Płyta niezwykła, tak jak niezwykły był nieżyjący już gitarzysta.
Na wstępie chciałbym pzreprowadzić taki mały, ogólny wywód. Otóż niezwykle mało w muzyce jazzowej, ale nie tylko, jest twórców / muzyków, którzy nie opieraliby się w swojej grze na jakiś wzorcach z minionej epoki, wielkich postaciach, początkujących pewien nurt muzyczny lub chociażby sposób gry na instrumencie. Nie chciałbym wymieniać głośnych nazwisk współczesnej sceny muzycznej, ale ilu jest saksofonistów czerpiących z dorobku Coltrane’a, Colemana lub Aylera, trębaczy dla których wzorem jest Miles Davis, pianistów spod znaku Billa Evansa itd. Nie twierdzę, że to umniejsza klasę i dorobek tych muzyków, ale tym bardziej wydają się niezwykli tacy artyści jak Derek Bailey, którego gra na gitarze nie przypomina nikogo, kto grał kiedykolwiek na tym instrumencie.
Wracając do płyty. Nie trudno oprzeć się kolejnej refleksji, iż muzycy grający na "Mirakle" łamią wszystkie możliwe zasady. A tych słuchaczy, którym klasyczna kompozycja jazzowa kojarzy się z takim układem: najpierw temat przewodni, później improwizacja kolejnych muzyków lub improwizacja zbiorowa, a następnie powrót do tematu przewodniego – utwory zawarte na płycie mogą zaszokować.
Wrażenie, które po wysłuchaniu nagrania można odnieść jest takie. Świetna funkowa sekcja, a w tej roli Jamaaladeen Tacuma na basie i Calvin Weston na perkusji starają się jak mogą, aby dogonić szalone pomysły Dereka Baileya, w którego grze jest wszystko to, co nie jest harmonią, melodią i tonalnością. Chropawość i brutalność tej muzyki, dźwięki gitary, które przypominają czasami rysowanie jakimś przedmiotem po szkle lub blasze, ucieczka od jakiegokolwiek rytmu stawia przed słuchaczem, nie ma co ukrywać, duże wymagania.
Całkowita nieprzewidywalność tego, co zdarzy się za chwilę może jednych zachwycić, a drugich zniechęcić, ale stanowi o niezwykłości tej płyty. Jest jeszcze lepiej niż u Hitchcocka, który zwykł mawiać, że dzieło powinno zacząć się od trzęsienia ziemi, a później napięcie powinno narastać, gdyż na płycie "Mirakle" non stop dochodzi do trzęsień ziemi w najmniej spodziewanych dla słuchacza momentach.
Zwróćmy uwagę chociażby na fragment utworu "This Time" około 2 minuty, gdzie dzika galopada perkusji, postrzępione frazy gitary i solidny funkowy podkład basu sprawiają pozornie wrażenie, jakby wszystkie instrumenty grały przeciwko sobie. Gdy się jednak głębiej wniknie w ten teoretyczny brud i chaos staje się on wielce pociągający.
Piękna, wręcz zachwycająca płyta, która może cieszyć nasze uszy bardzo długo i wciąż odkrywać w tych zapętlonych frazach gitary, basu i perkusji nowe, nieodkryte przestrzenie.
Bailey / Tacuma / Weston - Mirakle (2000)
Derek Bailey - guitar
Jamaaladeen Tacuma - bass
Calvin Weston - drums


Komentarze
Pokaż komentarze