Proponuję Wam zażycie narkotyku, który ma dwie zalety: jest legalny i nieszkodliwy, ale również jedną wadę – prowadzi do uzależnienia. To nie jest bajka ani prima aprilis, tak naprawdę działa na mnie muzyka zawarta na tej płycie.
Nagranie, które chcę Wam zarekomendować jest przykładem świetnej muzyki transowej, halucynacyjnej, magicznej, czy jak to chcecie nazwać. Słucham jej z przerwami już od ponad 10 lat i nadal budzi u mnie żywe emocje. Nie chciałbym, żebyście po moich zachwytach odnieśli wrażenie, że jest to arcydzieło na miarę chociażby "Kind Of Blue" Milesa Davisa, bo tak nie jest, niemniej jednak jest to bardzo dobra płyta.
Uczestniczyła w jej nagraniu cała masa ludzi, ale najważniejszymi postaciami na tej płycie są w zasadzie cztery osoby: Bill Laswell, Nicky Skopelitis, Shankar i Wayne Shorter. Teraz być może narażę się fanom Billa Laswella, ale zawsze uważałem go za doskonałego producenta i wspaniałego basistę, a mniej doceniałem jego możliwości kompozytorskie (konia z rzędem postawię temu, który wiedziałby ile ten muzyk nagrał płyt zarówno pod swoim nazwiskiem, jak i licznych grup, w których uczestniczył, są ich chyba tysiące).
Tymczasem sprawił mi miłą niespodziankę, bo cała muzyka jest w zasadzie jego dziełem lub skomponowana przy jego bardzo wydatnym udziale. Nicky Skopelitis – nieszablonowy gitarzysta, stały współpracownik Laswella, mający na swoim koncie ciekawe płyty jak chociażby "Ekstasis" z 1993 r. Wreszcie Shankar - wspaniały skrzypek, eksplorujący muzykę indyjską (hinduską) i również uczestnik wielu projektów Laswella. Co do Wayne’a Shortera to chyba nie ma co go przedstawiać, a jego udział w tej płycie jest trochę incydentalny, lecz wielce znaczący. Bez niego i jego saksofonu takie utwory jak "Black Light" i "Eternal Drift" zupełnie inaczej by brzmiały.
Wracając do meritum, płyta zaczyna się mocnym uderzeniem – kapitalnym utworem "Black Light", w którym już otwierające solo basu Laswella może słuchacza przyprawić o dreszcze.
Ciarki przechodzą po plecach, gdy ten dudniący bas wdziera się w uszy. Dla mnie jest to jedna z najpiękniejszych partii basu porównywalna tylko z tym, co zrobił Max Bennett w "The Gumbo Variations" na płycie "Hot Rats" Franka Zappy. Gdy dołączają do niego inne instrumenty, w tym saksofon sopranowy Shortera chciałoby się, żeby utwór ten nie miał końca.
Błyskotliwy początek, ale później nie jest wcale gorzej. Ambientowo – orientalna "Mantra", której już tytuł sam za siebie mówi, jest takim kontemplacyjnym utworem, w którym wyraźnie słychać zarówno motywy muzyki arabskiej, jak i hinduskiej, w dalszym ciągu umiejętnie podtrzymują tę baśniową aurę roztoczoną już przez "Black Light".
Kolejny, znów kontemplacyjny "Ruins (Submutation Dub)", to przede wszystkim piękny motyw skrzypiec, delikatne wtręty gitary Skopelitisa i tęskne, arabskie zaśpiewy Liu Soli w tle. Słuchając tego utworu, słuchacza mimo woli ogarnia spokój i rozluźnienie.
Nie opuszczają nas te nastroje również w kolejnym "Eternal Drift" z tym, że w nim znacznie wyraźniej słychać gitarę Skopelitisa i znowu świetnie zaznacza swą obecność Wayne Shorter tym razem na saksofonie tenorowym. "Words Of Advice" to najkrótszy i trochę taki funkowy utwór z Williamem S. Borroughsem melorecytującym nieco mechanicznie właśnie tytułowe "słowa rady".
Po tym trochę dziwacznym utworze, ale wcale niebędącym obcym wtrętem na tej płycie przechodzimy do energetycznej, pulsującej wersji utworu Zawinula "Cucumber Slumber (Fluxus Mix)". Pyszna wersja, jeżeli można powołać się na określenia nieco kulinarne.
Po tym przebudzeniu przechodzimy do najdłuższego utworu na płycie, a zasadzie do dwóch połączonych utworów: "The Hidden Garden" Laswella, Shaheena i Skopelitisa i "Naimy" Coltrane'a, która wcale nie przypomina tej wspaniałej kompozycji. I znowu kontemplacja, coś co mogłoby nie mieć końca. Tęskna partia skrzypiec, Fahim Dandan śpiewający jak muezzin, metaliczne dźwięki oudu Simona Shaheena wytwarzają atmosferę jak z "Baśni tysiąca i jednej nocy".
Kończący płytę "Shadows Of Paradise" w dalszym ciągu wspaniale penetruje ten krąg muzyczny, który już poznaliśmy w poprzednich utworach, tylko może mniej jest w nim zamyślenia i spokoju. Piękny koniec wspaniałej płyty, której można słuchać bez końca i nie odczuć wcale przesytu lub znużenia.
Nie mogę nie wspomnieć o pięknej okładce opracowanej przez Jamesa Koehnline'a, twórcę również innych okładek płyt wydawanych przez Axiom. Przejmująca i tak świetnie pasująca do muzyki zawartej na tym albumie.
Material - Hallucination Engine (1994)
Bill Laswell - bass, programming
Nicky Skopelitis - guitar, electric sitar, baglama, Fairlight synthesizer
Shankar - violin
Wayne Shorter - soprano & tenor saxophone
Zakir Hussain - tabla
Trilok Gurtu - tabla
Simon Shaheed - violin, oud
Jeff Bova - synthesizer
Jonas Hellborg - bass
Liu Sola - spoken vocals
Fahim Dandan - spoken vocals
Williams S. Burroughs - voice
Bootsy Collins - vocals, guitar, bass, drums
Sly Dunbar - drums
Bernie Worrell - keyboards


Komentarze
Pokaż komentarze