Głupota ludzka nie zna granic. Podobnie zwyrodnienie i bezczelność. Adamowicz, tak zwany prezydent Gdańska, który bezprawnie wywiesił na bramie stoczni gdańskiej stary komunistyczny napis "im .lenina" oburzył się do żywego, kiedy tamtejsi solidarnościowcy zerwali to haniebne hasło i przywrócili miejscu właściwy napis .Mało tego. Ten czyn nazwał "budzącym niesmak i przerażenie". A jak nazwać działanie i wypowiedź tego faceta, co powiedzieć, skoro porządny i uczciwy zapewne kiedyś działacz, wraca do starych idei zbolszewizowanej Polski, który dziś Polskę uczciwą zaśmieca starymi hasłami? Chciałoby się powiedzieć: panie Adamowicz, pan się stuknij w łeb i zastanów nad swoimi pomysłami, nie skarż do Kopaczowej, choć akurat ona jedna pana zrozumie, bo to ten sam podgatunek...
Smutne, bo coraz częściej jesteśmy świadkami nawrotu do Polski z tamtych lat. Kiedy głupota brała górę nad rozsądkiem, uczciwość nad politycznym zwyrodnieniem, a karierowiczostwo zastępuje rzetelną wiedzę i zaangażowanie. Przecież gdyby cień państwowości był w tuskach, grasiach i nowakach, w adamowiczach i w całym tym chłamie zwanym rządem, afera ze złotem amberowym była by nie do pomyślenia. I gdyby Komorowski miał pełnie swojej władzy prezydenckiej (dobre sobie, co?) i gdyby tam więcej było sapiencii niż ignorancji i zwykłej głupoty, zapewne nie doszło by do tak skandalicznych poczynań w kancelarii premiera. Tylko patrzeć jak Michał zostanie ambasadorem po tamtej stronie oceanu, Katarzyna podobną funkcje będzie spełniać w Paryżu, przy okazji dorobi sobie jako modelka w którymś z tamtejszych salonów. Dobrze, że tam tylko dwójka dzieci, a gdyby było jak u Wałęsów?
Tak sobie myślę, co musi się stać, aby naród zmądrzał? Aby doszedł do wniosku, że pod tuskami Polskę czeka tylko kapitulacja, w najlepszym wypadku zastój i beznadzieja. Obawiam się bowiem, że gdyby dziś doszło do nagłych wyborów, kiedy by się trzeba było wypowiedzieć za wolną i uczciwą Polska lub obecną stagnacją i przyklepaniem politycznej nędzy, górę wzięłoby to drugie hasło. Bo jest w nas coś, co skłania Polaka do zaniechania. Bo my się chyba boimy nowości, czegoś nieznanego, nieodkrytego, lepiej nam wszystkim w tym, co już dobrze poznane i doświadczone. No tak, ale wówczas nie było by Kopernika, pani Skłodowskiej, Chopina i tylu wybitnych Polaków, którzy wyznaczali drogę światowej nauce, odkryciom, kulturze. Niestety, dziś musimy zadowolić się Tuskiem, Komorowskim, Kopaczową, Grasiem i całym tym tałatajstwem. Jakby nas, Polaków nie było stać na ludzi mądrych, uczciwych, którzy Polskę traktowaliby by jako coś, co w życiu najważniejsze.
Dziś pierwszy września. W trzydziestym dziewiątym było równie słonecznie i ciepło. I setki, a może i tysiące dornierów i stukasów na polskim niebie. W tym dniu wczesnym rankiem zginął kapitan Medwecki zestrzelony w swoim myśliwcu P-11 przez wracające z bombardowania lotniska w Rakowicach dorniery i osłaniające ich messerschmitty, a działo się to nad Aleksandrowicami, nieopodal dzisiejszego lotniska w podkrakowskich Balicach. To był pierwszy polski pilot zestrzolony tej wojny, potem były ich dziesiątki, a na pewno i setki na angielskim niebie. W obronie Anglików, którzy w Battle of England ponosili same porażki i gdyby nie odwaga i determinacja polskich pilotów, z Wielką Brytanią byłoby krucho. To oni obronili Anglie przed niemiecką inwazją lotniczo-morską w czterdziestym chyba pierwszym. A to myśmy mieli gwarancje brytyjskie i francuskie, gdyby przyszło do zaatakowania Polski. Francja padła w dwa tygodnie, Anglia obroniła się dzięki między innymi Polakom, jedynie myśmy wpadli w sowieckie łapy i to zniewolenie odczuwamy do dziś.
Być może jest jakaś satysfakcja, że polskie odrzutowce strzegą prócz polskiego, także litewskiego nieba. Że mamy kilkadziesiąt samolotów ponaddźwiękowych i znakomitych pilotów, nawiązujących do asów polskich skrzydeł. Niechby jednak ich wiedza i umiejętności służyły nam jedynie do pokazów lotniczych. I tych biało - czerwonych smug ciągnących się za super szybkimi maszynami. Nie chciałbym kiedykolwiek zobaczyć na polskim niebie - jak pisałem parę dni temu - maszyn z czarnym krzyżem u skrzydeł. Choćby one miały tu przylecieć tylko z kurtuazyjną wizytą. A nie daj Bóg zobaczyć tu kiedykolwiek czerwone gwiazdy. A tfu.
A polscy bohaterowie w krótki czas po tamtych latach? Generałowie Sosabowski i inni zmywali talerze w powojennym Londynie; los generała Kopańskiego, którego wojsko w pustyniach Afryki dawało łupnia wojskom niemieckiego marszałka rommla, nie wiele odbiegał od tamtych norm. Generał Anders, bohater spod Monte Cassino nie mógł wrócić do Polski bierutowskiej, bo tu ważny był jakiś żymierski, rokosowski i cała ta zbrodnicza banda moskiewska. Zresztą do dziś ich pociotkowie spijają miody po swoich antenatach. To obrzydliwe.
Z kolei wiadomo, jaki los by spotkał tych Polaków z zachodnich armii alianckich. Wielu podzieliło by los rotmistrza Pileckiego, Inki Siedzikówny, generała Okulickiego.
A polscy marynarze pod Narwikiem i w atlantyckich konwojach, piloci znad Anglii, także ci polscy żołnierze ze wschodu, którzy nie załapali się do Andersa i wspólnie z sowietami szli na Berlin? Taki był los polskiego wojaka, co to jakże często ginął dla hasła "za waszą wolność". Dziś temu żołnierzowi nie dane jest nawet maszerować w Krakowie w dniu Święta Wojska Polskiego, bo jak mi pisze pan Jurek Bukowski, wojsko z garnizonu krakowskiego wysyłane jest w tym dniu na paradę żołnierską w stolicy. To nie stosowne.
621
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze