Zastrzegam na wstępie, iż nie jestem znawcą tego rodzaju muzyki. Podszedłem do tej płyty bez żadnych obciążeń, ale i bez żadnych konkretnych oczekiwań. Czekało mnie miłe zaskoczenie, chociaż nie mogę powiedzieć, że jest to płyta przy której można odpocząć.
Painkiller, którego już sama nazwa może przyprawić człowieka o dreszcz, to taka efemeryczna grupa, w której zawsze dwie najważniejsze role odgrywali dwaj najwięksi i najbardziej płodni macherzy muzyki jazzowej / alternatywnej – John Zorn i Bill Laswell. Przypisanie im tytułu macherów, wiąże się z tym, że obaj bez pamięci wydają setki płyt ze swoim udziałem w sposób, który budzi podejrzenie, że nie chodzi im tylko o dokumentację fonograficzną swoich płodnych natchnień.
Bo ileż to już Masad prawie z tym samym repertuarem wydał John Zorn, albo w ilu rozmaitych projektach od sasa do lasa uczestniczył Bill Laswell. W nagraniu tej płyty uczestniczył jeszcze: jeden z największych perkusistów obecnych czasów, Hamid Drake i wokalista, Mike Patton, znany chociażby z Faith No More, Fantomasa, Tomahawka i Mr. Bungle.
Przechodząc jednak do samej płyty, wiem, że w uszach wielbicieli mainstreamowego jazzu, ale również tych, którym nieobca jest twórczość na przykład Kena Vandermarka, muzyka Painkillera może wzbudzić grozę i odrazę. Kilkuminutowe sola grane bez zaczerpnięcia oddechu, przedęcia w wykonaniu Johna Zorna to rzecz powszechnie znana i tutaj niejednokrotnie mamy z nimi do czynienia, szatańskie zaśpiewy zniekształcone elektroniką, bezlitosny łomot perkusji i bezkompromisowe brzmienie basu – oto co możemy znaleźć na tej płycie. Niemniej jednak, gdy dokładniej wsłuchamy się w tę prawie hardcorową magmę, to pod powierzchnią tego zgiełku, można znaleźć całkiem przyjemne linie basu, perkusji, a nawet saksofonu.
Radzę więc nie zrażać się tym pozornie bezsensownym hałasem i wniknąć trochę głębiej w tę muzykę, co pozwoli na naprawdę wielce miłe przeżycie muzyczne. Dodatkową zaletą jest niezbyt długi czas trwania płyty, niewiele ponad 40 minut, co gwarantuje podniesienie adrenaliny i nie pozwala na znużenie się tą muzyką, bo - po prawdzie - kolejnych kilkunastu minut już raczej bym nie strawił.
Polecam tę płytę.
Bill Laswell - bass
John Zorn - alto saxophone
Hamid Drake - drums
Mike Patton - voice


Komentarze
Pokaż komentarze