Pamiętacie taki modny nurt na przełomie lat 80. i 90., a zwany M-Base? To właśnie z tego okresu pochodzi debiutancka płyta młodego wówczas gitarzysty, płyta nad wyraz dojrzała i ciekawa. Pretekstem do jej zaprezentowania może być 20-lecie od momentu jej nagrania, a następnie ukazania się w barwach wytwórni Stefana Wintera – JMT.
Czym był nurt M-Base mógłby chyba wyjaśnić tylko jej twórca i główny ideolog, Steve Coleman. Według mnie, była to raczej artystyczna grupa towarzyska, w której skład wchodzili tacy muzycy jazzowi jak wyżej przywołany, twórca płyty "Jungle Cowboy", Cassandra Wilson, Greg Osby, Gary Thomas, Lonnie Plaxico i Geri Allen, by wymienić tylko niektórych, najbardziej znanych. Na serio bowiem, nie można traktować prądu, który jest akronimem nazwy Macro-Basic Array of Structured Extemporizations.
Pomijając te kwestie, płyta "Jungle Cowboy" jest ciekawostką chociażby z tego powodu, iż nawiązuje do muzyki geniusza gitary Jimiego Hendriksa. Zarówno sposób grania na gitarze, jak i taki trochę nieporadny styl śpiewania Jean–Paula Bourelly’ego, przypomina nieodżałowanego Hendriksa. Nie chcę przez to powiedzieć, iż Bourelly na swojej pierwszej płycie uprawiał epigoństwo, ale duch Hendriksa gdzieś krąży nad tym nagraniem.
Na albumie, który trudno uznać za jazzowy, chociaż jego elementy się pojawiają, znajdziemy dziwną mieszankę rocka, bluesa, funku i nie wiadomo czego jeszcze. Jest on pewnego rodzaju drogowskazem dla słuchaczy, którzy ewentualnie chcieliby zapoznać się z dalszą twórczością Bourelly’ego. Na tej płycie bowiem, jak w soczewce, skupia się to czym przez następne 20 lat będzie nas raczył Bourelly.
Już otwierający płytę "Love Line", z gęstą funkową gitarą i enigmatycznymi wtrętami klawiszy, przypomina cokolwiek, poszukiwania innej ciekawej grupy z tamtego okresu -Talking Heads ("Remain In Light", "Speaking In Tongues"). W podobnym klimacie utrzymany jest i następny utwór "Tryin' To Get Over", ale to już jest jakiś udziwniony rock. Kolejny, "Drifter" to jakieś pokręcone reggae z bardzo fajnym saksofonem Juliusa Hemphilla. Brzmi to jakoś jarmarcznie, przynajmniej mnie się to tak kojarzy. Bardzo fajna melodia i nie raczy tu nas swoim głosem Jean-Paul Bourelly. Z następnym utworem "Hope You Find Your Way" wchodzimy w krainę bluesa, z małym zastrzeżeniem, które dotyczy tego utworu, jak i innych, żeby tych klasyfikacji nie traktować śmiertelnie poważnie, ponieważ styl tych utworów należałoby obejmować zawsze cudzysłowem, tak są one niejednoznaczne.
Nie będę dalej rozpisywał się o tej płycie, dla mnie jest to po prostu bomba. Zachęcam do jej zdobycia, co nie jest trudne, gdyż wytwórnia Winter & Winter wznowiła ją w ramach reedycji dorobku JMT w 2001 roku. Czadowe, dziwaczne i oryginalne dzieło.
Jean-Paul Bourelly - Jungle Cowboy (1988/2001)
Jean-Paul Bourelly - lead guitar, vocals
Freddie Cash - bass, back up vocals
Kevin 'K-dog' Johnson - drums, back up vocals
Julius Hemphill - alto saxophone
Kelvyn Bell - rhythm guitar, vocals
Carl Bourelly - vocals, synthesizer
Greg Carmouché - percussion, vocals
Alyson Williams - vocals (4)
Andrew Cyrille - drums (9)


Komentarze
Pokaż komentarze