Jazz całkiem niesłusznie jest kojarzony ze smutkiem i powagą, bowiem zdarzają się dzieła, które nazwę jajcarskimi i taki właśnie jest ten album. Można się nim nie zachwycić, nie uznać go za wielkie dzieło, bo rzeczywiście takim nie jest, ale nie sposób nie uśmiechnąć się słuchając tej płyty.
Zacząć trzeba od tego, iż wszyscy muzycy występujący na tym albumie nie tylko grają, co nie jest zaskoczeniem, ale i śpiewają, melorecytują lub recytują. Co ciekawe, bo o ile nie sposób odmówić im kompetencji w posługiwaniu się instrumentami, to ich śpiewanie ma charakter amatorski. Fachowcy jako muzycy, naturszczycy jako wokaliści. To nie powinno się udać - powiecie, jednak świetnie to współgra i gdyby nie ten "śpiew" płyta byłaby o wiele uboższa.
Składają się na nią 3 covery i 7 utworów napisanych przez Nathansona. Covery, a są to nie byle jakie rzeczy i dobrane z różnych półek, spełniają funkcję ram tej płyty.
Pierwszy cover to pogodna piosenka rhytm'n'bluesowa "Sunny", chyba najbardziej znana z wykonania grupy Boney M. (tej od "Rasputina" i "Daddy Cool"), ale jest również "The Inflated Tear" Rahsaana Rolanda Kirka i "Sunset, Sunrise" ze "Skrzypka na dachu". Rozrzut stylów i gatunków muzycznych jest więc potężny, ale naprawdę wierzcie mi całkiem fajnie się tego słucha.
Pozostałe utwory, również mają taki wodewilowy klimacik i nie odbiegają - co ważne - od poziomu trzech coverów. Cóż można więcej napisać o płycie być może błahej, ale świetnie zagranej i naprawdę przyzwoitej. Warto jej posłuchać i uśmiechnąć się.
Roy Nathanson - Sotto Voce (2006)
Roy Nathanson - alto sax, soprano sax & vocals
Sam Bardfeld - violin & vocals
Curtis Fowlkes - trombone & vocals
Tim Kiah - bass & vocals
Napoleon Maddox - human beatbox & vocals


Komentarze
Pokaż komentarze