Ciekawa i zaskakująca płyta, zważywszy na repertuar na niej zawarty i to w jaki sposób jest on zagrany, a w jednym z utworów zaśpiewany. Otóż Christof Lauer ze skromnym towarzyszeniem innych muzyków, o których napiszę poniżej zagrał i zinterpretował muzykę gwiazdy rocka i popu – Stinga.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż takich projektów próbujących zinterpretować Stinga przez jazzmanów było kilka, chociażby Bob Belden Ensemble – "Straight to My Heart: The Music of Sting" lub Various Artists – "The Jazz Tribute to Sting and the Police", lecz przyznam szczerze próby te wypadły raczej mizernie i niesatysfakcjonująco.
Próby nagrywania przez jazzmanów standardów muzyki rockowej, czy też - mówiąc szerzej – popularnej, nie zawsze wypadają przekonywująco. Z reguły jest to, jak rozumiem, sposób na spopularyzowanie swojej osoby wśród innego kręgu odbiorców, niż rzeczywista potrzeba oryginalnego i twórczego przetworzenia standardu rockowego.
W przypadku płyty Lauera nie mam żadnych wątpliwości, że dla niego twórczość Stinga i jego kompozycje były tylko odskocznią do stworzenia nowej jakości. Jeżeli ktoś miałby wątpliwości, wystarczy posłuchać choćby "Roxanne", która jest tak zmieniona przez Lauera, że należałoby zadać pytanie, gdzie jest tam Sting i czy ten utwór powinien rzeczywiście mieć taki tytuł. Oczywiście piszę to z pewną przesadą, ale faktem jest, że Lauer utwory Stinga tak (nie wiem jakiego słowa tu użyć, żeby było adekwatne)zmutował/zdekonstruował/przekształcił, że czasami trzeba się bardzo mocno wsłuchać, żeby z jakiegoś fragmentu, ulotnego motywu wychwycić oryginalny utwór. Zresztą na pewno nie było to celem Lauera.
Po prostu na bazie znanych utworów Stinga z okresu jego działalności w Police ("Roxanne", "So Lonely", "Shadows In The Rain", "Syncronicity I i II", "Tea In The Sahara", "Every Breath You Take", "Every Little Thing She Does Is Magic") lub jego kariery solowej ("Russians", "Moon Over Bourbon Street", "Desert Rose") tworzy absolutnie coś nowego, świeżego i unikalnego. Słucha się tej muzyki z zapartym tchem i jeżeli ktoś spytałby mnie, co to jest za gatunek - miałbym z tym kłopot, bo niby na pierwszy rzut oka (raczej ucha) jest to jazz, ale czy tylko... Można powiedzieć, że tą płytą Lauer dowiódł, że jest możliwe poszerzenie idiomu jazzu o elementy popu, rocka i muzyki klasycznej w sposób, który może ukontentować słuchacza i to niekoniecznie bardzo wyrobionego.
Pozostałe trzy utwory na płycie ("Ecilop", "Ballad For Sting", "No Matter What They Say") są kompozycjami Lauera(pierwsze dwa) i Jensa Thomasa (trzeci) nie odbiegają klasą i nastrojem od już wymienionych i mogłyby się swobodnie wpisać w twórczość Stinga, tak zgrabnie zmodyfikowaną przez Lauera.
Wracając do muzyków występujących na płycie to, wcześniej wspomniany, Jens Thomas, jest znakomitym pianistą, którego przyznam, nigdy przedtem nie słyszałem. To on obok Lauera jest głównym bohaterem tej płyty. Muszę stwierdzić, że duet ten wypadł naprawdę wspaniale. Nie można nie wspomnieć o dwóch innych, epizodycznych, ale wspaniałych uczestnikach sesji: Sidsel Endresen (znana ze współpracy z Bugge Wesseltoftem) pięknie śpiewająca w utworze "Shadows in the Rain" i Cikada String Quartet, pod kierownictwem Colina Townsa, towarzyszący dwóm muzykom w "So Lonely", "Russians", "Tea in Sahara" i "Every Little Thing She Does Is Magic".
Płyta "Shadows in the Rain" jest pozycją, którą nie sposób pominąć lub zlekceważyć. Polecam ją wszystkim niedowiarkom, twierdzącym, że nie sposób jest nagrać ciekawą i oryginalną płytę jazzową, opierając się na utworach z kręgu muzyki rockowej lub popularnej. Gorąco polecam.
Christof Lauer & Jens Thomas - Shadows In The Rain (2001)
Christof Lauer - tenor & soprano saxophone
Jens Thomas - piano
Sidsel Endresen - vocals (3)
Cikada String Quartet - (2, 5, 8, 12)


Komentarze
Pokaż komentarze