- Dlaczego ta straszna władza, niby w trosce o zdrowie narodu,
zabrania wyjścia z domu do lasu, a nie blokuje sprzedaży
śmiercionośnego ankoholu i papierosów?
Na takie zdziwienie natrafiłem w czasie porannej lektury salonu.
Zdziwiłem się tym zdziwieniem i postanowiłem poruszyć sprawę
na porannej odprawie.
Baczność!
Odpowiadam. Tłumaczę i objaśniam:
- władza nie zabroniła wychodzić z domu, wchodzić do lasu, biegać, a ostatnio nie zabroniła jeździć na nartach. Władza zabroniła przebywania w tłumie, nakazała zachować dystans i higienę. No tak to jest, takie jest standardowe postępowanie w przypadku francy przenoszonej drogą kropelkową.
- ankoholem i fajkami trujemy siebie tylko – nie infekujemy innych. Nie stwarzamy masowego zagrożenia. Jeśli już na siłę doszukiwać się analogii, to w wielu miejscach publicznych nie można palić (by nie „infekować”), zaś pijani kierowcy są ścigani prawem jako niebezpieczni, stwarzający zagrożenie w ruchu kołowym. Głównie dla innych. Mniejsza, że dla siebie również.
- oczywiście wielu wolnościowców twierdzi, że zakazy palenia w miejscach publicznych oraz prowadzenia pojazdów mechanicznych po pijaku to zamachy na ich wolność, ograniczenie swobód obywatelskich, kolejne kroki w kierunku depopulacji, wielkiego resetu itd.
I nic na to nie poradzimy.
Spocznij!
Wolno palić
(w miejscu wyznaczonym).
-


Komentarze
Pokaż komentarze (34)