwszy w historii Kościoła, zwrócony twarzą do wiernych. Nie piękne?
   Turbacz, to najwyższy szczyt Gorców, o ile dobrze pamiętam 1350 metrów, z bardzo dobrze oznakowaną siecią szlaków. A dostać się tu można z każdej strony kilkoma wejściami, taka to góra. Dla mnie specjalnie pamiętliwa, bo krótko po wojnie pod Turbaczem prowadziłem obóz harcerski, w którym był (i prowadził ogniska harcerskie dla ludności - taki był wówczas zwyczaj) Romek Wilk,  dziś Roman Polański.
   Takie były zabawy i spory w one lata.

Zapiski z Krakowa, ale nie tylko. Jest także o Polsce, o świecie, o przyrodzie, górach i o nartach. Pisane na gorąco, a wydawcą jest mój przyjaciel, Jacek Nowak.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka