Mi wystarczyło raz popatrzeć na jego gębę, żeby móc spodziewać się kogo oglądam. Ale o co chodzi?
Klub pod imieniem Romana Polańskiego (właściwie: Raymond Thierry Liebling) powiększa się - tym razem o Woody'ego Allena (właśc. Allan Stewart Konigsberg). Tylko czemu mnie to nie dziwi? To nie taki pierwszy przypadek i coś mi się zdaje, że nie ostatni pośród tego ,,szanownego grona''.
Moją babcię jako małą dziewczynkę przestrzegano przed zapuszczaniem się do ich dzielnicy. Nie dziwię się. Bleh.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)