Przyznam, że nie śledziłem wnikliwie kariery Elliota Sharpa. Przesłuchałem parę albumów tego artysty i mimo szacunku do jego umiejętności gry na gitarze, jego pomysły na muzykę wydawały mi się nieco wydumane.
Być może nie słuchałem tych albumów, co potrzeba, ale takie dzieła Sharpa jak "Amusia" czy też "Tocsin" nie skłoniły mnie do dalszego zapoznawania się z jego twórczością. Biję się w piersi i przyznaję do błędu - mea culpa. Płyta "Blues For Next" zmieniła mój pogląd na tego artystę, chociaż jest pewnie pozycją wyjątkową w jego dyskografii.
"Blues For Next" to świetny, dwupłytowy album, którego motywem przewodnim jest, zgodnie z tytułem, blues w różnych jego odmianach. Elliott Sharp, ten zapamiętały awangardzista, nagrał po prostu "zwykłą" płytę bluesową. Płytę znakomitą, z tak niezwykle klimatyczną muzyką, że słuchając jej zastanawiałem się jak świetnie sprawdziłaby się, gdyby była soundtrackiem do takich filmów jak "Od zmierzchu do świtu" Roberta Rodrigueza (dla przypomnienia muzyka grupy Tito & Tarantula do tego filmu była naprawdę bardzo dobra) lub "Kill Bill" Quentina Tarantino.
Do nagrania Sharp zaprosił doskonałych muzyków jazzowych i bluesowych: wokalistów Deana Bowmana i Erika Mingusa, saksofonistę Sama Furnace, basistę Davida Hofstrę, perkusistę Sima Caine'a i gitarzystę Huberta Sumlina. Mieszanka doświadczeń tych muzyków dała niezwykłe rezultaty. Pozwoliła nagrać Sharpowi arcydzieło. Nie waham się tak określić tego albumu.
Pierwsza płyta zaczyna się od sprężystego, dziarskiego, instrumentalnego bluesa "Rollin' & Tumblin'", by przejść następnie w dramatyczny i mroczny "Long Dark Sky", kojarzący mi się z utworem "After the Dark" Tito & Tarantula, z cudownym wokalem Erika Mingusa. Po nim następuje ciężki, ospały blues "As it Falls" z przytłaczającymi wstawkami saksofonu barytonowego i z ochrypłym śpiewem Deana Bowmana. "Baptism of Concrete" to z kolei lżejsza, korzenna odmiana bluesa z pomrukującym, jak jakiś pastor murzyński z zatęchłego Południa, Erikiem Mingusem. Później coś na kształt, boogie, chociaż tytuł tego utworu nie odpowiada do końca, co na nim jest grane "S-Boogie". Następnie przechodzimy do zgrzebnego, jak pogrzebowy marsz w Nowym Orleanie, przepełnionego pięknymi dźwiękami saksofonu barytonowego i altowego oraz śpiewem Erika Mingusa w klimacie Toma Waitsa "Slow Drag". Wspaniałą grę lidera slidem i równie znakomitą partię wokalną Deana Bowmana, oto, co znajdujemy w wolnym i aż lepkim od potu bluesie "Train". Po chwili przestrzenny, poprowadzony z niezwykłą gracją i pełen powietrza utwór, z jąkającym się w pewnym momencie wokalistą Erikiem Mingusem "Chemically", i na koniec nasycony odrobiną funku i soulu, szczególnie w sposobie śpiewu Deana Bowmana, z pięknymi partiami gitar przeplatanymi improwizującym saksofonem "Feel Each Day".
Druga płyta ma nieco odmienny charakter, chociażby przez to, że jest tylko instrumentalna. Ale nie tylko, bo o ile pierwszą płytę można by określić jako blues teraźniejszości, to druga wskazuje jak można zagrać blues przyszłości. Zaczyna się od przepięknie rozegranego tematu na improwizujące saksofony, w tym utworze możemy docenić także kunszt perkusisty, może to nic wielkiego w pierwszym momencie, a jednak... "Work or Leave". Po chwili powracamy do gry lidera slidem i chyba na steel guitar, tutaj głównym bohaterem jest sekcja rytmiczna grająca tak, że nogi same chodzą – "Twistin’". Miarowo brzmiący saksofon rozpoczynający "Rails" sugerowałby kolejnego tradycyjnego bluesa, tymczasem po dwóch minutach przechodzimy w inną przestrzeń - kosmicznie brzmiącej gitary i rasowego solo saksofonu. Tylko sekcja świadczy o tym, że to jest jeszcze blues. Kolejny utwór "Like Showers of Rain" jest utrzymany w szybkim tempie, zaskakuje bardzo ciekawymi efektami perkusyjnymi i niezwykłą partią basu. Zupełnie odmiennie prezentuje się "Diallo Blues". Powolny, mroczny z gitarą Sharpa w roli głównej, na której lider gra w stylu Dereka Baileya. A przynajmniej tak mnie się to kojarzy i znowu gdyby nie ta sekcja mielibyśmy problemy z zakwalifikowaniem tego utworu jako bluesa. Wreszcie "Othar" , który zaczyna się dwugłosem delikatnych bębnów i skocznie grającego saksofonu altowego, do którego po dłuższej chwili dołącza saksofon tenorowy, następnie bas. Atmosfera gęstnieje, napięcie powoli narasta, prawie tak jak w "Bolero" Ravela i raptem całość kończy tutti wszystkich instrumentów. Dwupłytowy album zamyka utwór "Clank", w którym nie po raz pierwszy wielkim kunsztem raczy nas basista David Hofstra. Gdy on gra, wszystkie inne instrumenty wydają się być w tle.
Piękny album, cudowny na wszystkie pory roku, bez znużenia można go słuchać wielokrotnie i zawsze odkryć coś nowego. Świetne antidotum na wszelkie wydumane i ciężkostrawne produkcje naszych czasów.
Elliott's Sharp Terraplane - Blues For Next (2000)
Elliott Sharp - electric guitars, console steel guitar, National steel guitar, tenor sax
Sim Cain - drums, electronic percussion
Sam Furnace - alto, baritone sax
David Hofstra - electric & acoustic bass
Dean Bowman - vocals (3, 9)
Eric Mingus - vocals (2, 4, 8)
Hubert Sumlin - electric guitar
Album 1
Album 2


Komentarze
Pokaż komentarze (1)