Z grających na tej płycie muzyków żyje jeszcze Cecil Taylor.
Elvin Jones umarł w 2004 roku, a w dwa lata później odszedł Dewey Redman.
"Momentum Space" nagrana w składzie supergwiazd wiele obiecuje i muszę przyznać, że są to obietnice spełnione.
Jeżeli miałbym określić w jednym zdaniu, jaka to płyta, powiedziałbym tak : "free jazz w stanie czystym grany przez starych mistrzów, którzy pomimo swojego wieku pokazują jak daleko do nich młodym lwom". Piszę o wieku muzyków, gdyż taka informacja pojawia się w opisie płyty i to bynajmniej nieprzypadkowo (Jones - 70, Redman - 67, Taylor - 65).
Niezwykła to płyta, która - jak sądzę - powinna być lekturą obowiązkową dla muzyków, którzy zamierzają grać free jazz, krytyków muzycznych, którzy chcą o tym gatunku pisać i fanów jazzu, którzy z tym gatunkiem nie mieli do czynienia lub podchodzą do niego nieufnie.
Zaczyna się od świetnego, energetycznego utworu "Nine" autorstwa Deweya Redmana, w którym ekstatyczne brzmienie saksofonu przenika przez "perkusyjne" sola fortepianowe Taylora i precyzyjne bębnienie Jonesa. Kiedy słuchałem po raz pierwszy tego utworu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że muzycy balansują na cienkiej krawędzi, która dzieli ich od niekontrolowanego chaosu. Oczekiwałem jakiegoś błędu, niemiłego zgrzytu, dysonansu, ale na szczęście nic takiego nie zaszło. Mistrzowskie opanowanie instrumentów i niezwykła wyobraźnia muzyków uczestniczących w tym projekcie to recepta, która pozwala na tworzenie muzyki nieskrępowanej wymogami formalnymi, muzyki awangardowej, w której nie ma miejsca na mielizny, pokrywanie braku pomysłów wyszukaną formą lub totalnym chaosem, polegającym na mruganiu do odbiorców tej muzyki na zasadzie "im mniej rozumiesz, to, co gram, tym lepiej, doszukuj się w tym wszystkim sensu, chociaż go tam nie ma i nie było".
Po "Nine" następnym utworem, jeżeli można to tak określić, jest kapitalne, soczyste i niezwykle oszczędne solo Elvina Jonesa ("Bekei"). Ledwie 4-minutowe bębnienie, ale jakie. Wystarczy posłuchać tego utworu, aby się przekonać, że ten 70-letni staruszek miał w sobie więcej energii i pomysłów na grę niż cała rzesza młodych drummerów. Kolejny utwór to "Spoonin'" Deweya Redmana, który jest wyśmienitym duetem w wykonaniu saksofonisty i perkusisty. Ta kompozycja jest najbardziej klasycznie skonstruowanym utworem na płycie, odbiegającym nieco od free jazzowej estetyki panującej na tym albumie, ale to, co prezentują dwaj artyści to kawał mięsistej, doskonałej muzyki. Następny utwór "Life as" autorstwa Cecila Taylora i w jego solowym wykonaniu, to aż nie chce się wierzyć znając pianistę, kameralny, spokojny utwór, który przy minimum dobrej woli można by było określić jako balladę.
Po tym długim, spokojnym interludium wpadamy znowu w gęstwinę totalnej pianistyki Taylora w duecie z bębnami Jonesa w kompozycji Cecila Taylora "It". W tym utworze, jak i w następnym 20-minutowym "Is", nie mamy żadnych wątpliwości, że za klawiaturą fortepianu siedzi nie, kto inny, jak nieodgadniony, nieprzejednany awangardzista - Cecil Taylor. Tylko on tak gra, co do tego nie można się pomylić. We wspomnianym utworze "Is" do duetu, który nas bawił w poprzednim utworze dołącza po dłuższej przerwie Dewey Redman i znowu trzej muzycy olśniewają nas niesamowitą feerią pomysłów, przenikających się solówek, wycofywaniu się z akcji muzycznej i włączaniu się do niej w najbardziej odpowiednim momencie, podążaniu za tym partnerem, który w danej chwili ma najwięcej do powiedzenia. Ten utwór przypomina jazdę na rollercasterze w parkach rozrywki, tylko bez pasów bezpieczeństwa.
Płyta kończy się miniaturą Deweya Redmana "Dew", w której przez 49 sekundy jest obecny tylko saksofon Redmana. Trudno o bardziej enigmatyczne, ale i bardziej dosadne zakończenie tej płyty. Płyty, na której gra nieodżałowany Elvin Jones, a o którym niewiele napisałem w tej recenzji, ale, bez którego, mimo iż pozornie znajduje się na drugim planie, ta płyta nie byłaby taka sama.
Od czasu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem to nagranie upłynęło 5 lat. Trwałem w oczekiwaniu na "Momentum space" część 2. Niestety po śmierci Elvina Jonesa to pragnienie zostanie niespełnione. Album jest świadectwem geniuszu tych trzech muzyków w jesieni ich życia. Polecam zdecydowanie.
Dewey Redman, Cecil Taylor, Elvin Jones - Momentum Space (1999)
Dewey Redman - tenor saxophone
Cecil Taylor - piano
Elvin Jones - drums


Komentarze
Pokaż komentarze