"Wielki beletrysta angielski, Rudyard Kipling jest tym, co byśmy na kontynencie nazwali nacjonalistą angielskim. Jednakże niewątpliwie podświadomy patriotyzm tego człowieka jest indyjski. Mamy tu do czynienia z rozdwojeniem patriotyzmu, podświadomego i świadomego, narodowego i prowincjonalnego. Wielki kolorysta gry świateł w dżunglach, tygrysów, słoni, braminów, tysiąca i jednej barw dalekiego wschodu jest niewątpliwie podświadomym patriotą indyjskim. Przemawia za tym każde słowo jego książek.
Natomiast świadomie i narodowo Kipling jest patriotą angielskim, to znaczy, że kocha historię narodową Anglii, armię i instytucje angielskie. Na takim rozdwojeniu spoczywa też tajemnica powodzenia imperializmu angielskiego.
Gdyby Anglicy kolonizatorowie nie kochali krajów przez siebie zamieszkałych; Australii i Nowej Zelandii, Kapstadu, Indii, Kanady, kraje te nie rozwijałyby się, nie bogaciły, nie byłyby chlubą cywilizacji, jak obecnie. W każdej pracy najważniejszym jest sentyment do pracy, radość pracy.
Gdyby Anglicy nie byli zachowali swego sentymentu do łączności ze starą Anglią, związek krajów kolonizowanych z metropolią dawno by uległ zerwaniu.

My, Polacy, również możemy sobie powiedzieć, że asymilujemy przez miłość. Istnieje u nas cała literatura, która asymilowała dla Polski, która sprzyjała zrastaniu się w naszych pojęciach i sentymencie różnych ziem Rzeczypospolitej. Sienkiewiczowski Bohun jest niewątpliwie Polakiem. Wielki nasz poeta narodowy włożył w niego tyle kolorów i akcentów sentymentu, że mimo dydaktyki powieści historycznej, postać posępnego mołojca egalizuje się wśród naszych sympatii ze Skrzetuskim, Kmicicem, Wołodyjowskim.
A sienkiewiczowski opis stepów? Czy dziś jeszcze nie leci po nich i za nimi tęsknota cywilizowanej Polski? A sienkiewiczowski stosunek rycerzy polskich do stepów, których bronią!
Zgodnie z tym przykładem literackim układał się nasz stosunek do ziem wschodnich. Nikt w Polsce nikomu nie tłumaczył, że chociaż mieszka na Ukrainie zadnieprzańskiej, to kochać tą ziemię powinien mniej niż krakowską lub mazowiecką. Przez stulecia całe krew polska lała się w obronie stepów ukraińskich i lasów wschodnich równie szczerze, a bardziej obficie, niż później w obronie Warszawy i Wilna. Dawna Rzeczpospolita Polska najmniejszej nie czyniła różnicy między ziemiami, nad którymi roztaczała swą władzę"
PS.
Na tekst natrafiłem lata temu w czytelni czasopism Biblioteki Jagiellońskiej; dziś już nie pomnę, w której z przedwojennych gazet się ukazał. Całkiem prawdopodobne, że w "Kurierze Wileńskim"
K. Rafalski



Komentarze
Pokaż komentarze (4)