Urzekająca to płyta, pełna takiego niezwykłego spokoju i czaru. Do chwili wydania tego albumu Tony Malaby nie był bohaterem moich snów, ale ten definitywnie to zmienił. Trudno będzie mi wytłumaczyć, dlaczego ta płyta tak mi się podoba. Teoretycznie nie ma na niej nic, czego nie moglibyśmy już wcześniej usłyszeć. Muzyka na niej zawarta budzi pewne skojarzenia z płytą Motiana, Frisella i Lovano "Time And Time Again", która kiedyś bardzo mi się podobała.
Czasami recenzent stoi przed trudnym zadaniem, jak uzasadnić swój sąd o tym, że płyta jest warta wysłuchania i jest naprawdę wartościowa. Jak już wcześniej wspomniałem przed takim problemem stanąłem po wysłuchaniu najnowszej płyty Malaby’ego.
Pominąć ją milczeniem, szkoda by było, bo przecież Tony Malaby nie należy chyba do pierwszej ligi muzyki jazzowej i raczej tego artysty nie znajdziemy na pierwszych stronach okładek pism jazzowych lub witryn internetowych, a muzyka jaką stworzył predestynuje ten album do poważnego rozważenia przy układaniu listy najlepszych płyt 2009 roku. Banałem zaś byłoby stwierdzenie, że spodobała mi się ta płyta z uwagi na muzykę pełną zarazem takiej niezwykłej lekkości, a jednocześnie podskórnego niepokoju.
Nie mam wątpliwości, iż muzyka ta byłaby zupełnie inna, gdyby w nagraniu nie brał udziału gitarzysta Ben Monder. To brzmienie jego gitary niebywale wzbogaca muzykę na tej płycie, nadaje jej przestrzeni i oddechu.
O grze wszystkich muzyków można powiedzieć tyle, że kierują się oni niesamowitą dyscypliną, polegającą na tym, że nie starają się narzucać ze swoimi rozwiązaniami. Grają wtedy gdy coś to przynosi wspólnej improwizacji i wycofują się wtedy, gdy jest to potrzebne dla rozwoju akcji muzycznej. Niezwykła to ekipa. Dawno nie słyszałem tak piekielnie zgranej machiny.
Przyznając się na wstępie do bezradności w próbie opisu muzyki zawartej na płycie "Paloma Recio", gorąco zachęcam Was do zdobycia tego albumu. Moja nieudolność w recenzowaniu tego albumu jest odwrotnie proporcjonalna do jej wartości, o czym bez żadnych wahań zapewniam.
Bardzo mocna płyta.
Tony Malaby - tenor saxophone
Ben Monder - electric guitar
Eivind Opsvik - bass
Nasheet Waits - drums


Komentarze
Pokaż komentarze