Nie będę ukrywał, że Eskelin jest jednym z moich faworytów współczesnej sceny jazzowej.
Na wstępie należy wspomnieć, iż "Quiet Music" jest płytą nagraną już nie dla słynnego Hat Hut Records, z którą Eskelin tak owocnie współpracował i wydał w tej wytwórni większość swoich płyt, ale dla założonego własnego labelu - Prime Source.
Płyta, a właściwie płyty, są kontynuacją muzyki zapoczątkowanej na "Ten...", ale jest pewnego rodzaju etapem przejściowym, to "Quiet Music" jest krystalizacją nowego (chociaż czy tak bardzo nowego) stylu i koncepcji gry Eskelina.
Na płycie pojawiają się starzy współpracownicy saksofonisty: niezwykły perkusista, Jim Black, akordeonistka / klawiszowiec Andrea Parkins oraz znana z "Ten" – wokalistka Jessica Constable.
Poza tym na "Quiet Music" udziela się również francuski pianistka i wokalista, Philippe Gelda.
Co do muzyki, którą Eskelin i jego zespół prezentują teraz, to można o niej powiedzieć wszystko, ale nie to, że tytuł płyty jest adekwatny do zawartości muzyki. Jeżeli to ma być spokojna i cicha muzyka, to trudno mi byłoby sobie wyobrazić, co by było gdyby Eskelin nagrał płytę o tytule "Noise Music".
Na pewno na "Quiet Music" wokalizy pani Constable są bardziej wyważone i nie drażnią mnie tak jak to było na "Ten", ba powiedziałbym, że tym razem świetnie współgrają i uzupełniają muzykę. To co było dla mnie zgrzytem na płycie poprzedniej, na tej nabrało nieoczekiwanego sensu. Pytanie jest jednak inne czy Eskelin (zwłaszcza dla tych słuchaczy, którzy znają jego dyskografię) zaskoczył czymś, czy też nie.
Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna, bo z jednej strony niewątpliwie ten album jest inny od tych granych tylko z Blackiem i Parkins, a z drugiej strony nadal mamy do czynienia z tą pogmatwaną, ale jakże piękną tkanką muzyczną (wiem zaraz odezwą się głosy, a cóż to znaczy) znaną z jego poprzednich nagrań. Nie najłatwiejsza to muzyka i naprawdę trzeba się przez nią trochę przegryźć, ale to chyba żadna nowina dla tych, co już słuchali Eskelina. Wymaga ona skupienia i raczej nie nadaje się jako tło do jakiś czynności domowych. Ostrzegam, to płyta dla wymagających fanów jazzu.
Dla słuchaczy, którzy lubią wychwytywać różne smaczki, polecam zwłaszcza, bardziej wnikliwe wsłuchanie się w grę Jima Blacka. Niesamowity to perkusista, człowiek o stu twarzach i stu rękach, naprawdę to co on wyczynia na bębnach i talerzach, może budzić tylko niekłamany podziw.
Nie mam zamiaru omawiać poszczególnych utworów, ale warto zwrócić uwagę, przynajmniej na kilka z nich: zwichrowany akordeon z równoległym solem saksofonu i zdeformowanym wokalem Jesssiki Constable w "Instant Counterpoint" musi wywrzeć silne wrażenie. Minimalistyczna i nieco ambientowa ballada "How Do I Know"; "Like I Say" z taką nonszalancką partią saksofonu, jeśli można tak określić sposób gry Eskelina, najpierw w duecie z Blackiem, do którego później dołącza fortepian z wygrywanym w kółko jednym motywem "La Berceuse d’Angela" – nietypowy jak na Eskelina podniosły hymn z natchnionym duetem wokalistów i dyskretnym akompaniamentem perkusji i saksofonu. Nie tylko tych utworów warto posłuchać. Zapewne innego dnia o innej porze mój wybór mógłby być inny.
Summa summarum, warto pochylić się nad tymi płytami i przez 2 godziny, bo tyle mniej więcej trwają te dwa albumy, odlecieć w ten może zagmatwany i tajemniczy świat dźwięków Eskelina i jego grupy.
Polecam.
Ellery Eskelin - Quiet Music (2006)
Ellery Eskelin - tenor saxophone
Jessica Constable - voice
Andrea Parkins - accordion, piano and sampler
Jim Black - drums and percussion
Philippe Gelda - piano, organ and voice


Komentarze
Pokaż komentarze