w krainie erka
"wszędobylski propagator strachu, czyli (e)rka 1 a właściwie karawan diabła"
57 obserwujących
2311 notek
2201k odsłon
  797   4

Widzę coraz większy strach w ich oczach..



Lekarz rezydent z oddziału covidowego w Poznaniu:
Do szpitala trafiają młodsi pacjenci (30-50lat).
Widzę coraz większy strach w ich oczach.. 


https://www.facebook.com/bartek.kubecki.7/posts/4271877166175332


https://gloswielkopolski.pl/lekarz-rezydent-z-oddzialu-covidowego-w-poznaniu-do-szpitala-trafiaja-mlodsi-pacjenci-widze-coraz-wiekszy-strach-w-ich-oczach/ar/c1-15502271





    - Widzę jego strach, jak z sekundy na sekundę coraz bardziej uświadamia sobie, że za chwilę do nich dołączy. Przekładamy pacjenta na drugie łóżko, słyszę kolejny raz: "Dzień dobry, jestem anestezjologiem, musimy pana zaintubować. Rurka 7.5, midanium, propofol, fentanyl". To ostatnie zdanie, będzie dla wielu z nich ostatnim, jakie usłyszą w swoim życiu.


- 95 proc. pacjentów na intensywnej terapii umiera. Na te 20 stanowisk tylko na jednym hospitalizacja skończy się względnie pomyślnie




I dodaje:

- Możecie nie zgadzać się z Ministerstwem Zdrowia,
ja się też w wielu rzeczach z nim nie zgadzam.

Ale z zasadą Dystans-Dezynfekcja-Maseczka-Szczepienie zgadzam się całkowicie.







EDYCJA NOTKI:


- w linku FB jest bardziej szczegółowa relacja. w notce tylko zajawka

- nie będę pod tą notką odpowiadał na komentarze.




kopia tekstu z FB:


Mam na imię Bartek, jestem rezydentem 4.roku specjalizacji z Chorób Wewnętrznych i pracuję w Wielospecjalistycznym Szpitalu Miejskim im. J. Strusia w Poznaniu. Od 10 miesięcy pracuję w ramach oddziału "covidowego". Jeśli ktoś przez ostatnie 3-4 tygodnie żył w puszczy albo pod kamieniem w jaskini, to tylko przypominam - tak, mamy 3.falę pandemii. Znowu jest bardzo duży wzrost zakażeń, znowu mamy pełno pacjentów w bardzo ciężkim stanie. Ale reguły gry bardzo się zmieniły.

Widzimy coraz więcej osób w wieku 30-, 40-, 50-lat... poznajemy się na oddziale, wiem że pacjent ma zajęte 70-90% płuc... słabo... spróbujcie nalać do dzbanka wody przez kran zapchany w 90% kamieniem... dać się jakoś da, ale szału nie ma. Większość historii zaczyna się podobnie - przyniosła córka z przedszkola/szkoły, znajomy wyszedł dodatni, ktoś w pracy zachorował... "tylko oni zostali w domu i mają się dobrze, a ja leżę tutaj"... włączamy wszystkie leki wg.najnowszych zaleceń (o ile jeszcze są w hurtowniach...), podajemy tlen, najpierw na maskę, a potem przez specjalną aparaturę stanowiącą ostatni krok przed respiratorem, czyli nasze kochane airvo... pomimo iż wielu pacjentów airvo uratowało, to nawet pomimo maksymalnych ustawień przepływów i stężeń tlenu czasem i ono musi się poddać... pacjenci pytają ze strachem w oczach - "kiedy będzie lepiej?"... nie wiem... "Doktorze, ja już nie mam siły oddychać"... robimy konsylium na oddziale, kombinujemy, ale wyczerpaliśmy wszystkie możliwości... saturacja dalej spada, mamy 60%... podejmujemy decyzję o przekazaniu pacjenta na intensywną terapię... oznajmiam pacjentowi jak wygląda sytuacja - widzę coraz większy strach w oczach... tłumaczę, że nie mamy na naszym oddziale większych możliwości leczenia... "czy ja tutaj jeszcze wrócę?"... znowu nic nie odpowiadam... z naszego doświadczenia wiem, że ma zaledwie 5-10% szans na przeżycie pod respiratorem.

Jedziemy windą w akompaniamencie pikania przenośnego defibrylatora, który mierzy spadającą saturację i tętno oraz syku butli, która próbuje podać jak najwięcej tlenu pacjentowi... wjeżdżamy na oddział intensywnej terapii, gdzie pacjent będąc jeszcze świadomym, ale oddychając bardzo ciężko, widzi 20 stanowisk na oddziale, który był przewidziany na stanowisk 10. Na każdym z nich nieruchoma postać z licznymi rurkami i przewodami podłączonymi do różnych sprzętów. Widzę jego strach, jak z sekundy na sekundę coraz bardziej uświadamia sobie, że za chwilę do nich dołączy... przekładamy pacjenta na drugie łóżko, słyszę kolejny raz: "dzień dobry, jestem anestezjologiem, musimy pana/panią zaintubować. Rurka 7.5, midanium, propofol, fentanyl". To ostatnie zdanie, będzie dla wielu z nich ostatnim, jakie usłyszą w swoim życiu... rurka 7.5, midanium, propofol, fentanyl... 95%. Pacjentów na intensywnej terapii umiera... na te 20 stanowisko, tylko na jednym hospitalizacja skończy się względnie pomyślnie...

Potem zostaje rozmowa z rodziną, w której często okazuje się, że z powodu COVID-19 miesiąc temu zmarła mama/tata/babcia... a ja wiem, że za chwilę będą przeżywać kolejną tragedię...

Możecie niezgadzać z Ministerstwem Zdrowia, ja się też w wielu rzeczach z nim nie zgadzam, a z Panem Ministrem raczej przy kawie nie miałbym o czym rozmawiać. Ale z zasadą Dystans-Dezynfekcja-Maseczka-Szczepienie zgadzam się całkowicie. Ograniczmy na jakiś czas spotkania/imprezy/wyjścia... Każdy ma dość po tych 12 miesiącach, ale musimy w tym wszystkim razem wytrzymać dbając o siebie i naszych najbliższych. Kilka prostych rzeczy zmniejsza znacznie szansę na to, że spotkamy się pewnej nocy na dyżurze i nie będziecie mi odpowiadać na pytanie: "co się u pana/pani stało?". Bo jeśli nawrócicie się na te zasady w momencie kiedy się spotkamy lub spotkam się z Waszymi bliskimi na oddziale, to może być już zdecydowanie za późno...

Trzymajcie się zdrowo i dbajcie o siebie i swoich bliskich



-





Lubię to! Skomentuj56 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale